sobota, 29 października 2016

Wolność Na Życzenie

To skandal usuwać dziecko dla wygody” - napisało kilka milionów obywateli żyjących w cywilizowanej Europie, z dachem nad głową, ogrzewaniem, ciepłą wodą, dostatkiem jedzenia w sklepach i stałym łączem internetowym. Wygoda to skandal, zaiste, please tell me more. A nie, przepraszam, tych obywateli wychowały wilki w lesie, więc o życiu wiedzą wszystko. Twoim, moim i twoim też. A najwięcej o tym poczętym.

To co się obecnie dzieje w polskiej części internetu określa się poetycko mianem „wpadło gówno w wentylator”. Każdy się kłóci z każdym i nikt się z nikim nie zgadza. Do tej pory niektórzy ludzie najwyraźniej żyli sobie w różowej bańce nieświadomości, zupełnie jak te płody w brzuchu i nagle ktoś ich brutalnie wyskrobał do rzeczywistości. Tej rzeczywistości, w której dokonuje się zbrodni gorszej niż wszystkie możliwe zbrodnie ludzkości razem wzięte – aborcji na życzenie!

Że hardkorowe prolajfy dostaną piany na mordzie, było oczywiste. Ale smutno się czyta wypowiedzi kobiet, że nie o taki #CzarnyProtest walczyły, żeby taka Natalia mogła sobie mówić o aborcji jakby nigdy nic. Jakie ona miała powody, panie! 60 metrów kwadratowych! Nieważna praca, nieważna dwójka dzieci, nic nie jest ważne, gdy chodzi o płód!

Osobiście się przyznam, że właśnie na taki głos czekałam. To jest właśnie codzienność, rzeczywistość, której ludzie nie widzą, bo nie chcą. Niby statystyki pokazują, że jakieśtam Polki wyjeżdżają i robią te aborcje, ale to coś jak z Yeti – nikt nie widział i nie słyszał. No, jeszcze w PRL-u jakieś były, ale to było dawno i prawo stalinowskie (co jest bzdurą, bo dopiero w 1956r. czyli już po śmierci Stalina wprowadzono tzw. aborcję z przyczyn społecznych). Anecdata to jednak potęga.

Jak wiadomo, nie byłabym sobą jakbym nie zaczęła przyglądać się tej całej jatce z chorą fascynacją i nadmiernie analizować. Przyjrzyjmy się więc temu imponujących rozmiarów gównosztormowi na oceanie internetu. Przypomnę, że przed paroma laty wyrzygiwali to samo pod adresem pani Czubaszek. I wyrzygują wciąż ten sam syf, gdy ktokolwiek choćby piśnie o legalizacji.

A najzabawniejsze jest to, że o samą aborcję tu chodzi akurat najmniej.


  1. Za lekko

    Niech mnie diabli, lata propagandy banerami z rozczłonkowanymi płodami zrobiły swoje. Aczkolwiek sformułowanie, że to zajmuje 5 minut i spokój – to nie jest lekki ton, to jest stwierdzenie faktu. I bycie szczerym. Tak ten zabieg po prostu tak wygląda, nie ma ruszających się rączek i nóżek i innych wizji na kwasie. 

    Gdyby tylko miała z nim już dwójkę... oh wait. I tak tylko zwrócę uwagę, że owoce gwałtu też bywają raczej zdrowe. Interesujące.
     
    No dobra, wiemy, że tu chodzi o coś innego. O brak żalu, dramatu. Niestety, widzę to cały czas w dyskusjach; nawet będący za wyborem tłumaczą prolajfom, że aborcja jest ciężką, trudną straszną decyzją i dramatem żeby uchronić się od oskarżeń bycia wygodnickimi paniusiami co po drodze do fryzjera zahaczą o klinikę, bo czemu nie. Takie myślenie „wszystko albo nic” to błąd poznawczy. Oraz zapędzanie się w ślepy zaułek. Prolajfy wtedy mówią „skoro taki dramat, to tym bardziej zakaz, po co to komu!!1!”. Przykro mi, fakty są takie, że ogromna większość kobiet nie żałuje aborcji. Liczby nie kłamią.
     

    Ja też będę miała "te dziecko" całe życie przed oczami.
     
    Jeszcze lepsi są osobnicy zapewniający, że tak naprawdę każda kobieta żałuje, tylko o tym nie wie, bo wyparcie i tak dalej. Bo kobiety są takie głupie, że nie dość, że nie można im powierzyć żadnej decyzji to jeszcze biedactwa same nie wiedzą co czują. Albo pożałują po latach w przyszłości i będą mieć mnóstwo problemów (czy te ziomy znają też numery totka?). Zgadza się, jeśli po 10 latach po zabiegu ktoś wpadnie pod samochód, będzie to wina aborcji jak nic. True story.

    Jako, że ogień piekielny już lekko podszczypuje mnie w tyłek, od razu zaznaczę: nie, to wcale nie znaczy, że aborcja jest dobra zawsze i wszędzie. Nikt tak nie twierdzi! Która część słowa WYBÓR jest niezrozumiała? Mogę sobie wyobrazić sporo sytuacji, gdy aborcja spowoduje traumę np. gdy istnieje silna presja kogoś z zewnątrz. Ale, drogie prolajfy, robaczki kochane, wasze postulaty by aborcję kryminalizować, lincz społeczny i wyzywanie od morderczyń takim kobietom nie pomoże. Wiem, może część poklepie je po plecach nazywając ofiarami i cynicznie wykorzysta jako przykład legendarnego syndromu poaborcyjnego. Zasłaniacie się możliwą traumą kobiety, a robicie wszystko, by ją pogłębić – albo wywołać osobiście, gdy taka bezczelna baba sama nie widzi nic złego. To obrzydliwe.

  2. Bo mnie to nie przekonuje”

    Okej, nasze mózgi są leniwe i wszelkie informacje przechodzą przez pewnego rodzaju sito. Jakoś tak z automatu mózg zaczyna się zastanawiać, co by zrobił i dlaczego. Nawet widziałam komcie, których autorki przyznawały się, że choć bardzo nie chcą oceniać, to jednak emocjonalnie sprawa je kłuje. I chwała za to, bo jak widać: można? Można. Nie trzeba od razu dawać ponosić się agresji i w tolerancji naprawdę nie chodzi o to, żeby wszystkiemu przyklaskiwać. Ale na tym blogasku nie rozmawiamy o chociażby względnie cywilizowanych ludziach, pamiętajmy o tym.

    Nie bardzo rozumiem jednak, skąd przeświadczenie, że powody pani Natalii (czy innej Ani, Basi, Zosi...) mają służyć przekonaniu kogokolwiek innego poza samą zainteresowaną. Przecież to implikuje jakiś absurd: wolny wybór – tak, ale dopiero jak demokratycznie zagłosujemy, że ci się należy. Powołamy całą komisję, która wszystko sprawdzi. O, łóżeczko tu w kąciku se postawicie, problem solved. 
     
    Że co? Odmawiasz wejścia do pokoju w którym jest dziecko, dopóki ktoś go nie zabierze? Ee tam, swoje to co innego, urodzisz to pokochasz, wszyscy o tym wiedzą. Depresja i psychoza poporodowa to jakieś fanaberie, trzeba wziąć się w garść. A może wolisz popracować bez przerwy na (kolejną) ciążę i urlop, zarobić na utrzymanie swoje, swoich dzieci, odłożyć coś, pożyć na takim poziomie jak teraz? Ożesz ty materialistko jedna! Piniondze szczęścia nie dają!
     
    Równanie jest całkiem proste: jeśli ktoś chce tego dziecka, to zaiste pewnie stanie na rzęsach, żeby je urodzić i wychować. Jeśli nie chce – ciąża będzie dramatem, nawet gdy się mieszka w willi z marmurowymi posadzkami i trzema basenami.
     
    Dyskutując o ustawie Ordo Iuris pojawiały się różne drastyczne historie i przykłady. Niektóre doprawdy były paliwem dla koszmarów. Obrońcy życia łaskawie twierdzili, że przecież w razie zagrożenia życia matki lekarz może ratować matkę bez względu na płód. Miło, nie ma co. Jednak mają oni i wielu innych problem z przyjęciem do wiadomości, że de facto zmuszając kobietę do urodzenia niechcianego dziecka i tak odbiera się jej życie, tyle że na innym poziomie.

    Posłużmy się analogią: jesteś, dajmy na to, spełnionym, szczęśliwym grafikiem aż wtem! Ktoś cię zabiera z twojego przytulnego fotela przy biurku i każe zostać lekarzem. Nie masz nic do gadania, musisz iść poświęcić kilka lat życia na studia, specjalizacje i co tam jeszcze. Co to znaczy, że nie chcesz, nie czujesz powołania i obawiasz się, że poważnie zaszkodzisz pacjentom? Nie marudź, nic ci nie ubędzie, dobry hajs i taki szlachetny zawód...

    Jest też niezły argument o oddawaniu krwi, nerki i innych procedurach, które dosłownie mogą uratować czyjeś życie, ale nikt nigdy nie postulował przymuszania do nich.

  3. Antykoncepcja, suko”

    Ja też chcę żyć w takim idealnym świecie, gdzie antykoncepcja zawsze działa na 100% i absolutnie nie da się niczego schrzanić. Chcę być też cholernym robotem. To się robi naprawdę nudne, więc wklejam tabelkę porównującą wskaźnik Pearla dla rożnych metod antykoncepcji (źródło):

    Zauważmy, że nawet dla sterylizacji – u nas nielegalnej, przypomnijmy – nie wynosi on okrągłego zero. Podobno jajowody mogą się zrosnąć, nie wnikam. A czy jesteś tą jedną na 10 000, dowiesz się niestety dopiero jak już w tej ciąży będziesz. I spróbuj się nie ucieszyć! Nieważne, że wydałaś małą fortunę, żeby nie mieć (więcej) dzieci. Natura tak chciała, a ona oczywiście zawsze wie, co robi!

    A niech to szlag, zapomniałam, że wtedy następuje zmiana frontu na „trzeba było w ogóle się nie seksić”. A najlepiej trzeba było urodzić się chłopcem, nie miałoby się takich problemów. 

    To chyba raczej smutne, uprawiać seks tylko w celu poczęcia dziecka.
     
    Znowu seks. Ten złyyyyy seks. Opadają cycki i wszystko, gdy czytam, że uprawianie seksu z własnym mężem to puszczalstwo, naprawdę. Z drugiej strony, nikt nigdy jasno nie zdefiniował puszczalstwa (czasem to kobieta nie zachowująca świętej cnoty do ślubu, czasem taka co sypia co tydzień z innym, czasem taka, co zdradza i to akurat rzeczywiście niefajnie), więc wszystko jest możliwe. O koślawości argumentu o odpowiedzialności pisałam wcześniej, ale zwróćmy uwagę na jeszcze jedną rzecz: w końcu to dziecko ma być darem, cudem i w ogóle, czy dożywotnią karą za błędy? Karą, z której należy się cieszyć? Czy to nie wypacza idei kary? Aaa, neurony mi się poplątały.

    A, byłabym zapomniała... aborcja jako forma antykoncepcji. No tak, skoro to bezpieczny zabieg trwający chwilę, to logiczne, że będziemy latać do klinik co miesiąc, YOLO, nie? I puszczać się, obowiązkowo, cokolwiek to właściwie znaczy. Ale pewnych panów taka hipotetyczna wizja napawa przerażeniem
    Dlaczego to wygląda dosłownie jak moja parodia komentarza z poprzedniej notki?
     
    Poważnie...? Chyba nie, ale kto wie... 

    Nie, kurwa, nie. Jest to klasyczne atakowanie chochoła, poważnie. Popatrzmy na to, co się dzieje po zabiegu (źródło):

    Zabieg nie ma zazwyczaj negatywnego wpływu na przyszłe ciąże. Po zabiegu pacjentka otrzyma antybiotyki przeciwko infekcjom. Szybko powraca dobre samopoczucie fizyczne. Przez kilka dni mogą jednak wystąpić drobne dolegliwości, takie jak napięte piersi, krwawienie lub ból brzucha. W razie potrzeby można korzystać ze środków przeciwbólowych, jak np. Advil, Ibuprofen czy Aleve. Kolejna miesiączka powinna wystąpić od 4 do 6 tygodni po zabiegu.
    Jeśli po zabiegu piersi są napięte i obolałe lub występuje zastój pokarmu, najlepiej jest nosić obcisły biustonosz. Przede wszystkim nie należy masować piersi. Mogą pomóc zimne kompresy.
    W razie bólu można zażyć Paracetamol. W przypadku wycieku mleka z sutków możliwe jest jego zahamowanie przy pomocy leków. Standardowo nie przepisujemy ich w naszej klinice ze względu na efekty uboczne. Aby uzyskać receptę, należy skontaktować się z własnym lekarzem.
    Przez pierwsze dwa tygodnie po zabiegu nie wolno stosować tamponów, pływać, kąpać się w wannie i odbywać stosunków seksualnych.”

    Rzeczywiście, wręcz wymarzona metoda antykoncepcji. Powodzenia.Można też poczytać relacje z aborcji farmakologicznych, które są dość przerażające. Nie, zapewniam, nikt nie chce wpaść w pierwszej kolejności, jezu chryste. 
    Naprawdę, ile można truć o tym, że kobiety chcą mieć do tego zabiegu dostęp w sytuacji awaryjnej, gdy coś innego zawiedzie? Chociażby i zdrowy rozsądek? 
     
  4. Nie powinno się o tym mówić”

    Przetłumaczę: „Prawa kobiet są super, ale tej konkretnej kobiecie/grupie kobiet nie przysługuje prawo wolności wypowiedzi, bo ja się z nią nie zgadzam”. Czyjaś historia o aborcji obiektywnie nie jest obraźliwa dla nikogo, nie ma tu żadnej mowy nienawiści. Jeśli kogoś to boli, to jest jego problem. Ktoś uzasadni „bo niektórzy chcą mieć dzieci, a nie mogą” - to nie jest argument. Jeśli X nie terminuje ciąży będącej koszmarem, to naprawdę nie znaczy, że Y zajdzie w swoją wymarzoną (dziwnie się czuję wspinając się na takie wyżyny abstrakcji).

    I opłaca nas przemysł aborcyjny. #BigAbortionExposed
     
    A wiecie, że rok temu w Stanach pojawił się hasztag #ShoutYourAbortion? Była to odpowiedź na groźby o zaprzestaniu finansowania organizacji Planned Parenthood, gdy republikanie ubzdurali sobie, że handlowała abortowanymi płodami dla zysku. W rzeczywistości chodziło tylko o badania i zwrot kosztów transportu, mrożenia itd. A tkanka płodów jest bardzo cenna, gdyż ich komórki są w stanie szybko się mnożyć i przystosowywać do nowych warunków. Wielu widzi w komórkach macierzystych ogromny potencjał leczniczy.
     
    Wykrzyczenie nie jest celebracją ani oceną wartościującą; jest ono przeciwieństwem szeptu, ciszy – powiedziała pani Bonow w wywiadzie – Nawet kobiety popierające prawa do aborcji były cicho i wmówiono im, że powinny czuć się źle przez dokonanie aborcji."

    Też były oskarżone o lansowanie się aborcjami. Czytanie ze zrozumieniem jest na wymarciu i to na całej planecie. A skoro tak, to szybciutko zapewniam: wspomniałam o tych komórkach macierzystych wyłącznie w ramach ciekawostki. Jeśli ktoś spróbuje mi wmówić, że chcę legalizować aborcje dla surowców dla Big Pharmy, to autentycznie umrę. Ze śmiechu.

    Niektórzy nawet pytają, gdzie właściwie problem, skoro można pojechać i załatwić... <facepalm> Niech żyje logika  zakłamanie! (Chociaż nie wiem, czy kolejnym postulatem nie byłyby obowiązkowe testy ciążowe dla kobiet wyjeżdżających za granicę, może mam paranoję, ale serio, nic mnie już nie zdziwi). Czy chodzi tu o płody czy o lans oficjalnymi statystykami, bo się gubię?

    Kogo stać, to pojedzie. Kogo nie stać, ten ma problem. Tutaj wkraczają wieszaki, ziółka, jakieś leki, gorące kąpiele, walenie się po brzuchu, rozpuszczalnik(!). Taaa, zaiste, czyste wygodnictwo i pójście na łatwiznę. Kogo nie stać na zabieg, ma skądś wytrzasnąć nagle kasę na dziecko, oczywiście, ma to sens. O nie, tylko mi nie wyskakuj znowu z adopcją:

    a) Jak kobieta odda do adopcji, to i tak wyleje się na nią tsunami nienawiści i to nie tylko w internecie, bo brzuch ciążowy raczej ciężko ukryć. Zwłaszcza ludzie w małych miejscowościach mogą dosłownie chwycić za widły, nie żartuję.

    b) Ciąża i poród, choć technicznie chorobami nie są, mogą do szeregu różnych stanów chorobowych doprowadzić. I trzeba będzie się urwać z pracy i wtedy chyba żreć tynk ze ścian. Bardzo zdrowe dla płodu.  

    c) Naprawdę wyobrażasz sobie adopcję jako rządek par niczym kolejkę do kasy w supermarkecie i uśmiechniętą panią, która każdemu wręcza różowego bobasa? Yyy, halo, tu Ziemia...


Przynudzasz, Rektorze, w kółko ględzisz o tym samym, idź się zabić, czy masz w ogóle jakąś konkluzję?” - O, przepraszam, to oni ciągle ględzą to samo od co najmniej dwóch dekad.

Co do konkluzji, jako gównoburzolog z wieloletnim doświadczeniem widzę pewien wspólny mianownik. Otóż, zarówno kobietę, która miała aborcję; która oddała do adopcji; która nie zrobiła jednego ani drugiego, ale nie ma i nie planuje dzieci; spotka w większym lub mniejszym stopniu wyzywanie od egoistek. Leniwych, bezdusznych egoistek, które nie potrafią się poświęcić. Tak, gdy w grę wchodzi chociażby  potencjalne, hipotetyczne, nienapoczęte dziecko, należy rzucić wszystko i poświęcić się macierzyństwu, oczywiście z uśmiechem na ustach, bo inaczej coś jest nie tak. 

Serio, zauważyłam to już dawno - jak młoda dziewczyna mówi "nie planuję mieć dzieci", zawsze znajdzie się ktoś starszy i mądrzejszy, co z politowaniem powie "oj, jeszcze ci przejdzie". W drugą stronę to NIGDY tak nie działa. Jeśli dziewczyna w tym samym wieku twierdzi, że planuje całą gromadkę, bo dzieciaczki są takie słodkie, dostanie łapki w górę "Good 4 u!" i nikt nie mówi, że jej się odwidzi ani chociażby nie zapyta jaki zawód zamierza wybrać, żeby tę gromadkę wykarmić. Zapytanie dzieciatej koleżanki "Hej, a po co ci to dziecko?" byłoby odebrane jako wielka obraza, ale w drugą stronę można: a kiedy, a czemu jeszcze nie teraz, masz robotę i chłopa, czego ci więcej trzeba, a zegar biologiczny tyka, a moje dzieci będą tyrać na twoją emeryturę, a kto ci szklankę wody na starość poda. Do tego histeryczne wiadomości, jaki mamy niż demograficzny, bo te Polki takie samolubne i jakże subtelne 500 plus...

 










True story
Serio, to całe rzekome przystosowanie do porodu to co najmniej lekki bullshit. Homo sapiens mają duże mózgi (nooo, większość... część...?) a co za tym idzie, wielkie czaszki i zbyt wąskie miednice, które nie mogły poszerzyć się bardziej, bo powodowałoby to problemy z chodzeniem. Że nie wspomnę o ciążach pozamacicznych(źródło, choć nie podoba mi się sformułowanie "ewolucja popełniła"). Nie, nie namawiam do antynatalizmu, to tylko kolejna ciekawostka. 

Z jakiegoś powodu mamy wielki problem z przyjęciem do wiadomości, że kobieta - ekhm, przynajmniej normalna kobieta - ośmiela się mieć inne cele niż macierzyństwo. Że nie chce ślepo rodzić tylu dzieci, ile się jej przytrafi. Że chce kontrolować swoje życie. Bo dopiero jako matka jest prawdziwą, pełną kobietą. Bo natura i w ogóle. Nie wiem, czy to wynika z religii w szkole, kultu Matki Polki czy faktycznie 20 lat istnienia kompromisu zdążyło już tak skutecznie wyprać ludziom mózgi. Pewnie to wszystko naraz i jeszcze więcej. 

Posiadanie macicy zobowiązuje.  Dla płodu, dla ojczyzny. Żadnego myślenia o sobie.


środa, 12 października 2016

Seks W Innym Wymiarze

Ponieważ dzisiaj będzie trochę o brzydkich rzeczach, post jest 18+ Albo przynajmniej 15+ Jeśli nie chcesz 500+ (badum-tss).

Prolajfy na pewno jeszcze do nas wpadną, bo jeśli udowodniły cokolwiek przez ostatnie tygodnie, to tylko to, iż są najbardziej niebezpieczną, zdegenerowaną i pozbawioną skrupułów formą altmedu. I nie poddają się. Z ostatniej chwili:  nasz rząd zrobi wszystko, żeby rodziły się dzieci nawet najbardziej zdeformowane, żeby można je było ochrzcić, cudownie. Nie mam już słów na ten cyrk... Tymczasem dzisiejszą notkę potraktujmy jako dość luźne post scriptum do poprzedniej. Będzie głównie szydera, bo na niektóre bzdury naprawdę szkoda strzępić sobie klawiaturę i wysilać się na jakiś super-hiper-dokładny risercz.
 
Zaczyna się niewinnie. Siedzisz sobie z kawą w niedzielny poranek, przeglądasz sobie strony, pełen relaks. I nagle zauważasz Ją. Przepiękną, cudowną, seksowną Bzdurę. Zaczynasz czytać, wiedząc, że to będzie złe. Ale nawet nie podejrzewasz jak bardzo. Kończysz w oszołomieniu, kontemplując krwawą papkę w którą zmienił się twój mózg, przeorany ostrzami nieskończonej głupoty. Mrugasz – może zniknie. Nie znika. I ani się obejrzysz, masz altmed w swoim własnym łóżku.

Mimo, że osobiście narysowałam ten obrazek, czuję niepokój... Najbardziej o to, co by powiedział Freud.

W poprzedniej notce wspomniałam, że zgniły Zachód ze swoją #CywilizacjąŚmierci ma „nieco” lepszą edukacje seksualną. To smutne, że w przeciętnej polskiej szkole dziecko prędzej usłyszy o tym, że za seks przedmałżeński i antykoncepcję pójdzie do piekła niż dowie się czegoś pożytecznego. Uprzedzając ewentualne zarzuty o bycie zdegenerowanym lewackim ścierwem propagującym dzikie orgie ze wszystkim co się rusza (i hurtowe skrobanie po tychże) – nie. Edukacja seksualna nie ma na celu czegoś takiego, chyba że w głowach fanatycznych oszołomów. Młodzież uprawiała i będzie uprawiać seks, niezależnie od tego ile będziemy ich straszyć. Cholernym obowiązkiem dorosłych i podobno mądrzejszych jest nauczyć ich, jak to robić świadomie i bezpiecznie. 
   
A jeśli ktoś próbuje uzasadniać jedyne słuszne wyjście jakimiś... nie, nawet nie pseudonaukowymi, to są zwykłe bzdury, chociaż pani bardzo starała się brzmieć mądrze – wtedy muszę zaprotestować. I oczywiście o tym napisać, bo czemu nie.
 
Co ma wspólnego kobieta, koń i kamera? Jak się okazuje, dużo więcej niż prosty fakt, iż zaczynają się na „K” (choć może być to równie dobrze dowód spisku). Na nasze nieszczęście, wkrótce się dowiemy.

"KAŻDA KOBIETA MŁODA MUSI O TYM WIEDZIEĆ."
  
Czytajcie uważnie, wszystkie młode kobiety, ten tekst odmieni wasze życie. A mianowicie zwątpicie w rasę ludzką na dobre i nie będzie już odwrotu. 


Ej, zauważmy: „Każda młoda kobieta”. Nie każdy młody człowiek, tylko właśnie kobieta. Ofkors. Panowie mogą robić co im się podoba. Jeśli jakiegoś uraziłam, to przepraszam, ta gruba, zapuszczona, nienawidząca facetów feministka z półmetrowym odrostem wewnątrz mnie po prostu nie chce się zamknąć.

"Dobrze o tym wiedzą np. hodowcy psów. Jeżeli rasowa suka zostanie pokryta nie rasowym psem, to jest eliminowana z hodowli, bo z niej już nigdy nie zrodzą się rasowe szczenięta. Pomimo, że następnie będzie pokryta rasowym psem.”

Nie jestem hodowcą i niestety żadnego nie znam. W goglach jednakowoż istnieją poradniki na tematy wszelakie, w tym i... takie. W żadnym jakoś nie znalazłam tych rewelacji. Jedynie jest wspomniane, że w przypadku krycia przez dwa różne psy, w miocie mogą być szczeniaki po dwóch różnych ojcach. Zresztą, naprawdę, ktoś poza autorką w to wierzy? BULLSHIT DEBUNKED! Dziękuję, do widzenia, papa.

„Z książki Nadieżdy Siemionowej "Szkoła zdrowia", rozdział :

JAK DEGENERUJĄ SIĘ NARODY I ZNIKAJĄ PAŃSTWA"
 
Zaraz... Siemionowa? TA Siemionowa?! Od wymyślonych grzybów, pasożytów i kretyńskich terapii oczyszczania się z nich? Super! Jestem wielkim fanem! Cokolwiek ta kobieta napisała z pewnością ma sens!

Być może, drogi Czytelniku, takie postawienie kwestii wyda Ci się nieco dziwne (Skądże, wypiłam już dość, żeby nic mnie już nie dziwiło), chcę jednak przytoczyć jeszcze jeden przykład zadziwiających właściwości organizmu ludzkiego jako radioukładu. (A jednak nie. Szlag.) Pragnę opowiedzieć o żeńskich genitaliach jako o urządzeniu zapamiętującym.”

Kamera? Widzę nowe, fascynujące możliwości w świecie fotografii i filmu. Aaaa, to już wiem, skąd prolajfy biorą te wszystkie słitaśne zdjęcia płodów w łonie matki. Przecież nigdy w życiu by się nie posłużyli zdjęciami martwych embrionów, toby było nieetyczne. W końcu to tacy czyści, kryształowi ludzie...
Ale przepraszam, dlaczego tylko żeńskich? Męskie fajnie by się sprawdziły jako mikrofon... Cholera, ta strona faktycznie stoczyła się na samo dno. Żarty o penisach, serio?!

Zaprogramować genitalia kobiety może zawsze tylko pierwszy mężczyzna. Wszyscy pozostali - nawet jeśli postrzegają dzieci urodzone przez kobietę jako swoje powinni w końcu poznać prawdę. Są to dzieci pierwszego mężczyzny ich matki.”

Zaprogramować genitalia”... Hę? Ja to widzę jakoś tak:

Więc pierwszy plemnik, który dotarł do dziewiczego jajowodu uświadamia sobie, że jest pionierem, odkrywcą miejsca którego wcześniej nikt z jego braci nie widział na oczy. A zatem niczym prawdziwy odkrywca traktuje jedynych mieszkańców tego miejsca z szacunkiem. Tak sobie egzystują dni, miesiące, lata... Aż wtem! Widzi oddział obcych plemników zmierzający w ich stronę. Nasz dzielny pionier nie widzi innego wyjścia i bierze się do zapładniania z bojowym okrzykiem „trololololo”!

Wzięłam od Siemionowej numer do dilera. Świetny towar, zaiste.


Kim on był? Wesołym kolegą z klasy, podpitym gawędziarzem, który uwiódł już niejedną dziewczynę nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności? Lekkoduchem lub po prostu pasożytem?” 

Te pasożyty są gorsze niż myślałam. Nie dość, że żyją w człowieku powodując wszystkie możliwe choroby od kataru po schizofrenię, to jeszcze bezczelnie bezczeszczą nasze kobiety. Trzeba coś z tym zrobić. Tak więc mam apel: nie uprawiajcie seksu z tasiemcami, toż to zoofilia jest.



Dlatego dziewczyna, wykorzystana przez to zwierzę dla zaspokojenia i naturalnego instynktu i porzucona uważana była za zepsutą. Pierwszy mężczyzna zaszczepił jej dzieciom swój genotyp. Dlatego nasi przodkowie gardzili tymi, które nie zachowywały dziewictwa i nie pozwalali swym synom żenić się z nimi.”

Którzy przodkowie? Akurat Słowianie raczej słynęli ze swobody obyczajowej.

Odkrycie telegonii było ukrywane (jakżeby inaczej). W celu oszukania ludzi nawet w encyklopediach pisano, że telegonia nie jest potwierdzona przez naukę. Ale tylko w stosunku do ludzi. Nie zrezygnowali jednak naukowcy z wykorzystywania telegonii w hodowli zwierząt. W przeciwnym razie Rosja nie dysponowałaby najlepszymi rumakami, krowami mlecznymi ani wspaniałymi, dającymi najlepsze futro sobolami.”

Teraz na serio: pierwszy na ten wspaniały pomysł wpadł Arystoteles i obok jego innych pokręconych twierdzeń to wydaje się niemal rozsądne (akurat do niego nie mam pretensji, żeby nie było). Termin natomiast wymyślił August Weismann, który ostatecznie sam w nią zwątpił. Ogólnie telegonia miała się nieźle w XIX w., głównie przez pewien eksperyment z koniem i kwaggą. Jednakowoż inni badacze w Niemczech i Brazylii nie znaleźli potwierdzenia tego fenomenu (żadna niespodzianka). Tu można poczytać o tym bardziej szczegółowo. Nikt nic nie ukrywał, Ksenomorfy nie rządzą światem. Teraz w te rewelacje wierzy tylko Siemionowa i garstka mocno prawilnych oszołomów w internetach. Najwyżej.

A teraz zwróćmy uwagę na dzisiejsze czasy. Minęło 150 lat od odkrycia telegonii. W czasach, gdy zachowujemy dziewictwo klaczy i samic sobola, by po raz pierwszy inseminować je najlepszymi przedstawicielami gatunku, pozwalamy swym dzieciom brać udział w bachanaliach rewolucji seksualnej. Uwielbiamy porównywać się z USA. Tam już dawno słowa „miłość i rodzina" znaczą coś innego. Tak! Zbyt dramatyczne okazały się dla USA następstwa niemoralności. W kraju mają 55 milionów narkomanów.”

Pamiętaj, młody człowieku – seks przedmałżeński oznacza narkomanię. Tak po prostu. Tak, seks przed ślubem dosłownie działa jak zastrzyk cholernej heroiny w żyłę powodując natychmiastowe uzależnienie od tejże. Nie pytajcie. To jest udowodniony fakt!

Inny udowodniony fakt: za każdym razem kiedy uprawiasz seks przed ślubem*, gdzieś na świecie ginie mały kotek. Wy potwory bez serca!


*Taa, niby Siemionowa nie wspomina nigdzie o małżeństwie, użyłam tego dla uproszczenia.
 
 Globalny upadek narodu wywołał w USA popyt na dziewice. (Co? Gdzie? Pani Siemionowa, kraje się chyba pani pomyliły...) To naturalna reakcja obronna społeczeństwa na degenerację, kiedy oczywistą normą jest fakt, że dziewczyny, które hulały przed zamążpójściem, rodzą zboczeńców, narkomanów, inwalidów i chorych psychicznie. Dzisiaj w Stanach Zjednoczonych, według danych bardzo znanego na świecie doktora Kinsi, 37 milionów ludzi wymaga pomocy psychiatry. (R. Klimów, Książę tego świata).”


Ok, więc rozwiązłość seksualna powoduje narkomanię, choroby psychiczne, drastyczny spadek IQ, raka, wszystkie możliwe wady i upośledzenia jakie można sobie wyobrazić, globalne ocieplenie, przybliża świat do wojny nuklearnej, raka, powoduje wybuchy wulkanów, giną kociaki i szczeniaczki, mnóstwo raków, ściąga asteroidy w pobliże Ziemi... oraz powoduje raka. Dziękuję za oświecenie, pani Siemionowa!

"Przykładów potwierdzających związek różnych form niemoralności z urodzeniem upośledzonego potomstwa istnieje więcej niż wystarczająco. Droga do przywrócenia zdrowia każdego narodu, niezależnie od tego czy to Amerykanie, Francuzi czy Rosjanie, biegnie wyłącznie przez przywrócenie przestrzegania norm moralnych. Bez rozwiązania tego problemu ani jedno państwo nie zgromadzi wystarczającej ilości odpowiednich kadr, które mogłyby wyprowadzić ludzkość z globalnego kryzysu."
 
Słyszałam na religii różne ciekawe argumenty za zachowaniem tzw. czystości: szacun na dzielni, życie wolne od nałogów, wieczna szczęśliwość w małżeństwie, pójście do Nieba, ze trzy Nagrody Nobla... Ale zbawiania świata tam nie było. Dziwne.
 
(...)W ten sposób niespodzianie jeszcze raz przekonujemy się o negatywnym wpływie ignorowania znaczenia nieodzowności krzemu jako pierwiastka życia. I jeśli za pomoc,| układów opartych na krzemie można zapisać na taśmie magnetofonowej pieśń, to na żeńskich genitaliach raz i na zawsze zapisuje się pieśń życia. I bardzo ważne jest to, kto dokonuje tego zapisu.”


C-c-coooo? Okej, miejmy otwarty umysł, spróbujmy to zanalizować...Nieodzowność krzemu jako pierwiastka życia? Rany, nie wiem, niby są spekulacje co do form życia opartych na krzemie, ale krzem nie tworzy tak dużych cząsteczek jak węgiel, więc te formy życia będą raczej bardzo prymitywne... Nagrywanie na krzemie? Czyli ta pani myśli, że skoro mogą istnieć formy życia oparte na krzemie → z krzemu są zrobione części komputerowe → z węglem można tak samo, bo czemu nie → dlatego jakieś oszołomskie mambo dżambo nagrywa się na węglowych żeńskich genitaliach. Oczywiście, ma to sens.
Ale dlaczego tylko na żeńskich? Czym się różni węgiel w męskich?! Ja chcę to wiedzieć! A także kogo właściwie dyskryminuje w tym momencie Siemionowa.


"Zrobiono w XIX wieku w Anglii doświadczenie ( Lord Marton ) . Do klaczy pełnej krwi arabskiej dopuszczono samca zebry. Wiadomo ze potomstwa z takiego układu nie było, ale stało się coś innego. Po jakimś czasie urodził się źrebak tej klaczy spłodzony przez innego ogiera rasy arabskiej, źrebię miało maść po ojcu lecz w delikatne paski jak zebra."

Może hybryda? Czy za proste? Poza tym, to nie była zebra, tylko kwagga, obecnie wymarła.

tzw: zehorse


 
Energetyka istot żywych podczas kontaktu seksualnego "przechodzi" z samca na samicę.

Energetyka? Tylko tyle? Po pani Siemionowej spodziewałam się czegoś lepszego. Może duchowych pasożytów-ninja przekazywanych drogą płciową. To by było całkiem fajne oszołomskie mambo dżambo.




Taaak... Wiem, co teraz sobie, drodzy czytacze myślicie:





Tak, myślałam, że ta cała telegonia, to taka idiotyczna ciekawostka, z którą się z wami podzielę wyłącznie dla jaj. I o ile cały problem z powyższym polega na tym, że ktoś przeczytał te głupoty i stwierdził: „tak, wydajmy to drukiem w papierowej książce, świat musi się dowiedzieć!”, tak w bzdurach, które ujrzymy poniżej problem jest poważniejszy.

Ktoś stwierdził: „Tak, wydajmy to drukiem w papierowej książce I ZRÓBMY Z TEGO PODRĘCZNIK!” Podręcznik, ludzie. Taki w szkole. I to nie z zeszłego stulecia, czy coś, tylko na rok 2015 czy cokolwiek. I może mam paranoję, może jestem nienormalna, ale dostrzegam niepokojące podobieństwa między tymi rewelacjami a dziełem pani Siemionowej.

Zobaczcie na własne oczy:

Wiadomo jednak, że nie chodzi tu tylko o mały fałd błony dziewiczej, ale o coś więcej. To coś to integralność osoby ludzkiej. Integralny znaczy związany z całością; to dziewczyna, która nie rozmienia się na drobne. Ona należy do siebie i całą siebie ofiaruje temu jednemu, ukochanemu na całe życie. On również całego siebie dla niej” 
 
Yyy... Jak to było? Nagranie energetyczne na węglowych narządach czy jakoś tak?

Prezerwatywy. Skuteczność w zapobieganiu ciąży: niezbyt wysoka, z powodu częstych wad technicznych (nieszczelność, pękanie) oraz wypadków zsuwania się w czasie stosunku. U niektórych mężczyzn stosowanie prezerwatywy powoduje osłabienie doznań seksualnych„

Słyszeliście to, dzieciaki? Nie używajcie prezerwatyw, 90-95% skuteczności w zapobieganiu ciąży i chorobom wenerycznym to niezbyt dużo. Pękanie, zaiste, zdarza się (głównie wskutek błędu użytkownika) , ale nieszczelność?! WTF?! Może jeszcze to wszystko jakiś spisek Gumowego Przemysłu któremu chodzi tylko o kasę. „Osłabienie doznań seksualnych”, no taaak, a potem mamy „jedzenie cukierka przez papierek” czy równie trafne metafory. Jak możemy być przerażeni nastoletnimi ciążami jeżeli sami uczymy dzieci takich pierdół?

W grupie osób stosujących NPR [naturalne metody planowania rodziny przyp. red.] rzadziej pojawia się objaw znudzenia seksualnego, zdecydowanie niższy jest też wskaźnik rozpadu związków.”

Nie wątpię. Ten zastrzyk adrenaliny co miesiąc, czy udało się ciąży uniknąć... Na pewno nuda im nie grozi. Ale skąd ta pani wzięła te statystyki, ja się pytam? Z Frondy?

Pytanie o warunki podjęcia współżycia seksualnego unaoczniło, że najwyższą akceptację seksu pozamałżeńskiego wykazali uczniowie najsłabiej uczący się, a najmniejszą osoby wierzące„
 
Jeśli uważasz, że seks to dość ważny element związku i wypadałoby sprawdzić dopasowanie pod tym względem przed ewentualną przysięgą na całe życie, to jesteś debilem, przyszłą patologią i skończysz pod mostem ze strzykawką od heroiny wbitą w gałkę oczną. To jest udowodniony... dobra, brzmię jak zacięta płyta.

Pigułki dnia następnego, czyli tzw. antykoncepcja awaryjna ze względu na mechanizm działania zostaną one omówione w dziale dotyczącym środków wczesnoporonnych.”
 
Tak tylko przypomnę, że czytamy w tym momencie podręcznik, a nie jakąś nawiedzoną stronę prolajfów... Ja wiem, że ostatnio się mówi o dzieciach niezagnieżdżonych. Prolajfy chcą zdelegalizować „tabletki 72 godziny po” i niektóre środki antykoncepcyjne, żeby zwalczyć masowy holokaust tych biednych istot. I wiecie co – rozumiem. Mnie aż serce ściska jak pomyślę o tych wszystkich niezagnieżdżonych zygotach spoczywających na podpaskach w tej właśnie sekundzie. Nie wiem, jak wy, moje sumienie już dłużej nie dźwiga tego ciężaru. Idę popełnić rytualne samobójstwo. 

Nie, tak naprawdę to nie, słowo. Ale nie miałabym nic przeciwko porwaniu przez Obcych, żeby dłużej nie żyć na jednej planecie z ludźmi wypisującymi takie bzdety. Hej, NASA rekrutuje ludzi do misji na Marsa, idę się zapisać.