sobota, 29 października 2016

Wolność Na Życzenie

To skandal usuwać dziecko dla wygody” - napisało kilka milionów obywateli żyjących w cywilizowanej Europie, z dachem nad głową, ogrzewaniem, ciepłą wodą, dostatkiem jedzenia w sklepach i stałym łączem internetowym. Wygoda to skandal, zaiste, please tell me more. A nie, przepraszam, tych obywateli wychowały wilki w lesie, więc o życiu wiedzą wszystko. Twoim, moim i twoim też. A najwięcej o tym poczętym.

To co się obecnie dzieje w polskiej części internetu określa się poetycko mianem „wpadło gówno w wentylator”. Każdy się kłóci z każdym i nikt się z nikim nie zgadza. Do tej pory niektórzy ludzie najwyraźniej żyli sobie w różowej bańce nieświadomości, zupełnie jak te płody w brzuchu i nagle ktoś ich brutalnie wyskrobał do rzeczywistości. Tej rzeczywistości, w której dokonuje się zbrodni gorszej niż wszystkie możliwe zbrodnie ludzkości razem wzięte – aborcji na życzenie!

Że hardkorowe prolajfy dostaną piany na mordzie, było oczywiste. Ale smutno się czyta wypowiedzi kobiet, że nie o taki #CzarnyProtest walczyły, żeby taka Natalia mogła sobie mówić o aborcji jakby nigdy nic. Jakie ona miała powody, panie! 60 metrów kwadratowych! Nieważna praca, nieważna dwójka dzieci, nic nie jest ważne, gdy chodzi o płód!

Osobiście się przyznam, że właśnie na taki głos czekałam. To jest właśnie codzienność, rzeczywistość, której ludzie nie widzą, bo nie chcą. Niby statystyki pokazują, że jakieśtam Polki wyjeżdżają i robią te aborcje, ale to coś jak z Yeti – nikt nie widział i nie słyszał. No, jeszcze w PRL-u jakieś były, ale to było dawno i prawo stalinowskie (co jest bzdurą, bo dopiero w 1956r. czyli już po śmierci Stalina wprowadzono tzw. aborcję z przyczyn społecznych). Anecdata to jednak potęga.

Jak wiadomo, nie byłabym sobą jakbym nie zaczęła przyglądać się tej całej jatce z chorą fascynacją i nadmiernie analizować. Przyjrzyjmy się więc temu imponujących rozmiarów gównosztormowi na oceanie internetu. Przypomnę, że przed paroma laty wyrzygiwali to samo pod adresem pani Czubaszek. I wyrzygują wciąż ten sam syf, gdy ktokolwiek choćby piśnie o legalizacji.

A najzabawniejsze jest to, że o samą aborcję tu chodzi akurat najmniej.


  1. Za lekko

    Niech mnie diabli, lata propagandy banerami z rozczłonkowanymi płodami zrobiły swoje. Aczkolwiek sformułowanie, że to zajmuje 5 minut i spokój – to nie jest lekki ton, to jest stwierdzenie faktu. I bycie szczerym. Tak ten zabieg po prostu tak wygląda, nie ma ruszających się rączek i nóżek i innych wizji na kwasie. 

    Gdyby tylko miała z nim już dwójkę... oh wait. I tak tylko zwrócę uwagę, że owoce gwałtu też bywają raczej zdrowe. Interesujące.
     
    No dobra, wiemy, że tu chodzi o coś innego. O brak żalu, dramatu. Niestety, widzę to cały czas w dyskusjach; nawet będący za wyborem tłumaczą prolajfom, że aborcja jest ciężką, trudną straszną decyzją i dramatem żeby uchronić się od oskarżeń bycia wygodnickimi paniusiami co po drodze do fryzjera zahaczą o klinikę, bo czemu nie. Takie myślenie „wszystko albo nic” to błąd poznawczy. Oraz zapędzanie się w ślepy zaułek. Prolajfy wtedy mówią „skoro taki dramat, to tym bardziej zakaz, po co to komu!!1!”. Przykro mi, fakty są takie, że ogromna większość kobiet nie żałuje aborcji. Liczby nie kłamią.
     

    Ja też będę miała "te dziecko" całe życie przed oczami.
     
    Jeszcze lepsi są osobnicy zapewniający, że tak naprawdę każda kobieta żałuje, tylko o tym nie wie, bo wyparcie i tak dalej. Bo kobiety są takie głupie, że nie dość, że nie można im powierzyć żadnej decyzji to jeszcze biedactwa same nie wiedzą co czują. Albo pożałują po latach w przyszłości i będą mieć mnóstwo problemów (czy te ziomy znają też numery totka?). Zgadza się, jeśli po 10 latach po zabiegu ktoś wpadnie pod samochód, będzie to wina aborcji jak nic. True story.

    Jako, że ogień piekielny już lekko podszczypuje mnie w tyłek, od razu zaznaczę: nie, to wcale nie znaczy, że aborcja jest dobra zawsze i wszędzie. Nikt tak nie twierdzi! Która część słowa WYBÓR jest niezrozumiała? Mogę sobie wyobrazić sporo sytuacji, gdy aborcja spowoduje traumę np. gdy istnieje silna presja kogoś z zewnątrz. Ale, drogie prolajfy, robaczki kochane, wasze postulaty by aborcję kryminalizować, lincz społeczny i wyzywanie od morderczyń takim kobietom nie pomoże. Wiem, może część poklepie je po plecach nazywając ofiarami i cynicznie wykorzysta jako przykład legendarnego syndromu poaborcyjnego. Zasłaniacie się możliwą traumą kobiety, a robicie wszystko, by ją pogłębić – albo wywołać osobiście, gdy taka bezczelna baba sama nie widzi nic złego. To obrzydliwe.

  2. Bo mnie to nie przekonuje”

    Okej, nasze mózgi są leniwe i wszelkie informacje przechodzą przez pewnego rodzaju sito. Jakoś tak z automatu mózg zaczyna się zastanawiać, co by zrobił i dlaczego. Nawet widziałam komcie, których autorki przyznawały się, że choć bardzo nie chcą oceniać, to jednak emocjonalnie sprawa je kłuje. I chwała za to, bo jak widać: można? Można. Nie trzeba od razu dawać ponosić się agresji i w tolerancji naprawdę nie chodzi o to, żeby wszystkiemu przyklaskiwać. Ale na tym blogasku nie rozmawiamy o chociażby względnie cywilizowanych ludziach, pamiętajmy o tym.

    Nie bardzo rozumiem jednak, skąd przeświadczenie, że powody pani Natalii (czy innej Ani, Basi, Zosi...) mają służyć przekonaniu kogokolwiek innego poza samą zainteresowaną. Przecież to implikuje jakiś absurd: wolny wybór – tak, ale dopiero jak demokratycznie zagłosujemy, że ci się należy. Powołamy całą komisję, która wszystko sprawdzi. O, łóżeczko tu w kąciku se postawicie, problem solved. 
     
    Że co? Odmawiasz wejścia do pokoju w którym jest dziecko, dopóki ktoś go nie zabierze? Ee tam, swoje to co innego, urodzisz to pokochasz, wszyscy o tym wiedzą. Depresja i psychoza poporodowa to jakieś fanaberie, trzeba wziąć się w garść. A może wolisz popracować bez przerwy na (kolejną) ciążę i urlop, zarobić na utrzymanie swoje, swoich dzieci, odłożyć coś, pożyć na takim poziomie jak teraz? Ożesz ty materialistko jedna! Piniondze szczęścia nie dają!
     
    Równanie jest całkiem proste: jeśli ktoś chce tego dziecka, to zaiste pewnie stanie na rzęsach, żeby je urodzić i wychować. Jeśli nie chce – ciąża będzie dramatem, nawet gdy się mieszka w willi z marmurowymi posadzkami i trzema basenami.
     
    Dyskutując o ustawie Ordo Iuris pojawiały się różne drastyczne historie i przykłady. Niektóre doprawdy były paliwem dla koszmarów. Obrońcy życia łaskawie twierdzili, że przecież w razie zagrożenia życia matki lekarz może ratować matkę bez względu na płód. Miło, nie ma co. Jednak mają oni i wielu innych problem z przyjęciem do wiadomości, że de facto zmuszając kobietę do urodzenia niechcianego dziecka i tak odbiera się jej życie, tyle że na innym poziomie.

    Posłużmy się analogią: jesteś, dajmy na to, spełnionym, szczęśliwym grafikiem aż wtem! Ktoś cię zabiera z twojego przytulnego fotela przy biurku i każe zostać lekarzem. Nie masz nic do gadania, musisz iść poświęcić kilka lat życia na studia, specjalizacje i co tam jeszcze. Co to znaczy, że nie chcesz, nie czujesz powołania i obawiasz się, że poważnie zaszkodzisz pacjentom? Nie marudź, nic ci nie ubędzie, dobry hajs i taki szlachetny zawód...

    Jest też niezły argument o oddawaniu krwi, nerki i innych procedurach, które dosłownie mogą uratować czyjeś życie, ale nikt nigdy nie postulował przymuszania do nich.

  3. Antykoncepcja, suko”

    Ja też chcę żyć w takim idealnym świecie, gdzie antykoncepcja zawsze działa na 100% i absolutnie nie da się niczego schrzanić. Chcę być też cholernym robotem. To się robi naprawdę nudne, więc wklejam tabelkę porównującą wskaźnik Pearla dla rożnych metod antykoncepcji (źródło):

    Zauważmy, że nawet dla sterylizacji – u nas nielegalnej, przypomnijmy – nie wynosi on okrągłego zero. Podobno jajowody mogą się zrosnąć, nie wnikam. A czy jesteś tą jedną na 10 000, dowiesz się niestety dopiero jak już w tej ciąży będziesz. I spróbuj się nie ucieszyć! Nieważne, że wydałaś małą fortunę, żeby nie mieć (więcej) dzieci. Natura tak chciała, a ona oczywiście zawsze wie, co robi!

    A niech to szlag, zapomniałam, że wtedy następuje zmiana frontu na „trzeba było w ogóle się nie seksić”. A najlepiej trzeba było urodzić się chłopcem, nie miałoby się takich problemów. 

    To chyba raczej smutne, uprawiać seks tylko w celu poczęcia dziecka.
     
    Znowu seks. Ten złyyyyy seks. Opadają cycki i wszystko, gdy czytam, że uprawianie seksu z własnym mężem to puszczalstwo, naprawdę. Z drugiej strony, nikt nigdy jasno nie zdefiniował puszczalstwa (czasem to kobieta nie zachowująca świętej cnoty do ślubu, czasem taka co sypia co tydzień z innym, czasem taka, co zdradza i to akurat rzeczywiście niefajnie), więc wszystko jest możliwe. O koślawości argumentu o odpowiedzialności pisałam wcześniej, ale zwróćmy uwagę na jeszcze jedną rzecz: w końcu to dziecko ma być darem, cudem i w ogóle, czy dożywotnią karą za błędy? Karą, z której należy się cieszyć? Czy to nie wypacza idei kary? Aaa, neurony mi się poplątały.

    A, byłabym zapomniała... aborcja jako forma antykoncepcji. No tak, skoro to bezpieczny zabieg trwający chwilę, to logiczne, że będziemy latać do klinik co miesiąc, YOLO, nie? I puszczać się, obowiązkowo, cokolwiek to właściwie znaczy. Ale pewnych panów taka hipotetyczna wizja napawa przerażeniem
    Dlaczego to wygląda dosłownie jak moja parodia komentarza z poprzedniej notki?
     
    Poważnie...? Chyba nie, ale kto wie... 

    Nie, kurwa, nie. Jest to klasyczne atakowanie chochoła, poważnie. Popatrzmy na to, co się dzieje po zabiegu (źródło):

    Zabieg nie ma zazwyczaj negatywnego wpływu na przyszłe ciąże. Po zabiegu pacjentka otrzyma antybiotyki przeciwko infekcjom. Szybko powraca dobre samopoczucie fizyczne. Przez kilka dni mogą jednak wystąpić drobne dolegliwości, takie jak napięte piersi, krwawienie lub ból brzucha. W razie potrzeby można korzystać ze środków przeciwbólowych, jak np. Advil, Ibuprofen czy Aleve. Kolejna miesiączka powinna wystąpić od 4 do 6 tygodni po zabiegu.
    Jeśli po zabiegu piersi są napięte i obolałe lub występuje zastój pokarmu, najlepiej jest nosić obcisły biustonosz. Przede wszystkim nie należy masować piersi. Mogą pomóc zimne kompresy.
    W razie bólu można zażyć Paracetamol. W przypadku wycieku mleka z sutków możliwe jest jego zahamowanie przy pomocy leków. Standardowo nie przepisujemy ich w naszej klinice ze względu na efekty uboczne. Aby uzyskać receptę, należy skontaktować się z własnym lekarzem.
    Przez pierwsze dwa tygodnie po zabiegu nie wolno stosować tamponów, pływać, kąpać się w wannie i odbywać stosunków seksualnych.”

    Rzeczywiście, wręcz wymarzona metoda antykoncepcji. Powodzenia.Można też poczytać relacje z aborcji farmakologicznych, które są dość przerażające. Nie, zapewniam, nikt nie chce wpaść w pierwszej kolejności, jezu chryste. 
    Naprawdę, ile można truć o tym, że kobiety chcą mieć do tego zabiegu dostęp w sytuacji awaryjnej, gdy coś innego zawiedzie? Chociażby i zdrowy rozsądek? 
     
  4. Nie powinno się o tym mówić”

    Przetłumaczę: „Prawa kobiet są super, ale tej konkretnej kobiecie/grupie kobiet nie przysługuje prawo wolności wypowiedzi, bo ja się z nią nie zgadzam”. Czyjaś historia o aborcji obiektywnie nie jest obraźliwa dla nikogo, nie ma tu żadnej mowy nienawiści. Jeśli kogoś to boli, to jest jego problem. Ktoś uzasadni „bo niektórzy chcą mieć dzieci, a nie mogą” - to nie jest argument. Jeśli X nie terminuje ciąży będącej koszmarem, to naprawdę nie znaczy, że Y zajdzie w swoją wymarzoną (dziwnie się czuję wspinając się na takie wyżyny abstrakcji).

    I opłaca nas przemysł aborcyjny. #BigAbortionExposed
     
    A wiecie, że rok temu w Stanach pojawił się hasztag #ShoutYourAbortion? Była to odpowiedź na groźby o zaprzestaniu finansowania organizacji Planned Parenthood, gdy republikanie ubzdurali sobie, że handlowała abortowanymi płodami dla zysku. W rzeczywistości chodziło tylko o badania i zwrot kosztów transportu, mrożenia itd. A tkanka płodów jest bardzo cenna, gdyż ich komórki są w stanie szybko się mnożyć i przystosowywać do nowych warunków. Wielu widzi w komórkach macierzystych ogromny potencjał leczniczy.
     
    Wykrzyczenie nie jest celebracją ani oceną wartościującą; jest ono przeciwieństwem szeptu, ciszy – powiedziała pani Bonow w wywiadzie – Nawet kobiety popierające prawa do aborcji były cicho i wmówiono im, że powinny czuć się źle przez dokonanie aborcji."

    Też były oskarżone o lansowanie się aborcjami. Czytanie ze zrozumieniem jest na wymarciu i to na całej planecie. A skoro tak, to szybciutko zapewniam: wspomniałam o tych komórkach macierzystych wyłącznie w ramach ciekawostki. Jeśli ktoś spróbuje mi wmówić, że chcę legalizować aborcje dla surowców dla Big Pharmy, to autentycznie umrę. Ze śmiechu.

    Niektórzy nawet pytają, gdzie właściwie problem, skoro można pojechać i załatwić... <facepalm> Niech żyje logika  zakłamanie! (Chociaż nie wiem, czy kolejnym postulatem nie byłyby obowiązkowe testy ciążowe dla kobiet wyjeżdżających za granicę, może mam paranoję, ale serio, nic mnie już nie zdziwi). Czy chodzi tu o płody czy o lans oficjalnymi statystykami, bo się gubię?

    Kogo stać, to pojedzie. Kogo nie stać, ten ma problem. Tutaj wkraczają wieszaki, ziółka, jakieś leki, gorące kąpiele, walenie się po brzuchu, rozpuszczalnik(!). Taaa, zaiste, czyste wygodnictwo i pójście na łatwiznę. Kogo nie stać na zabieg, ma skądś wytrzasnąć nagle kasę na dziecko, oczywiście, ma to sens. O nie, tylko mi nie wyskakuj znowu z adopcją:

    a) Jak kobieta odda do adopcji, to i tak wyleje się na nią tsunami nienawiści i to nie tylko w internecie, bo brzuch ciążowy raczej ciężko ukryć. Zwłaszcza ludzie w małych miejscowościach mogą dosłownie chwycić za widły, nie żartuję.

    b) Ciąża i poród, choć technicznie chorobami nie są, mogą do szeregu różnych stanów chorobowych doprowadzić. I trzeba będzie się urwać z pracy i wtedy chyba żreć tynk ze ścian. Bardzo zdrowe dla płodu.  

    c) Naprawdę wyobrażasz sobie adopcję jako rządek par niczym kolejkę do kasy w supermarkecie i uśmiechniętą panią, która każdemu wręcza różowego bobasa? Yyy, halo, tu Ziemia...


Przynudzasz, Rektorze, w kółko ględzisz o tym samym, idź się zabić, czy masz w ogóle jakąś konkluzję?” - O, przepraszam, to oni ciągle ględzą to samo od co najmniej dwóch dekad.

Co do konkluzji, jako gównoburzolog z wieloletnim doświadczeniem widzę pewien wspólny mianownik. Otóż, zarówno kobietę, która miała aborcję; która oddała do adopcji; która nie zrobiła jednego ani drugiego, ale nie ma i nie planuje dzieci; spotka w większym lub mniejszym stopniu wyzywanie od egoistek. Leniwych, bezdusznych egoistek, które nie potrafią się poświęcić. Tak, gdy w grę wchodzi chociażby  potencjalne, hipotetyczne, nienapoczęte dziecko, należy rzucić wszystko i poświęcić się macierzyństwu, oczywiście z uśmiechem na ustach, bo inaczej coś jest nie tak. 

Serio, zauważyłam to już dawno - jak młoda dziewczyna mówi "nie planuję mieć dzieci", zawsze znajdzie się ktoś starszy i mądrzejszy, co z politowaniem powie "oj, jeszcze ci przejdzie". W drugą stronę to NIGDY tak nie działa. Jeśli dziewczyna w tym samym wieku twierdzi, że planuje całą gromadkę, bo dzieciaczki są takie słodkie, dostanie łapki w górę "Good 4 u!" i nikt nie mówi, że jej się odwidzi ani chociażby nie zapyta jaki zawód zamierza wybrać, żeby tę gromadkę wykarmić. Zapytanie dzieciatej koleżanki "Hej, a po co ci to dziecko?" byłoby odebrane jako wielka obraza, ale w drugą stronę można: a kiedy, a czemu jeszcze nie teraz, masz robotę i chłopa, czego ci więcej trzeba, a zegar biologiczny tyka, a moje dzieci będą tyrać na twoją emeryturę, a kto ci szklankę wody na starość poda. Do tego histeryczne wiadomości, jaki mamy niż demograficzny, bo te Polki takie samolubne i jakże subtelne 500 plus...

 










True story
Serio, to całe rzekome przystosowanie do porodu to co najmniej lekki bullshit. Homo sapiens mają duże mózgi (nooo, większość... część...?) a co za tym idzie, wielkie czaszki i zbyt wąskie miednice, które nie mogły poszerzyć się bardziej, bo powodowałoby to problemy z chodzeniem. Że nie wspomnę o ciążach pozamacicznych(źródło, choć nie podoba mi się sformułowanie "ewolucja popełniła"). Nie, nie namawiam do antynatalizmu, to tylko kolejna ciekawostka. 

Z jakiegoś powodu mamy wielki problem z przyjęciem do wiadomości, że kobieta - ekhm, przynajmniej normalna kobieta - ośmiela się mieć inne cele niż macierzyństwo. Że nie chce ślepo rodzić tylu dzieci, ile się jej przytrafi. Że chce kontrolować swoje życie. Bo dopiero jako matka jest prawdziwą, pełną kobietą. Bo natura i w ogóle. Nie wiem, czy to wynika z religii w szkole, kultu Matki Polki czy faktycznie 20 lat istnienia kompromisu zdążyło już tak skutecznie wyprać ludziom mózgi. Pewnie to wszystko naraz i jeszcze więcej. 

Posiadanie macicy zobowiązuje.  Dla płodu, dla ojczyzny. Żadnego myślenia o sobie.


2 komentarze:

  1. Świetny tekst. A przy okazji też mnie wnerwia hipokryzja, że "nie wolno mówić o tym tak lekko", yhm, ale można tak lekko powiedzieć "nie chcesz, to oddaj?" Dziecko to nie rzecz, że można sobie ot tak oddać. Do tego ostracyzm w tym kraju jest tak silny, że naprawdę lepiej po cichu dokonać aborcji, niż oddać do adopcji. Smutne to, bo anti-choice (nie, oni za życiem nie sa, sa co najwyżej za urodzeniem, jak to zwróciła uwagę pewna amerykańska zakonnica, mam link do jej słów na swoim blogu) sami po prostu nie wiedzą, czego chcą. Wystarczy spojrzeć na fanpage'a Ordo Iuris, na którym gubią się przy odpowiedziach na dość proste i zasadnicze pytania. Można by tak długo, ale właściwie o wszystkim powiedziałaś w tym tekście. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę mądrze napisane (pomijając kilka błędów interpunkcyjnych i ortograficznych, wybacz, musiałam!). Podpisuję się wszystkim. W zasadzie zważywszy na to, że nie istnieje metoda antykoncepcyjna o 100% skuteczności (może to się jeszcze zmieni, zanim umrzemy?), czasem po prostu ogarnia mnie panika (na dzień dzisiejszy nie planuję potomstwa, nie widzę się w tej roli i ciąża byłaby dla mnie dramatem - tylko czekać aż ktoś na innej stronie napisałby, że jak to, przecież jestem do tego stworzona, przecież to naturalna kolej rzeczy, ja mam dzieci i jakoś sobie radzę etc.)

    Osoby, które napisały o chwaleniu się... Świetne! Czy jak mówię, że boli mnie brzuch, to znaczy, że automatycznie chwalę się bólem brzucha?

    Śledziłam przez jakiś czas różne dyskusje wokół wspomnianego artykułu, ale w końcu - dla higieny umysłowej - dałam sobie spokój. To jednak jest tsunami o minusowej tolerancji. I to nawet młode, wykształcone kobiety potrafią dowalić takimi tekstami, że trudno mi w to uwierzyć.

    Nigdy nie zrozumiem tego, dlaczego ktoś chce oceniać mój wybór ze SWOJEJ perspektywy. I dlaczego niektórzy nie rozumieją, że niektóre kobiety chcą się poddawać aborcji na życzenie i to nie z czystej fanaberii, tylko z wielu nakładających się na siebie powodów. Dlaczego ktoś nieustannie musi się tłumaczyć z tego, że nie chce mieć dzieci. Czy to są jakieś numerki, które trzeba skreślić w swoim życiu, żeby je wygrać?

    Do szału doprowadza mnie pełen wyższości ton osób, które mają dzieci i nie rozumieją, że dla kogoś innego byłaby to tragiczna sytuacja, bo przecież dzieci takie kochane. Zawsze wtedy przypomina mi się film „Godziny” i sceny matki (Julianne Moore) z synem.

    OdpowiedzUsuń

Podobnie jak wszelkiej innej nauki alternatywnej, nie toleruję ortografii alternatywnej. Literówka czy zabłąkany przecinek - spoko, ale komcie wypalające oczy nie będą tolerowane.