sobota, 31 grudnia 2016

(Niezbyt) Inteligentny Projekt

I niezbyt kreatywny tytuł.  

 

To uczucie, gdy zakładasz blogaska, żeby pośmiać się z ludzi leczących się własnym moczem, a kończysz na krytykowaniu rządu bez zmiany tematyki i to w co drugiej notce. Życie bywa nieprzewidywalne.

Pajace i Spółka ostatnio przewyższają samych siebie, wiem. Jednak w moim Top 3 figuruje ich wspaniała i głęboko przemyślana prawdopodobnie pod wpływem środków halucynogennych reforma edukacji. W skali głupoty ten pomysł znajduje się gdzieś pomiędzy amebą a tosterem. Jest zły pod każdym możliwym względem, a jego podłoże z gruntu idiotyczne. Chyba, że gimnazja faktycznie budowane są z jakiejś szatańskiej czarnomagicznej substancji, która w mgnieniu oka zamienia grzeczne dzieci w bandytów, narkomanów i morderców. Nowa podstawa programowa z kolei ma więcej dziur niż hybryda sera szwajcarskiego z gąbką morską, ale skupimy się właśnie na braku ewolucji.

Osobiście podejrzewałabym raczej, że zostało toto skonstruowane poprzez rzucanie lotkami do starej podstawy i ewolucja nawinęła się przypadkiem. Z drugiej strony, mamy w Sejmie przynajmniej dwóch takich do których „bardziej przemawia kreacjonizm”.

Zobaczmy, nie ma ewolucji, za to zostaje religia... Bardzo ciekawe, co dzieciaki wyniosą z takiej szkoły w temacie pochodzenia człowieka chociażby. Jest to świetny pretekst, żeby przynajmniej trochę się pośmiać z kreacjonizmu, bo cóż nam zostało...

Jak wiadomo, Kościół przyjął pracę Darwina raczej mało entuzjastycznie. Do połowy XIX wieku właśnie kreacjonizm dominował w naukach wszelakich. Od tego czasu sporo się jednak zmieniło. Naprawdę sporo. Obecnie Kościół nie za bardzo popiera dosłowną interpretację Biblii, a nawet papież Franciszek przekonywał, że teoria ewolucji w żaden sposób nie kłóci się z wiarą.

Co więc w tych czasach w ogóle robi jeszcze kreacjonizm? Dlaczego teoria ewolucji wciąż „kogoś nie przekonuje”? Dlaczego w ogóle niektórzy sądzą, że to jest kwestia wiary (nawet nie religijnej tylko wiary jako takiej)?!

No tak, spisek, oczywiście. To się robi nudne. Komć z Frondy.

Okej, nie wszyscy kreacjoniści interpretują dosłownie Biblię. To robi tylko kreacjonizm Młodej Ziemi. To ci, co uważają, że Ziemia ma 6000 lat i to z nich się toczy największą bekę w internetach. Niektórzy nawet wierzą, że człowiek żył z dinozaurami. Mają nawet własne muzeum! Ale ja nie zamierzam poświęcać im większej uwagi w tej notce, bo każdy widzi jaka to bzdura, a jeśli nie widzi, to mam pytanie: Co jest z tobą nie tak? Jak ci się udaje pogodzić ten pogląd w zestawieniu z całą wiedzą z historii, astronomii itp.? Wierzysz po prostu w światowy spisek czy to coś bardziej skomplikowanego, jak np. próba wiary? Pamiętasz o aluminiowej czapeczce? To nie są żadne złośliwości, autentycznie jestem ciekawa.

 
Kreacjonizm Starej Ziemi na pierwszy rzut oka wydaje się przy tym niemal racjonalny. Biblię traktuje bardziej metaforycznie. Przyjmują np. że pomiędzy pierwszym a drugim dniem minęło te kilka miliardów lat. Czy coś w tym stylu. Najogólniej mówiąc, zdają się nawet przyjmować istnienie ewolucji jako rozwoju gatunków, ale uważają, że za stworzeniem Wszechświata i życia stoi Inteligentny Projektant. Najczęściej Bóg.

W tym momencie zapewne myślicie coś stylu: „No i co z tego? Niech sobie wierzą, lansowanie się ateizmem i jechanie po religii jest tak bardzo 2008, idź się zabić”. Zgadzam się! Mnie naprawdę nie interesuje, czy czyimś zdaniem Wszechświat stworzył Bóg, Makaronowy Potwór, Ksenomorfy czy żyjemy w Matriksie. Ale niech to zdanie trzyma się z daleka od szkół, w których mają być fakty i tylko fakty. Albo możemy uczyć o rakotwórczych właściwościach prezerwatyw, czemu ku*wa nie... 

"Inteligentny Projekt jest alternatywą wobec Teorii Ewolucji. Lepiej i pełniej tłumaczy otaczającą nas rzeczywistość. Jest też zgodny z logiką, obserwacjami i ludzkim doświadczeniem, jak też nowoczesnymi odkryciami z różnych dziedzin wiedzy."

O cholera, pierwsze trzy zdania z brzegu i już jest w nich więcej kłamstw niż w obietnicach polityków. A to o czymś świadczy. Nie, kreacjonizm nie jest żadną alternatywą i żadne myślenie życzeniowe tego nie zmieni. Nie spełnia kryteriów teorii naukowej, nic z niego nie wynika, nie można nic z jego pomocą przewidzieć.

"Teoria Inteligentnego Projektu mówi, że aby wyjaśnić całość bogactwa informacji w strukturach biologicznych, potrzebne są inteligentne przyczyny, i te przyczyny są doświadczalnie wykrywalne. Pewne biologiczne cechy sprawiają, że nie możemy się zgodzić ze standardową teorią Darwina, która mówi o stworzeniu świata w wyniku przypadku. Uważamy, że człowiek został zaprojektowany. Skoro logiczny projekt wymaga inteligentnego projektanta, fakt, że ktoś coś zaprojektował oznacza, że Projektant istnieje naprawdę."

Yyy, to Darwin coś pisał o stworzeniu świata? Co i czemu nic o tym nie wiem? Złośliwości na bok, albowiem wreszcie dochodzimy do sedna problemu: samo założenie, że ktoś musiał zaprojektować takiego np. człowieka już kompletnie wypacza rozumienie mechanizmów ewolucji. Wypacza sens działania doboru naturalnego. A nie, przepraszam, kreacjoniści uważają dobór naturalny za przereklamowany. Bo inaczej ich argumentacja najwyraźniej upada.

Może to nawet i subtelna różnica, ale ma ogromne znaczenie. Moi drodzy, świadomość czy inteligencja tu naprawdę nie jest do niczego potrzebna (chyba, że do uświadomienia sobie z jak wielką bzdurą mamy do czynienia). I nie, to nie jest też w 100% dzieło przypadku, jak kreacjoniści usiłują nam wmówić (co sprawia, że de facto zaczynają się kłócić sami ze sobą...):

"O dziwo, w odniesieniu do teorii ewolucji ludzka wiara w nadzwyczajne przypadki osiąga iście nadprzyrodzone rozmiary. (...)Równie dobrze można mówić o przypadkowym wynalezieniu komputera przez małpy. (...)Wiara w ponadnaturalne stworzenie jest z pewnością pewnym wyzwaniem dla ludzkiego umysłu, jednakże wiara w przypadkowe pochodzenie wszelkiego znanego nam życia przechodzi ludzkie pojęcie i jest całkowicie nie do ogarnięcia przez nasz rozum. Tym bardziej zaskakujący jest fakt, iż ateistyczni ewolucjoniści określają się mianem niewierzących racjonalistów.."

Zacznijmy od początku. Mamy coś takiego, jak DNA. DNA się replikuje. Przy replikacji dochodzi do różnych błędów. Samoistnie albo pod wpływem czynników zewnętrznych jak na przykład promieniowanie ultrafioletowe. Takie słoneczne znaczy się. Jądrowe też się nada, u Marvela nawet daje supermoce. 

Błędy czy raczej konsekwencje tych błędów, mogą być nieznaczne lub kolosalne. A czy do czegoś się przydadzą, to już jest kwestia – niezwykle istotna – filtru środowiska.

Więc mamy na przykład populację miśków. Żyją sobie w klimacie umiarkowanym. Populacja ma zarówno osobniki o nieco gęstszym i rzadszym futrze i wszystko spoko. Robi się zimniej. Nie trzeba być geniuszem, żeby wywnioskować, które miśki w zimniejszym klimacie mają większe szanse przetrwania i przekazania genów. Cecha gęstego futra zatem się umacnia wypierając osobniki o rzadszym futrze. Ja tu żadnego przypadku nie widzę; widzę przepiękny ciąg przyczynowo-skutkowy. Znaczy, to jest spore uproszczenie, zaiste, ale z grubsza pokazuje o co chodzi. 


 

Co, myślicie, że to koniec? Hahaha. Oto, czego NIE wyjaśnia teoria ewolucji, szach mat, darwiniści!

  • skąd wzięły się i dlaczego działają niematerialne prawa przyrody (fizyczne, chemiczne, matematyczne, biologiczne, logiczne); - Co to ma do teorii ewolucji?
  • skąd wzięły się materia i energia – to nadal zła dziedzina...
  • skąd wzięła się informacja, wymagająca: kodu, nadawcy, odbiorcy, treści, urządzeń ją przetwarzających (a tym właśnie jest DNA i struktury biologiczne organizmu) – to 
    nadal nie ma nic wspólnego z ewolucją.

  • jak coś, co jest niematerialne, może zaistnieć, czy ewoluować (informacja jest wielkością niematerialną) – ale organizm jest raczej materialny. A informacje obecnie najczęściej ewoluują w internecie. I to w jakieś dziwne rzeczy.
  • skąd wzięły się biologiczne systemy nieredukowalnie złożone- czyli takie, gdzie brak jakiekolwiek podzespołu skutkuje niemożnością działania całości, a takich systemów nasz organizm ma tysiące. To jednoznacznie wskazuje na projekt – o, za chwilę nie zostawię na tym suchej nitki...
  • skąd wzięła się samoświadomość. - Co znaczy „skąd się wzięła”? Chyba raczej jak powstała? Powstała, bo najwyraźniej mogła, jak sądzę. 

Jak każda pseudonauka, kreacjoniści stosują ten sam chwyt. To chyba obowiązkowe: „Nauka nie wie [czegośtam] → nauka ssie → ale MY jesteśmy fajniejsi i wiemy! → cho do nas! → a teraz kup ten proszek po 500 zł za kilogram/ wypij truciznę, żeby się skontaktować z kosmitami”. Czy może tak robią sekty? Nie wiem, gubię się. I naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego oni wiecznie mieszają do ewolucji Big Bang albo powstanie życia samo w sobie. A co to do diabła jest biologiczny system nieredukowalnie złożony?! Dlaczego ta nazwa jest taka napuszona i Word ją podkreśla? Ratuj nas, wujaszku Google!

Nieredukowalna złożoność - oznacza, że system (mechanizm) nie jest w stanie działać, gdy zabraknie choćby jednej części. Każdy system lub organellum wewnątrz komórki biologicznej posiada wieloskładnikowe części, z których wszystkie są niezbędne do jego funkcjonowania. Jeśli usunie się choćby jedną część, dany system jest bezużyteczny.”

Cóż, korzenie koncepcji „jak coś jest skomplikowane, to musiało zostać zaprojektowane” sięgają... 45r. p.n.e. Cyceron o tym pisał w De Natura Deorum. W naszych czasach głównym popularyzatorem tej idei jest niejaki Michael Behe, biochemik. Smutne.


"Czy komórka mogłaby funkcjonować, gdyby którakolwiek z tych struktur nie powstała jednocześnie z innymi? Aby np. wyprodukować DNA, komórka potrzebuje ponad 75 różnego rodzaju protein. Jednak proteiny są produkowane tylko pod kierunkiem DNA ... jedynym rozwiązaniem tego dylematu jest STWORZENIE: gotowy projekt uwzględniający wszystkie powiązania między składnikami. Uwzględniający również wymogi środowiskowe i budulcowe by móc funkcjonować."

Czy autorowi tego cytatu wydaje się, że komórka tak nagle powstała w kształcie, w jakim znamy ją obecnie? Jeśli tak, to owszem, jest to niesamowicie durne założenie. Nieuwzględnienie takich rzeczy jak skala czasowa, promieniowanie, skład chemiczny praoceanu i atmosfery również. Ale po co wnikać, stwierdzenie „ktoś to stworzył” jest o tyle prostsze. Z takim podejściem do świata żylibyśmy jeszcze w jaskiniach (co pewnym ludziom najwyraźniej i tak by nie przeszkadzało... wszak natura i tak dalej). 

Zobaczmy... dowiedziono eksperymentalnie, że jak najbardziej możliwe jest wytworzenie się cząstek organicznych w warunkach zbliżonych do tych panujących około 4 miliardów lat temu na Ziemi (Eksperyment Stanleya Millera w 1953 r.). Potem nie powstało od razu DNA, tylko raczej RNA. RNA otoczyło się membraną fosfolipidową i tak prawdopodobnie wyglądała pierwsza komórka. A zresztą, co będę przepisywać...

Źródło: Pochodzenie i ewolucja komórek  

Mam nadzieje, że jest to choć w miarę legit.


Zaraz... coś mi się właśnie rzuciło w oczy.

W systemach nieredukowalnie złożonych, wszystkie elementy muszą być na swoim miejscu, aby całość mogła pracować. Dobrym przykładem są takie mechanizmy jak np. łuk albo pułapka na myszy.”

Przyglądając się hieroglifom wyrytym na ruinach egipskich pomników, nikt nie przypisałby kształtów i układow tych symboli przyczynom naturalnym , takim jak erozje, burze piaskowe, trafienia piorunem. Rozpoznajemy w nich dzieło starożytnych skrybów - inteligentnych ludzkich sprawców.
Podobnie - posągi postaci na Wyspach Wielkanocnych - widać po nich, że nie powstały w efekcie działania wody i wiatru w długim czasie."
Jeśli dołożyć do tego argument o zegarku, wychodzi na to, że kreacjoniści zdumiewająco często argumentują za Inteligentnym Projektem przyrody podając rzeczy stworzone przez człowieka i tworząc przez to analogie do komórek albo gałek ocznych. Bez sensu. Jeśli tak bardzo chcą czegoś dowieść, to powinni sięgnąć np. po takie zdjęcie:



Serio, widząc coś takiego, jestem o wiele bardziej skłonna uwierzyć w działanie jakiegoś Stwórcy. Inteligentnego, aczkolwiek obdarzonego specyficznym poczuciem humoru. Na moje (nie) szczęście, wiem, iż jest to jedynie iluzja mózgu, który od razu widzi to, co chce. Mózgi to naprawdę leniwe skurczybyki. Ale niektóre bardziej.

Gdy staramy się przedstawić wszechświat, wyprowadzić matematyczny wzór, to szybko odkrywamy, że są tysiące parametrów i danych, które w razie zmiany czynią życie niemożliwym. (…) Gdybyśmy byli 5 % bliżej słońca woda w oceanach wygotowałaby się, gdybyśmy byli 1 % dalej oceany zamarzłyby. Siła grawitacji jest precyzyjnie wyważona - większa - zbyt duże ciśnienie atmosferyczne, mniejsza - nie ma atmosfery. Grubość skorupy ziemskiej jest niesłychanie ważna, okres obrotu Ziemi i oddziaływanie grawitacyjne z księżycem muszą być odpowiednie. Wszystko to określono jako zasadę antropiczną, co przemawia za Projektantem.”

Tak, to wspaniałe, że Projektant nas umieścił akurat na Ziemi, a nie gdzieś na Wenus czy Plutonie - jak to ujął Weinberg [źródło].

Technicznie nie jest to do końca kłamstwo, ale też nie cała prawda. Można było się spodziewać, że kreacjoniści zakochają się w zasadzie antropicznej. Zaczęło się w 1961 r. od fizyka Roberta Dicke'a. Próbował odpowiedzieć na pytanie, dlaczego pewne wartości wynoszą akurat tyle i dlaczego zmiana kompletnej pierdoły jak np. zwiększenie wagi protonu o zaledwie 1% (ulegałby rozpadowi tworząc neutron, co z kolei uniemożliwiłoby powstanie stabilnego atomu) zmieniłoby kompletnie oblicze Wszechświata. Dicke zasugerował, iż wartości te są jakie są, bo... istnieją ludzie i zadają to pytanie. Tak w skrócie. Pierwszy raz nazwy „zasada antropiczna” użył australijski fizyk teoretyczny Brandon Carter w 1973 r. Żaden z nich nie postulował istnienia Projektanta, tak na marginesie. 

Aktualnie wyróżniamy, ogólnie rzecz biorąc, słabą oraz silną zasadę antropiczną (i kilka pośrednich, subtelnie się różniących). Słaba jest opisana powyżej; istniejemy, bo Wszechświat ma akurat takie właściwości, że możemy. Albo na odwrót. Rozwiązaniem tego dylematu mogłaby być koncepcja multiwszechświata: jeśli istnieje nieskończona liczba Wszechświatów, to istnienie takich a nie innych wartości w naszym przestaje być dziwne.

(Smolin przedstawił nawet interesujący model będący analogią ewolucji darwinowskiej: zakłada on, iż każda czarna dziura tworzy „swój” wszechświat, który dziedziczy niejako właściwości „świata-matki” z pewnymi modyfikacjami. Co oznacza, że Wszechświat który np. zapadnie się zbyt szybko w pewien sposób „ginie” - taka ciekawostka, skoro jesteśmy przy ewolucji)

Kreacjonistów interesuje, jak mniemam, ta silna wersja. Ta jest już bliżej związana z kwestiami teologicznymi – stwierdza, że Wszechświat musi mieć takie właściwości, aby mogło powstać w nim życie. Niektórzy uczeni wprost skłaniają się ku twierdzeniu, iż musiał powstać według jakiegoś planu, jednak sama w sobie o żadnych projektach nie mówi.
   
Zasada antropiczna, słaba czy silna, budzi kontrowersje i z pewnością ma wiele problemów. Pierwszy i najważniejszy to chyba ten, że nie ma ona żadnej mocy przewidywania i potencjału do wyciągnięcia nowych informacji. Dlatego jest to bardziej koncepcja filozoficzna. Jasne, skłania do przemyśleń, zadawania pytań i tworzenia interesujących modeli alternatywnych Wszechświatów i to jest jeden z jej pożytecznych efektów ubocznych. Drugi problem – mamy raczej małą próbkę statystyczną: jeden Wszechświat i jedną planetę na której występuje życie. Śmiem twierdzić, że to jednak niewiele. Osobiście uważam, że po prostu zbyt mało jeszcze wiadomo, żeby móc jednoznacznie stwierdzić „przypadek” czy znane nam właściwości Wszechświata jednak z czegoś wynikają.Powinniśmy się starać dowiedzieć, z czego i zwalczyć to poczucie własnej zajebistości, "ach, to dla nas".

Nieźle, kreacjoniści, ale to za mało, żeby obalić teorię ewolucji... Ale proszę się starać, Nobel czeka. Tym optymistycznym akcentem kończymy i nocię i cały cholerny rok 2016. Powodzenia wszystkim.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podobnie jak wszelkiej innej nauki alternatywnej, nie toleruję ortografii alternatywnej. Literówka czy zabłąkany przecinek - spoko, ale komcie wypalające oczy nie będą tolerowane.