czwartek, 21 września 2017

Rant o Białogardzie

Raz na jakiś czas odwali się coś takiego, że aż martwe blogaski zmartwychwstają. Czemu martwe? I to drugi raz? A głównie z braku contentu. Tzn: content jest i to sporo, ale po jakimś czasie te wszystkie bzdury zlewają się w jedno i mam wrażenie, że po raz n-ty czytam to samo. Trucizny, chemia, blabla, nasiona uga-buga leczą raka, blablabla, spisek żydomasonów, blabla... Na ile sposobów człowiek może napisać "szczepienia nie powodują autyzmu, nasiona nie leczą i przestań się smarować tą żabą, ty chory po*ebie"? No właśnie. Jednak tłumy mnie błagały: "Rektorze, wróć!" (no... przynajmniej jedna osoba napisała... pozdro, ziom), to se myślę – w sumie, czemu nie.

Jeśli Rektor ma kiedykolwiek wrócić raz a porządnie, to prawdopodobnie poszerzy jeszcze trochę tematykę blogaska i może nawet przestanie się przejmować tym, że w sumie na niczym się za bardzo nie zna. Dlaczego znachorzy i szarlatani nie mają podobnych dylematów? A może mają, tylko szelest banknotów skutecznie je zagłusza?

Źródło: TheLogicOfScience
No, skoro ten niezręczny moment mamy już za sobą, to wróćmy na stare śmieci – czyli do smażenia* antywacków.
*Nie wiem, jak lepiej przetłumaczyć "#roast".

Tak, chodzi o głośną aferę w Białogardzie. Jeśli mieszkałeś przez ostatni tydzień pod kamieniem czy w innej jaskini: w białogardzkim szpitalu urodziło się dziecko w 36tc, było nieco osłabione i wychłodzone. Rodzice nie zgodzili się na żadne zabiegi medyczne czy pielęgnacyjne, w tym nawet na badania przesiewowe. Lekarze mając związane ręce powiadomili sąd, ten w trybie ekspresowym ograniczył prawa rodzicielskie na czas pobytu w szpitalu. Rodzicom się to nie spodobało, więc zabrali dziewczynkę i sruuu w długą, do homeopaty. Teraz w ukryciu wrzucają filmiki do sieci, a Socha a.k.a córka Stirlitza prawdopodobnie będąca z nimi w kontakcie nie ma pojęcia czego policja od niej chce. Wczoraj jednak sąd uchylił prawa, a rodzice domagają się odszkodowania od szpitala w wysokości 500.000 zł.

Jak to zwykle bywa w przypadku takich incydentów, internauci podzielili się na dwa obozy: Team CoZaKurwaDebile i Team BrawaDlaTychPaństwa znany również jakoTeam StopNop. Pewnie nikt mi nie uwierzy, ale wbrew pozorom nie uważam ich za tak do końca złych ludzi ani nawet złych rodziców. Owszem, w pierwszym momencie na funpejdżu wykpiłam, bo taką mam manierę, ale po refleksji w sumie jednak w pewnym sensie współczuję. Nie oni pierwsi i nie ostatni dali się omamić stekowi bzdur z internetów, choć zaiste chyba jako pierwsi posunęli się tak daleko. Zapewne święcie wierzą, że robią dobrze. Team Brawa zresztą to cały czas podkreśla: "Rodzice wiedzą najlepiej!".

Niestety, są na świecie również rodzice fundujący swoim dzieciom lewatywy z wybielacza. Oni zapewne również wierzą, że robią dobrze i wiedzą najlepiej. W tym jednak problem, że nie wiedzą. Nie mają zielonego pojęcia, co robią. Bio-hasełka szarlatanów brzmią ładnie, są proste, oni sami są często przekonujący i charyzmatyczni, otaczają ich kółeczka wyznawców o cechach sekty. Ci rodzice ukrywający się teraz przed policją może i rzeczywiście nie należą do szczególnie lotnych, rozsądnych i odpowiedzialnych – ale nie są ofiarami "opresyjnego systemu szczepień", a wręcz przeciwnie – ofiarami ruchów antyszczepionkowych, szarlatanów, bzdur w internecie, których nie ma komu weryfikować i wreszcie tej cholernej mody na eko-bio-organiczne WSZYSTKO, z porodem włącznie. A ich nieszczęsne dziecko ofiarą podwójną. Na wodzie z cukrem daleko się nie zajedzie.

Rzecz jasna, nie jest to tak do końca usprawiedliwienie, bo dorosły człowiek powinien wiedzieć, że nie przyjmuje się wszystkiego bezkrytycznie od "znafcuff" z internetu. W dodatku poród zmedykalizowany akurat był, więc... coś się tu kupy nie trzyma.

Istnieje też szansa, że akcja była zaplanowana celem wyłudzenia odszkodowania czy po prostu zrobienia zadymy wokół szczepień. Spekulacje na ten temat będą jednak miały w tym momencie wartość równą mniej więcej wróżeniu z fusów, więc skupmy się na faktach...

A jakie są fakty? Ano takie, że antywacki odleciały w kosmos. Niestety, jedynie mentalnie. Fizycznie nadal tu są i robią burdy.

StopNopy nie byłyby StopNopami jakby się nie próbowały wybić. Usiłują za wszelką cenę zrobić z lekarzy tych złych, organizują jakieś nagonki i pikiety."Patrzcie" – mówią – "Te złe lekarze tak bardzo chcieli wszczykiwać trucizny, że aż musieli uciec! Prawa odebrane w 4 godziny!". Sam Kim Dzong Un nie powstydziłby się takiej propagandy. Starają się wszystkim wmówić, jakoby tymczasowe ograniczenie praw (nie odebranie) i zaangażowanie policji było spowodowane wyłącznie odmową szczepień. Jak na ironię, akurat to w tym całym cyrku ma chyba najmniejsze znaczenie. Typowe antyszczepy mają całe poradniki o wymigiwaniu się od szczepień czy grzywny za ich brak. Czasem coś wykradną, czasem podrobią... Co najwyżej wypłakują się na fejsbuczku jak to biorą ich za wariatów i nikt ich nie rozumie, buu. Jedynie Sanepid po czasie interweniuje, wtedy oni mu odpisują jakieś głupoty i tak się ciągnie. A może nawet i płacą, ale nadal nie szczepią.

W tym wypadku rodzice zabronili lekarzom robić cokolwiek przy dziecku. Wychłodzonym, nieco zbyt wcześnie urodzonym dziecku, którego stan powinien być pod kontrolą. Oczywiście, przy porodzie asystowało prawdopodobnie całe Stowarzyszenie-Wzajemnej-Adoracji, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że wszystko wiedzą? Wiedzą, że dziecko było w świetnym stanie, że wystarczyłoby je ogrzać ciałem matki (bo od promiennika jeszcze się napromieniuje i zamieni w Hulka #icowtedy), że lekarze chcieli koniecznie zmyć cały cenny surowiec jakim jest maź płodowa. Nie wszyscy wiedzą za to czym jest zabieg Credego, ale brzmi podejrzanie więc na pewno też jest zły. Coś niewiele słychać, że rodzice zabronili dziecko nawet zbadać (badania przesiewowe etc. których znaczenia, mam nadzieje, tłumaczyć nie trzeba) – i jeśli miałabym się zakładać o pieniądze, to obstawiam, że gdzieś tu przekroczono granicę „pie*dolę, dzwonię do sądu, bo z tymi nawiedzonymi nie da się dogadać”.

Przy okazji – porusza się wagę komunikacji na linii „lekarz-pacjent”. Nikt nie zaprzeczy, że lekarze są ludźmi i bywają różni: od takich traktujących pacjentów jak irytujące muchy po prawdziwe anioły z powołaniem. Może się też zdarzyć lekarz znakomity w sztuce medycznej, ale nie do końca najlepszy w sztuce kontaktów międzyludzkich i miliard innych kombinacji. Oczywiście, dobry kontakt jest bardzo ważny, jak pokazuje np. ten artykuł o placebo. Ciężko powiedzieć, co zaszło w tej sytuacji. Lekarze z tamtego szpitala wciąż podkreślają, że próbowali rozmawiać i przekonywać. Cóż, jeśli ci rodzice zachowywali się chociaż po części jak przeciętny antyszczep którego znamy z internetów (mają tak znakomitą odporność na argumenty, że wygląda jakby była efektem szczepionki), to absolutnie się nie dziwię takiemu obrotowi sprawy. Tym lekarzom zależało na dziecku. Czy dało się to załatwić inaczej? Nie wiem, nienawidzę liściastej herbaty, więc nie powróżę za bardzo. 

Nie, ani lekarze ani koncerny farmaceutyczne nie trzepią tyle kasy na szczepionce, żeby opłacało im się organizować pościg w sprawie jednego dziecka. Koncerny o tym nawet nie wiedzą, chyba że jakiś Polak z któregoś z miliarda działów opowiedział kolegom przy kawie. To nie jest żaden spisek, proszę się rozejść.

Jakoś mnie nie przekonują argumenty pt. „ich dziecko, więc mogą robić co im się podoba, życiu nic nie zagrażało”. Wracamy w tym momencie do lewatyw z wybielacza - można, bo to moje dziecko? No chyba jednak nie, to jest jakby nie patrzeć człowiek i nie zasługuje na zejście z powodu wylewu krwi do mózgu, bo ludzie mający się nim opiekować zabronili podania witaminy K. Oczywiście, antywacki gorąco popierają i tę decyzję, w końcu natura wie najlepiej i nic tu nie trzeba poprawiać. Wygląda na to, że mają nowego wroga. Pewnie przywracanie zapomnianych chorób już im się znudziło, teraz będą przywracać zapomniane niedobory razem z ich skutkami. Jak szaleć, to szaleć.

"Tę witaminę". Oprócz bycia kompletnym dupkiem, hipokrytą, socjofobem oraz feministką z wąsem, jestem też znanym gramatycznym nazistą.

Coś czuję, że niedługo dojdzie do takich sytuacji:

- Dziecko ma wadę serca, wskazana operacja. 
- A po co operacja? Zbędna ingerencja!

Bo jak podawać witaminy, to tylko witaminę C. Lewoskrętną. Przynajmniej szkorbut nie powróci, hurra. Nieważne, że witamina K ledwo co przenika przez łożysko i jej niedobór jest właściwie pewien. Nieważne, że jej niedobór może powodować krwotoki, tzw. VKBD (Vitamin K Defficiency Bleeding). W 2013 r. sześcioro dzieci trafiło do szpitala w stanie ciężkim z tego powodu [źródło]. Jedno doznało ciężkiego uszkodzenia mózgu, dwa średniego. Nieważne, totalnie zbędna ingerencja. Jak będzie jakiś krwotok to wsadzi się cieciorkę i będzie git.

Próbowali argumentować, że preparat był niedopuszczony do obrotu i nawet nie nadawał się dla dzieci poniżej drugiego roku życia (Vitacon). A łajno prawda, według najnowszych informacji w szpitalach używają tego.

Jak komuś mało, znalazłam pełny dokument z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego dotyczący witaminy K. Po polsku.

Nada się? Bo mam jeszcze wzór chemiczny. Jak widać, nie kryją się tam nawet żadne podstępne atomy rtęci.

źródło: Gugiel


Nikt nie zasługuje też na utratę wzroku w wyniku rzeżączkowego zapalenia spojówek, bo jakiś geniusz w internecie poradził oczy zakropić mlekiem. Laktoterroryzm wśród antyszczepów pięknie kwitnie o każdej porze roku, więc nawet mnie to nie dziwi. Mleko matki zaradzi na wszystko. Fakt, że dzięki zabiegowi Credego znacznie spadła ilość zachorowań (1874r – 13,6% spadło do 0,6% w 1880 [źródło]) zapewne tłumaczą sobie tak jak zwykle – poprawa warunków sanitarnych, higiena, blablabla. Nie przetłumaczysz.

Zero? Ja bym powiedziała, że aż nadto, co wpędza w depresję matki, które nie mogą karmić naturalnie. I rozumiem, że jeśli uznam lewatywy z wybielacza za dobre dla sposobu wychowania mojego dziecka, to nikt nie ma prawa się wtrącać?


Na deser zostawimy sobie maź płodową. Można by dojść do wniosku, że nie należy jej zmywać co najmniej do osiemnastki, taka jest super.

Przed polio też? Tak tylko pytam.
Łaa, nie bijcie, ZROBIŁAM RISERCZ. Wiem, nawet WHO zaleca pierwszą kąpiel opóźnić o jakieś 24h. Tylko, nie za bardzo się znam, przecież z krwi opłukać jednak trzeba? Podobno toto w ogóle się dość dobrze trzyma, to po delikatnym spłukaniu przecież by całkiem nie zeszło? I od kiedy to antywacki słuchają rządzonego przez Ksenomorfy WHO? Tyle pytań... Yyy, to może zostawię ten temat w spokoju. Zastanawiam się tylko, czy większe konsekwencje dla zdrowia dziecka będzie miało zmycie mazi czy zabranie go ze szpitala bez badań i niczego. W dodatku równie dobrze mogło pójść o zwykłe osuszenie, które WHO akurat zaleca. Wiadomo, co artykuł, to inna informacja. Gdzieniegdzie piszą też o inkubatorze.

No dobra, maź mazią, wszystko wszystkim, ale czy naprawdę trzeba szczepić noworodka w pierwszej dobie...? Krótka odpowiedź brzmi: tak.

Nasza Jenny McCarthy, legenda we własnej osobie grzmi od piątku: "TYLKO U NAS I W BUŁGARII SIĘ SZCZEPI W PIERWSZEJ DOBIE ŻYCIA PRZECIWKO GRUŹLICY, TO SKANDAL!!1!" a nie zada sobie prostego pytania: dlaczego? A jakby ktoś ją zapytał, zapewne dowiedziałby się czegoś o spisku, bo Polska jest takim kozłem ofiarnym Europy, że nawet Big Pharma akurat nas sobie upatrzyła na poligon doświadczalny #takbyło. I jeszcze Bułgarię. I parę innych krajów. Macki Big Pharmy nie znają żadnych granic!

Ej, ale ja tylko tak żartowałam...

To uczucie, gdy piszesz jakąś chamską satyrę przejaskrawiając do granic możliwości 4 the lolz, bo przecież nikt tak nie myśli... po czym wracasz do internetów i widzisz to samo napisane prawie słowo w słowo, tylko na serio. Poza tym, częściowo zgadzam się z antywackiem, pora umierać...
Nie, nie, powód jest bardzo prosty – szczepi się, bo jest taka konieczność. I tyle. Oddaję głos panu Grzesiowskiemu:

"Gdyby nasza sytuacja epidemiologiczna była inna np. jak w Niemczech, to moglibyśmy szczepić później a nawet wcale."

Czy antyszczepy to widzą? Czemu same sobie strzelają w kolano?

"Gruźlica to realne zagrożenie - mamy 20 zachorowań na 100 tysięcy, podobnie żółtaczka typu B - niby spada, ale właśnie wszedł w okres prokreacji wyż z lat 70., w którym wiele kobiet jest nosicielkami wirusa. Noworodek matki nosicielki, jeśli nie podamy mu szczepionki, zapewne ulegnie zakażeniu, co grozi nie tylko zapaleniem wątroby, ale jej zniszczeniem (marskość) lub później rozwojem nowotworu wątroby.
Inne szczepionki nie są podawane tak wcześnie, bo dziecko jest chronione przez pierwsze tygodnie życia przez przeciwciała odmatczyne. Ale nie przed gruźlicą.
Co do żółtaczki typu B to jest szansa, że niebawem do okresu prokreacji dojrzeje pokolenie lat 90., które w całości jest zaszczepione przeciw żółtaczce, co wpłynie na pewno na zmianę w kalendarzu szczepień."
Źródło(nie najwyższych lotów wprawdzie, jednak wypowiedź temat wyczerpuje)

Według tych statystyk jeszcze w 2015 mieliśmy 19 zachorowań na 100,000. Dla porównania w Niemczech - 9.

To samo WHO zalecające nie zmywać mazi przez 24h, zaleca w ciągu tych samych 24h podać szczepionkę przeciwko WZW B. Where is Your God now? 

Ja rozumiem, ludziom się nudzi, więc sobie wymyślają teorie spiskowe na najróżniejsze tematy żeby ten szary świat nabrał barw; żeby był jakiś wróg, którego można by epicko pokonać, ale może bez przesady...?

Podsumowując, antywacki dość podle wykorzystują sprawę z Białogardu na swoją korzyść (choć ostatecznie wygląda na to, że przyjaźń kwitnie), a ich bohaterka i mentorka ma szansę niemalże zrównać się z Wakefieldem. Bo w świecie pseudonauki łamanie prawa nazywa się walką z systemem i daje +50 do lansu. Rodzice już trafili do poczetu męczenników antyszczepionkowych bez względu, czy tego chcą czy nie. W dodatku jeszcze politycy zaczynają się interesować, a więc niech Bór ma nas w swojej opiece, jeśli ma się pojawić więcej farmazonów w stylu Jakiego.

Może i się wycofał, ale dość mętnie, a internet i tak zapamięta. Źródło: Wprost

Jeśli odtąd czyjaś „intuicja” ma decydować o sposobach leczenia, to proszę zatrzymać tę planetę, ja wysiadam poszukać sobie innej. Mam nadzieję, że sprawa zakończy się w miarę pozytywnie, a dziewczynka jak dorośnie i usłyszy tę historię wybuchnie śmiechem i powie: "No co ty, mamo, chyba żartujesz! Szczepionki są bezpieczne, wszyscy to wiedzą!". Na taką przyszłość liczę. Więc pewnie się nie wydarzy. 

5 komentarzy:

  1. " Rodzice już trafili do poczetu męczenników "

    Szanowny GRAMATYCZNY NAZISTO, znajdź błąd :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy słyszę, że "matka zawsze wie najlepiej", to mi się drobne w kieszeni nie zgadzają, a nóż się w kieszeni otwiera.

    Kobieta, która - powiedzmy - miała trudności ze zdaniem matury, po urodzeniu dziecka nagle staje się wybitną specjalistką od neonatologii, epidemiologii, dietetyki, psychologii rozwojowej itp.? Czy tak?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy blog, przypadkiem znalazłem w internetach ;). O sprawie słyszałem (a kto nie?), ale przed przyjęciem jakiejś opinii zapytam siostrę-lekarza. "Z powołania" lekarza, nie z Big Pharmy :P. Wolę zapytać, bo jako chemik jestem skłonny do sceptycyzmu co do nieszkodliwości niektórych leków / szczepionek, ale u mnie to normalne, bo ja zawodowo związki chemiczne rozpatruję in vitro, nie in vivo, i zwykle w trochę większych dawkach niż się normalnie podaje ludziom, a - jak wiadomo - "różnica między lekiem, a trucizną zależy od dawki" :). Pozdrawiam i czekam na następne teksty :)!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tu też z przypadku i muszę przyznać, że to świetny adres - gratuluję bloga!
    W temacie szczepień - kilka miesięcy temu rozmawiałam z lekarką mojego dziecka, która poza przychodnią pracuje również w szpitalu. Opowiedziała mi, że w ubiegłym roku trafiło na oddział pięciomiesięczne dziecko chore na gruźlicę. Trzy miesiące walczyli o jego życie, niestety nie udało się go uratować. Okazało się, że zaraziło się od babci, która od jakiegoś czasu pokasływała nieleczona, nie wzbudzając niczyich podejrzeń.
    Zastanawiam się kto tak naprawdę jest odpowiedzialny za tę śmierć - rodzice, którzy odmówili szczepienia w pierwszej dobie życia czy szeroko pojęty ruch nakręcający spiralę lęku wokół szczepień, do tego stopnia, że rodzice bardziej boją się NOPów niż śmiertelnych chorób? I dlaczego nie nagłaśnia się takich tragicznych w skutkach decyzji o nieszczepieniu dzieci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak kto? Rodzice. 8 lat więzienia to minimum (najniższy wymiar kary za nieumyślne spowodowanie śmierci). I tak łagodnie - w Australii rodzice którzy odmówili normalnego leczenia dziecka i "leczyli" homeopatycznie, czym doprowadzili do śmierci dostali po 25 lat jak za normalne morderstwo. I prawidłowo.

      Usuń

Podobnie jak wszelkiej innej nauki alternatywnej, nie toleruję ortografii alternatywnej. Literówka czy zabłąkany przecinek - spoko, ale komcie wypalające oczy nie będą tolerowane.