O blogasku

Image and video hosting by TinyPic
Podróż w czasie jest możliwa. Przeczytaliście to właśnie w Internecie, więc to musi być prawda. Prawda?
Mamy XXI wiek. Człowiek postawił pierwsze kroki na Księżycu, zaczyna nieśmiało snuć plany o Marsie, wybudował LHC w Genewie, wysłał sondy w kosmos, umieścił superczułe teleskopy na orbicie, wyeliminował co najmniej jedną chorobę, która kiedyś zmiatała z powierzchni Ziemi miliony ludzi oraz jeszcze jedną, która siała spustoszenie u zwierząt, prawie eradykował kilkanaście innych, wymyślił antybiotyki oraz mnóstwo sprzętu medycznego, dzięki czemu średnia długość życia nigdy nie była dłuższa, że o możliwości podróży w jeden dzień z jednego końca świata na drugi nie wspomnę...  i dużo, dużo przykładów więcej można by podać. Tak czy siak, wygląda całkiem imponująco. A ile jeszcze przed nami.
A tymczasem wystarczy odpalić Google i wpisać coś w stylu "zdrowe odżywianie", by cofnąć się w czasie do... hm, czasem nawet do paleolitu! Żyj jak jaskiniowiec, będziesz szczupły i pikny(ale myśląc logicznie, to kobiety na tej diecie powinny dążyć do ówczesnego ideału - Wenus z Willendorfu). Co, liczyliście może na coś tak wariackiego, jak rozsądna, zbilansowana dieta? Phi, nuda. Znajdziesz za to ludzi przerażonych wszechobecną chemią i GMO,  pragnących powrotu do "natury" (co oni jeszcze u diabła robią przy kompach? A śmiercionośne promieniowanie?!), polecający sobie nawzajem diety owocowo-warzywne, oczywiście z upraw własnych, głodówki... wszystko w imię "oczyszczania z toksyn", których nawet nie potrafią zdefiniować (wyjątek: ruchy antyszczepionkowe. Och, oni już dobrze wiedzą, co to za toksyny). A to tylko wierzchołek góry lodowej: ani się człowiek obejrzy, znajdzie ludzi wierzących w cudowne właściwości moczu (no, tu już się gubię... Skoro się oczyszczasz z toksyn, to jak je wydalasz, jak nie m.in moczem?), kłócących się zażarcie z homeopatami przekonanymi z kolei o pamięci wody (autentyk). Czyja metoda bardziej nieskuteczna? Przekonują, że raka można wyleczyć przy pomocy ziółek, kryształów, pozytywnej energii z różdżki czy innego wahadełka... Wszystko oczywiście jak najbardziej bezinteresownie i za darmo, nie to, co te koncerny farmaceutyczne zdzierające z nas grubą kasę za środki, które nie działają...
Jak normalny człowiek widzi koncerny farmaceutyczne:
Image and video hosting by TinyPic
Jak altmedowiec widzi koncerny farmaceutyczne:


Ktoś sie odezwie: "Ale co z tego? Skoro im to pomaga, to co w tym złego?"

Ano sporo. Pół biedy, jeśli wpakuje się w to taki typowy "biały człowiek" pierwszego świata, któremu się najwyraźniej nudzi w życiu i może zaszkodzić tylko sobie. Z takiego możemy się otwarcie pośmiać. Ale wykorzystywanie nadziei przewlekle/nieuleczalnie chorych? Wraz z odwodzeniem ich od konwencjonalnej terapii, bo to "zła chemia była"? Rodziców chorych dzieci? To jedno z najbardziej parszywych świństw, jakie można wyrządzić drugiemu człowiekowi. I nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Mam gdzieś, czy "liderzy" takich praktyk świadomie robią ludzi w konia czy sami święcie wierzą w te swoje brednie. Mówisz, że działa? UDOWODNIJ. Byle nie anegdotycznie, proszę. Poza tym, jak takiemu człowiekowi wydaje się, że pomogło, to potem chodzi zadowolony po kumplach i po Internecie rekomendując swoją cud metodę, a inni w mniejszej lub większej potrzebie z niej skorzystają i im też się może zacząć wydawać, że działa... I tak się głupoty szerzą. W XXI wieku. Tak, drażni mnie to i nie zamierzam udawać, że jest inaczej.

Najgorsze jest to, że ciężko rozmawiać z takim człowiekiem. Pokażesz artykuły, książki medyczne, cokolwiek, a on to wszystko odrzuci ze słowem "Spisek!" na ustach. Dlatego zakładam sobie blogaska. Owszem, mogłabym tego wszystkiego nie czytać, ale to draństwo uzależnia. Ile razy obiecuję sobie, że już nie będę niszczyć mózgu, jakaś niewidzialna siła (mentalny masochizm?) kieruje mnie z powrotem do altmedu, a im więcej czytam, tym większe zdumienie/ rozbawienie/ wkurzenie/przerażenie mnie ogarnia. Gdzieś muszę dać temu upust. Bo czemu nie. Tak, oni mają prawo robić co chcą, a ja mam prawo ich wyśmiać tudzież skrytykować tudzież po prostu wyszczerzyć gały, złapać się za głowę i wrzasnąć "WTF,ppl,srlsly?!". Długo, naprawdę długo się wahałam, czy to zrobić... ale skoro istnieją fejsbukowe funpag'e typu RtAVM, Czytam CośTam Dla Beki, Genetically Modified Humans for Monsanto... Tysiące prześmiewczych memów i obrazków... Że o serialach typu South Park nie wspomnę... To chyba mogę, co...?

I nie, nie uważam się za jakiegoś wybitnego inteligenta. Jestem zwykłym, szarym ksenomorfem człowiekiem. Tyle, że wkurzonym. Wkurza mnie ta cała  alternatywna propaganda, wkurza mnie negowanie nauki jako takiej przez ludzi, którzy nie mają o niej zielonego pojęcia, wkurza mnie wprowadzanie ludzi w błąd. Ale ja też mam Internet. Oraz ostrze sarkazmu ze stali damasceńskiej (oskarżenia o samozachwyt za: 3...2...1...). I nie zawaham się ich użyć.

Tak, ja też nie mam może dużego pojęcia o nauce, choć bardzo mnie ona interesuje. Tytuł blogaska wszak przypadkowy nie jest. Ale nie mam też pewności, czy w ogóle istnieje jakieś pseudonaukowe dziwadło, którego nie dałoby się obalić używając wyłącznie wiedzy ze szkoły i choćby homeopatycznej ilości zdrowego rozsądku. Będę się starała opierać na rzetelnych źródłach, jestem otwarta na krytykę mądrzejszych od siebie i możliwe błędy natychmiast poprawię. Tak czy owak, Uniwersytet im. wujka Guggla uważam za otwarty!

2 komentarze:

  1. Pierwszy raz trafiam na bloga tego typu. Pisz, trzymam kciuki ^_^

    Niebieska

    OdpowiedzUsuń
  2. interesujący banner na górze. mam rozumieć że skoro lubisz się szczepić i wcinać GMO to wszyscy na około też muszą? z naciskiem na "muszą".

    OdpowiedzUsuń

Podobnie jak wszelkiej innej nauki alternatywnej, nie toleruję ortografii alternatywnej. Literówka czy zabłąkany przecinek - spoko, ale komcie wypalające oczy nie będą tolerowane.