środa, 11 stycznia 2017

Kambo-Dżambo

Czyli niebezpieczna terapia pseudomedyczna zyskuje na popularności.


Nie chce mi się silić na pseudointeligentne wstępy, więc walnę z grubej rury: pamiętacie panią, co niestety zmarła w wyniku tak zwanego "rytuału kambo"? Pewnie pamiętacie, przez chwilę było to dosyć głośne.

Szczerze, nie widziałam zbyt wielu obrońców tego cholerstwa w internetach i nawet odzyskałabym drobny ułamek wiary w ludzkość, gdyby nie tona komentarzy budzących niesmak w stylu: „selekcja naturalna działa”. Już pomijając takie banały jak, yyy, no nie wiem, na przykład szacunek do bliskich osoby zmarłej, to winni są przede wszystkim usługodawcy i propagatorzy takich metod. Przynajmniej dla mnie wyrażanie satysfakcji z czyjejś śmierci i to jeszcze jak sprawa jest świeża wydaje się cokolwiek bardzo, bardzo nie na miejscu...

No cóż. Zdarzyła się rzecz straszna, było o tym głośno przez jakieś dwa dni, temat ucichł i nie spodziewałam się jego powrotu.... aż w Gazecie Wyborczej pojawił się dwa dni temu artykuł. Bardzo zły artykuł. Rzekłabym nawet „sponsorowany”, ale nie chcę wyjść na hipokrytę. Składa się on głównie ze złych, szkodliwych wypowiedzi i w sumie to je zamierzam atakować. Inne kawałki jak historia i zarys popularyzacji „rytuału” przynajmniej mnie wydają się całkiem zgrabne. Brakuje jednak wyraźnego zaznaczenia „hej, to jest niebezpieczna BZDURA”. Jako główny bohater tego anime z misją ratowania świata, muszę to naprawić.

Zaczyna się dość niewinnie:

Ceremonia kambo. Kuracja jadem żaby z Amazonii pomoże albo zabije. Chętnych nie brakuje”
Co? Dlaczego jeszcze nikt tego nie zdelegalizował? Może trzeba by udowodnić działanie poronne, to pójdzie z górki...

Nie wyobrażałam sobie, że to będzie tak trudne. Tak musi czuć się człowiek, kiedy umiera". O ceremonii kambo zrobiło się głośno, kiedy w listopadzie podczas takiego zabiegu zmarła kobieta”
...I dlatego daliście w tym miejscu taki cytat. Mistrzowie taktu, zaiste.

(...)Nawet najgorszy kac nie może się z tym równać. (…)Kambo skanuje ci całe ciało. Komórkę po komórce. Z każdej usuwa toksyny. To najlepsze oczyszczenie organizmu, jakie można sobie zaserwować. – Czułam ból w miejscach, z którymi miałam kłopoty. W gardle, w zatokach. Tak jakby ta substancja wiedziała, gdzie jest problem. – Wraz z wymiotami przychodzi ulga. To było nawet przyjemne. To taki całkowity reset. Fizyczny i duchowy.”

A niech to szlag... Inteligentny skaner komórek resetujący fizycznie i duchowo. Okej, już mam dość. Przerwa na reklamy:

Źródło: Cat
Cóż, wymioty faktycznie są reakcją na zatrucie. W tym przypadku na konkretną neurotoksynę, czyli - uwaga - wydzielinę żab kambo właśnie. Ukąszenie przez jadowitego pajęczaka czy węża dałoby podobny efekt (w zależności od gatunku), o rozmaitych innych truciznach nie wspomnę... alkohol w nadmiarze też. Ironicznie, porównanie do kaca jest całkiem trafne. A zatem rytuał kambo wygląda tak: człowiek daje się zatruć w dość wymyślny sposób, organizm stara się z tym sobie poradzić, jeśli się uda → profit. Genialne w swojej prostocie, zaiste. To już jest całkowicie nowy poziom. A to wszystko pod przykrywką oczyszczania organizmu... 

"Dziękujemy, Kapitanie Oczywisty!" Ależ nie ma za co. 

Tak zwane „oczyszczanie organizmu” to kolejne oszustwo na skalę światową, porównywalne z „organicznym żarciem”. Ma ono wiele postaci: czasem znachor w swojej książce każe pić wodę z cytryną, czasem sprzedaje jakieś dziwne suplementy albo zabiegi typu oczyszczanie jelita (brrr), czasem lewatywa, a czasem głodówka. Wszystkie te metody łączy jedno: nie działają. Obrazek powyżej właściwie tłumaczy już wszystko. Organizm codziennie sam się odtruwa przy pomocy (ogólnie mówiąc, rzecz jasna) wątroby i nerek. Jasne, jeśli w miarę zdrowo się odżywiasz i nie obciążasz nadmiernie wątróbska alkoholem itp. ten proces zapewne przebiega nieco sprawniej. Jeśli jednak doprowadziłeś w jakiś sposób do uszkodzenia tych zacnych organów to obawiam się, że żadne ziółka ani żaby ci już nie pomogą. Jedynie opieka szpitalna, maszyny i przeszczep.

Jeśli mi nie wierzycie, mam tu kilka linków (i nie zawaham się ich użyć):




[Tu się wypowiada jakiś gość o spotkaniu ze światowej sławy specjalistką od kambo-dżambo. Brał w nim udział m.in również ktoś chory na raka, któremu medycyna już nie mogła pomóc. Artykuł milczy na temat jego dalszych losów, czyli nagłego spektakularnego ozdrowienia raczej nie było (co jest smutne, lecz do przewidzenia). Następuje opis kładzenia wydzielin żaby na ranach po oparzeniach (zwanych "bramami'...okej). Gość opisuje jak malowniczo haftował dalej niż widział i jak dwie osoby straciły przytomność. Widocznie nigdy nie mieszkał w akademiku, skoro uważa takie przeżycia za coś niezwykłego.]

Na tym niestety nadal nie koniec i mamy tonę kolejnych dowodów anegdotycznych, z których moim faworytem jest ten:

(...)jego życie zmieniła podróż na Hawaje, a potem zabieg kambo, któremu poddał się w Warszawie. – Po ceremonii zacząłem sprzątać mieszkanie, wyrzucać nieużywane przedmioty. Potem zacząłem sprzątać swoje życie. Nauczyłem się wybaczać. Zerwałem związek, w którym byłem. Niedługo potem poznałem miłość swojego życia, która miesiąc temu dała mi najpiękniejsze, co dostałem od życia – mojego syna.”
Poddał się „zabiegowi”(?!) w Warszawie, ale trzeba poszpanić pobytem na Hawajach, bo czemu nie (czepiam się z zawiści i w ogóle, ale naprawdę nie wiem, po cholerę ta wzmianka, bo nic nie wnosi). I oczywiście, na pewno nie podróż go skłoniła do refleksji nad swoim życiem czy dosłownie cokolwiek innego. Nope, to była mistyczna moc wydzielin żaby. A jeśli o te wydzieliny chodzi... Osoby wrażliwe na krzywdę zwierząt uprasza się o pominięcie kolejnego akapitu:

Wydzielinę uzyskamy tylko, kiedy żaba jest w stresie. Trzeba więc maksymalnie ją zdenerwować. Łapki żaby przywiązuje się sznurkami do czterech patyków. Tak rozciągniętej żabie dokucza się na różne sposoby. Skrobie się ją, uciska, dmucha się w nią dymem, wkłada do nosa źdźbła trawy. Wydzielinę zbiera się patyczkiem na kawałki drewna i zostawia do przesuszenia. Żaba zaś zostaje wypuszczona z powrotem do lasu.”
Łaskawcy, wypuszczają ją do lasu. Gdzie wskutek tego wszystkiego nieszczęsny płaz jest osłabiony i zapewne umiera. Czy PETA to widzi? Swojego czasu na fejsie wrzucałam artykuł opisujący jak „tradycyjna medycyna chińska” przyczynia się do wymierania zagrożonych gatunków. Czas przypomnieć. I pomyśleć, że to właśnie altmedy tyle krzyczą o #CywilizacjiŚmierci niszczącej naturę.

[poznajemy dwóch kambo-szamanów: nie-Marcina (facet nie chce zdradzać prawdziwego imienia, więc nazwę go Mietkiem, taka podwójna ksywa) i Stefana. A także mamy opinie środowiska entuzjastów żabich wydzielin na temat tragedii z Grodziska i tu się zaczyna interesujący pokaz hipokryzji:]

Na Facebooku praktycy kambo wzięli w obronę prowadzącego, potwierdzając, że zabieg odbył się zgodnie ze sztuką: „Wydzielina obronna amazońskiej żaby jest z powodzeniem wykorzystywana od tysięcy lat w celu poprawy wydolności organizmu. W Polsce już tysiącom ludzi poprawiło to jakość życia. Zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. Jeden na tysiące pozytywnych zastosowań. Wypadek, który mógł przydarzyć się (i przydarza) również w innych dziedzinach ludzkiego życia” (Kambo Wawa).”
To chyba mamy dobrze udokumentowane te tysiące przypadków? Konkretne dane, statystyki? Nie? Tak myślałam. Spoko, wyręczę was:


Oczywiście, zgon wskutek wtarcia trucizny w ranę po oparzeniu to nieszczęśliwy wypadek jeden na tysiące. Ale już efekty uboczne jakiegoś leku lub płacz dziecka po szczepieniu może oznaczać tylko jedno: Big Pharma truje!!1! Co udowadnia ktoś poniżej:

Wygląda na to, że to po prostu bardzo nieszczęśliwy wypadek. Współczuję bardzo rodzinie tej kobiety i organizatorom. A kambo nie jest zabawką, to potężna siła, ale śmiem wierzyć, że mimo wszystko bezpieczniejsza niż to, co oferują nam korporacje farmaceutyczne”.
Aha. Czyli wydzielina żaby, w której może być dosłownie wszystko jest cacy, ale lekarstwa z wyszczególnionymi składnikami, dokładnie przebadane są złe. Nie śmiem polemizować z tego typu rozumowaniem. Nawet nie ma sensu.

W mediach wypowiadali się polscy lekarze. Jeden z nich powiedział, że nie istnieje coś takiego jak oczyszczenie organizmu. Inni również kwestionowali medyczną skuteczność wydzieliny żaby kambo.”
Eee... I tyle? Miecio i Stefcio dostają co najmniej ze dwie strony na wychwalanie kambo, a tutaj dwa zdania? Ja naprawdę nie popieram prawdopośrodkizmu i stwarzania wrażenia jakoby ta dwójka znała się tak samo dobrze jak lekarz na różnych sprawach, aaale... Ten artykuł sprawia wrażenie, że wiedzą więcej. I to jest straszne. Przypominam, nie mamy do czynienia z jakąś nawiedzoną stronką typu niewiarygodne.pl gdzie są artykuły o UFO pisane przez i dla entuzjastów UFO, tylko z GW. Niech mnie ktoś przytuli.

[tutaj Stefek i Mietek są oburzeni niewiedzą lekarzy (jak wielkie jest to kuriozum, zobaczymy za chwilę); jest coś o aktywnych peptydach leczących komórki nowotworowe pod mikroskopem. Nie zamierzam w to wnikać, bo mi się nie chce nawet nie o to chodzi. Jeśli jest to faktycznie legit, super, należy sprawdzić, czy można te peptydy wykorzystać do czegoś pożytecznego. Zbadać dokładnie ich wpływ na organizm i milion innych rzeczy. To m.in. robi Big Pharma właśnie. Wydzieliny żab kambo mogą sobie zawierać cuda, ale w postaci naturalnej są po prostu zbyt niebezpieczne i nieprzewidywalne. Bez powodu tej mieszanki nie nazywa się silną neurotoksyną, tak tylko przypomnijmy.]

Hej, słyszeliście o wałęsakach brazylijskich? Czy ktoś dałby się celowo podziabać tym pająkom w celu wyleczenia pewnej, hm, przypadłości? Jeśli dostrzegasz absurd tego pytania, to świetnie. Takim samym absurdem są twierdzenia o leczniczych właściwosciach kambo.



[Mietek zaczyna wymieniać, na co toto rzekomo pomaga oraz przeciwwskazania, a mi się zaczyna kilka rzeczy nie zgadzać:]

[Wskazania]: "Syndrom chronicznego zmęczenia, przewlekły ból, rak, HIV, choroba Parkinsona, choroba Alzheimera, depresja, problemy naczyniowe, zapalenie wątroby, cukrzyca, reumatyzm, artretyzm, uzależnienia."

[Przeciwwskazania]: "Ciąża. Miesiączka. Matki karmiące piersią dzieci w wieku poniżej roku. Osoby z rozrusznikiem serca, chorobami zastawek serca, powiększonym sercem i innymi poważnymi chorobami serca. Osoby z niskim ciśnieniem krwi, które przyjmują leki na to schorzenie. Osoby po udarze, krwotoku mózgowym lub z tętniakiem. Poważne choroby psychiczne. Osoby po przeszczepach narządów. Osoby w trakcie chemioterapii."
Mietek, zdecyduj się. Albo coś jest wskazaniem albo przeciwwskazaniem. I w ogóle coś szeroki ten wachlarz wskazań. Znasz takie powiedzenie: „jak coś się nadaje do wszystkiego, nie nadaje się do niczego”? Chyba, że masz duuużo udokumentowanych przypadków. Ależ nie spiesz się z wysyłaniem, poczekam. Powiedziałabym, że przynajmniej jesteś uczciwy i wymieniasz przeciwwskazania, ale niestety, wiem co powiesz za chwilę.

Ludzie kupują kambo przez internet i aplikują je sobie sami, bez żadnego przygotowania. Robią to też w samotności. A przecież można stracić przytomność, uderzyć głową o podłogę, udusić się wymiocinami.”

Z jednej strony, ludzie robią różne durne rzeczy np. kupują metę na czarnym rynku. Z drugiej strony - nikt im raczej nie wmawia leczniczych właściwości mety z czarnego rynku.

Mam wrażenie, że niektórzy uczestnicy zatajali swe choroby, bo chcieli być zakwalifikowani do zabiegu.”

Aha, czyli to ich wina. Miecio jest czysty jak łza. Nie, żeby komuś wcierał gdzieś truciznę... oh wait.

A ja mam wrażenie, że mogli o nich nawet nie wiedzieć. Czy Mietek zleca jakieś badania, które należałoby wykonać przed rytuałem? Czy umiałby zinterpretować wyniki? Sorry, panie Mietku, jak się oferuje tego typu usługi, to się bierze odpowiedzialność. Nie ma zwalania na innych.

Może teraz będą mieć większą świadomość, jaką ma moc kambo i jakie niebezpieczeństwo może powodować, gdy jest nieodpowiednio użyte. Może odkryją to także osoby, które prowadzą zabiegi bez odpowiedniego przygotowania. Bo są tacy, którzy obejrzą wideo na YouTubie i dochodzą do wniosku, że kambo będzie świetnym sposobem na zarabianie pieniędzy (niemożliwe, naprawdę? – przyp. Rektora). Mam nadzieję, że ta tragedia będzie dla nich kubłem zimnej wody.”

Mietek skończył kurs, który trwał – uwaga – dwa tygodnie. Dwa. Tygodnie. Czujecie ten ogrom wiedzy i doświadczenia, jaki na niego spłynął w zaledwie czternaście dni? Ja też nie. Dwa tygodnie to za mało, żeby choćby opanować język obcy!* Nie obchodzi mnie istnienie organizacji IAKP (co najwyżej niezmiernie dziwi) ani ich egzamin, dla mnie pan Mietek nie rożni się w jakimś istotnym stopniu od przeciętnego absolwenta Uniwersytetu Google'a.

Pytam go, czy po wypadku w Grodzisku Mazowieckim liczba uczestników ceremonii spadła. – Nie. Wręcz przeciwnie. Zainteresowanie się znacznie zwiększyło – odpowiada.”

Co...? Okej, nadal pamiętam, co naskrobałam w pierwszym akapicie, ale... serio? Naprawdę jacyś ludzie stwierdzili coś w stylu „o, ktoś w wyniku tego umarł, must be good shit”? Szczerze, nawet nie wiem, co o tym myśleć. Proszę mi napisać w komciach, co mam o tym myśleć, bo nie mam siły.

Podczas pisania tego tekstu GW nieco uzupełniła swój artykuł. Wspomnieli, że dobroczynne działania nie są w żaden sposób udowodnione i w ostatnim akapicie dali nawet coś o skutkach niepożądanych. Niby lepiej, ale Stefcio i Miecio wciąż mają więcej czasu antenowego. A jeśli faktycznie popularność kambo rośnie w siłę, należy toto obalić, zmiażdżyć i spalić zanim złoży jaja dojdzie do kolejnych tragedii. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale już wolałam homeopatię...

*Zaraz mi ktoś napisze, zależy jaki język i jakie zdolności językowe... Nie wiem, może ktoś zdolny opanowałby podstawy czegoś prostego w dwa tygodnie. Śmiem jednak zauważyć, że zabawa z neurotoksynami do prostych nie może należeć.  

1 komentarz:

  1. "Nie. Wręcz przeciwnie. Zainteresowanie się znacznie zwiększyło". Mało dziwne. Ludzie się po prostu o tym dowiedzieli. Niektórzy po prostu kupią wszystko, bo albo są zdesperowani, albo "bo to naturalne i BigPharma jest przeciwko, wiec musi być dobre".
    O ile desperację idzie zrozumieć bez problemu, o tyle przwdziwym pytaniem pozostaje skąd sie bierze to drugie. Tego nie ogarniam, a próbowałem, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń

Podobnie jak wszelkiej innej nauki alternatywnej, nie toleruję ortografii alternatywnej. Literówka czy zabłąkany przecinek - spoko, ale komcie wypalające oczy nie będą tolerowane.