piątek, 23 września 2016

O świętych płodach rozprawka

Długo się zastanawiałam, czy napisać tę notkę. Mniejwięcej odkąd po raz pierwszy usłyszałam o projekcie "Stop Aborcji". Och, wtedy też się wkur...rzyłam i przeraziłam, ale nie do końca wierzyłam, że ktokolwiek może zacząć dyskutować o tym na serio w cholernym Sejmie. I że to przejdzie do dalszych prac

Naprawdę nie za bardzo chciałam się za to brać, bo odgrzewany kotlet jakim jest aborcja i jej legalizacja lub delegalizacja ma ponad 20 lat i wydawałoby się, że temat został wyczerpany do granic możliwości przez obie strony sporu. Zwłaszcza, że w tym pięknym kraju co chwila wybucha jakaś afera z płodami na czele. 

Z drugiej strony, środowisko pro-life (hahahaha!) w swoim podejściu „czucie i wiara znaczą dla mnie więcej niż mędrca szkiełko i oko” bije na głowę wszelkie bardziej niszowe dziedziny altmedu – nawet antywacki starają się szukać dowodów, jakkolwiek złe by nie były. A oni? Wymyślili sobie syndrom postaborcyjny i myślą, że są fajni. I nakręcili pewien znany z lekcji religii propagandowy filmik będący jeśli nie zwykłym kłamstwem, to ostrą manipulacją. Czasem też przykleją zdjęcia poszarpanych płodów tu i tam (które to płody z aborcją nie maja wiele wspólnego. Są też dużo starsze niż 12-nasty tydzień). Głównie zajmują się odwracaniem kota ogonem, majaczeniem o krzyczących zygotach i ideologicznym pierdololo. Ale jakimś cudem ich chora ustawa nie odpadła na wstępie i to jest jakiś koszmar. 

Z dziką chęcią zatem przynajmniej zmieszam z błotem niektóre popularne „argumenty” za zniewoleniem i torturowaniem kobiet. Ostatnio wszędzie ich pełno.

Wcale nie próbuję być zabawna, serio nie wiem.

Tak dla jasności – nie zgadzam się ani na barbarzyński projekt ani na obecnie obowiązujące prawo. To nie jest żaden kompromis, więcej z tego problemów niż pożytku. A jak pomyślę, że może być jeszcze gorzej – aresztowania za poronienie (!!!) czy zmuszanie do rodzenia zdeformowanych potworków bez szans na przeżycie, włosy się jeżą. Czemu nie poszli na całość? Mogliby wszystkie ciężarne kierować do specjalnych obozów z nadzorem 24/7. A każda kobieta w wieku rozrodczym powinna gdzieś dawać zużyte tampony i podpaski do analizy. Jak się bawić, to się bawić...

Poza tym, jak mówię o aborcji, to głównie mam na myśli taką do 12-tego tygodnia ciąży, chyba że później zaistnieją poważne wskazania. Wiecie, tak jak w innych cywilizowanych krajach.

  1. Prolajfy uwielbiają domniemany cytat Raegana: „Zauważyłem, że wszyscy, którzy popierają aborcję zdążyli się urodzić”. Może jest nawet prawdziwy. Co nie zmienia faktu, że absolutnie nic nie wnosi. Podobnie jak wszelkie złośliwości typu: „szkoda, że cię matka nie wyskrobała”. Uwaga, to może być dla niektórych szok: jakbym się nie urodziła, to... to by mnie nie było. I tyle. Żadna filozofia. Takie wyzwiska są dobre na poziomie podstawówki... „Twojemu staremu pękł kondon, hehe”, kojarzycie te klimaty.

    Płody nie wiedzą, że istnieją i nie mogą się przywiązać do faktu istnienia. To jest fakt. Jeśli chodzi o 12-nasty tydzień, w tym stadium ciąży mózg i system nerwowy są jeszcze na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Zawiązek mózgu składa się ze szczątkowego wzgórza i rdzenia kręgowego. Większość komórek mózgowych jeszcze się nie rozwinęła. 
     
    Zatem założenie, iż płód jest w stanie rozumować jak świadoma istota czy odczuwać ból („ono chce żyć!”) jest z gruntu nieprawidłowe i śmieszne. O Ile prolajfy nie opanowały jakiejś zaawansowanej formy telepatii, to przykro mi, nie kupuję tego. Że nie wspomnę o zawracaniu głowy idiotyzmami w stylu: „A może to byłby drugi Einstein?!” Odpowiem: A co, jak drugi Adolf Hitler... Tak, to jest właśnie ten poziom.

  2. To może zabijajmy dzieci po urodzeniu, co za różnica, hurr durr” - znam tę technikę manipulacyjną, stara jak świat. Polega na takim przejaskrawieniu treści argumentu adwersarza, żeby nikt się nie mógł z nim zgodzić. Akurat w tym przypadku różnica jest znacząca: płód jest całkowicie zależny od organizmu matki, a dzieciakiem po urodzeniu może się zająć ktokolwiek. Co nas prowadzi automatycznie do uniwersalnego:

  3. Przecież nie trzeba zabijać, można oddać do adopcji!!1!” - bo prolajfom nie mieści się w głowach, że kobieta może zwyczajnie nie chcieć/nie móc być w ciąży. Ani rodzić. Dla nich to chyba chwilowa, niewielka dolegliwość, coś jak katar. Co tam wypadanie odbytnicy, wypadanie pochwy, wypadanie macicy, kolostomia, uszkodzenie nerwu łechtaczki, anorgazmia, rzucawka, złamane kości, odkejenie siatkówki, ślepota, zwężenie zastawki mitralnej, osteoporoza, nietrzymanie moczu,nietrzymanie kału, alzheimer, blizny, hemoroidy odbytu, hemoroidy waginy, rozstępy, odwapnienie zębów, utrata zębów, zator, zawał mózgu, wymioty, depresja, ból, utrata przyjemności z seksu, czy nawet smierć. 

    To wszystko jest nieważne, bo przecież blastocysta się liczy. Zaraz ktoś powie, że przesadzam i ciąże nie są takie straszne, bo inaczej nikt by nie rodził dzieci. Jednak byłoby fajnie, gdyby kobiety przechodziły przez to bo chcą, a nie tylko dlatego, że muszą.  

    Zresztą, tyle się ględzi o tej adopcji, a niech się tylko któraś przyzna, że oddała... Albo lepiej nie, biedaczka spłonie na stosie. Prawie, że dosłownie.
    I tak źle, i tak niedobrze.

    Zaiste, lepiej klepać z dzieciakiem biedę niż oddać je jakiejś rodzinie, która się nim zajmie.



     
  1. Uprawiało się seks, to trzeba ponosić konsekwencje, odpowiedzialnym być11!1!” - Ach, no tak, konsekwencje... Dobra! Nie założyłeś czapki w zimną pogodę? Zdychaj na zapalenie płuc, nie dostaniesz antybiotyku! Łaziłeś po górach i złamałeś nogę? Zapomnij o gipsie i zostań kaleką! Bynajmniej nie przejaskrawiam. Uprawianie seksu to nie jest żadna zbrodnia. Uprawianie seksu bez zabezpieczenia to co najwyżej głupota. Gdy zabezpieczenie zawiedzie to zwykły pech. A jednak wszystkie przypadki własnej głupoty czy pecha leczymy. Leczymy palaczy z rakiem płuc, leczymy przypadki zatruć alkoholem czy narkotykami, leczymy sportowców z kontuzjami, leczymy generalnie wszystkich, którzy tego potrzebują... A jednak kobietę w niechcianej ciąży zostawiamy, niech się męczy, sama sobie winna – brzmi znajomo?!

    Zresztą, istnieje sporo osób, które nie chcą mieć dzieci. Żadnych. Nigdy. Czy te osoby maja się pozamykać w zakonach czy czekać z seksem do menopauzy? Który partner (obojętnie jakiej płci) na coś takiego pójdzie? 

    Odpowiedzialność z kolei ma więcej znaczeń niż „ródź ku chwale Pana”. To także decyzja o tym, żeby nie rodzić, gdy nie ma na to warunków. Do szału mnie doprowadzają też teksty typu: „nooo, gwałt i zagrożenie życia jak najbardziej, ale nie dla wygody!” - A kim ty jesteś, że tak dobrze znasz życie i osobowość drugiego człowieka? Może z zewnątrz dla ciebie to wygląda na wygodę, ale ta osoba być może przeżywa właśnie prawdziwy dramat. Może przez tę ciążę wali się jej kariera, edukacja albo związek. Może panicznie boi się ciąży i porodu (tak, istnieje taka fobia). Nie każdy się z marszu zakochuje w dwóch kreskach na teście i zamierza wywracać z tego powodu wszystko do góry nogami. Ma do tego prawo. Jak można nakazywać komukolwiek co i jak ma czuć? „Jak to mnie zachwyca, jak mnie nie zachwyca?” 
     
    Swoją droga, jestem cholernie ciekawa, co taki prolajf zrobiłby z ciężarną zamierzającą popełnić samobójstwo. Nie wzięłam sobie tego z powietrza – w Salwadorze 57% zgonów ciężarnych do 19 roku życia to właśnie samobójstwa.

  2. Aborcja nie może być zalegalizowana, bo inaczej będą się pieprzyć bez zabezpieczeń, zachodzić w ciąże i robić aborcje, bo będą mogły!!1oeone!1” - z całą pewnością tak będzie, albowiem aborcja to sama przyjemność i zapewnia wielokrotne orgazmy. Potwierdzone info. *wyciera jad w chusteczkę* 
    A tak serio, to smutne, że ktoś tak myśli o kobietach. Jakoś od naszych sąsiadów nic nie słychać o hurtowych skrobankach. Może dlatego, że mają normalną edukację seksualną i łatwiejszy dostęp do antykoncepcji. Generalnie świadomość, że w sytuacji awaryjnej mogę tego zabiegu dokonać we własnym kraju bez żadnych cyrków dałaby mnie i wielu innym pewien komfort psychiczny. Jakby nie dotarło, to podkreślę: AWARYJNEJ. Ale nie, przecież wydłubywanie sobie jelit wieszakiem czy innym szydełkiem jest o tyyyle lepsze. 

  3. To nie twoje ciało, to ciało dziecka!!1!eleven” - I co z tego? Może i ciało, ale bez świadomości. Zresztą, nawet komuś ze świadomością nie pozwoliłabym zagarnąć swojego ciała na własność i zrobić z nim co mu się podoba. Prawdopodobnie wydłubałabym mu oczy widelcem, gdyby próbował.

  4. Dlaczego gwałciciel dostanie dwa lata w zawieszeniu, a niewinne dziecko umrze??!one!” - świetne pytanie. Mam inne: czy prolajfy robią coś w sprawie zaostrzenia kar dla gwałcicieli? Czy pomagają może chociaż ofiarom gwałtu? Nieeeeeeee. Czy chcą pogłębiać do niewyobrażalnych rozmiarów traumę zgwałconych kobiet zmuszając je do hodowania we własnych ciałach płodów ich oprawców? Taaaaak!

    I wynosić mi się z argumentami „pogłębiania traumy gwałtu traumą aborcji”. Chyba każdy zna na tyle siebie, żeby w takiej sytuacji wybrać najlepsze dla siebie wyjście. Dla siebie, nie bandy psychopatycznych oszołomów.

  5. W czym jest chore dziecko gorsze od zdrowego?!11one!:(„ - brutalnie rzecz ujmując na przykład w tym, że nie ma mózgu i poza macicą nie przeżyje nawet minuty. Jaki jest sens zmuszać kogoś do donoszenia takiego płodu, do takiego marnowania czasu, energii, narażania zdrowia... Oczywiście, jeśli ktoś bardzo chce, to czemu nie, jeśli ma się z tym poczuć lepiej. To są prywatne sprawy, a przynajmniej takimi być powinny.

    Prolajfy lubią w tym momencie zasypywać pytaniami czy kilkuletnie dziecko, które zachoruje albo ulegnie wypadkowi tez można zabić. W tym momencie to już eutanazja, nie aborcja - to raz. Dwa - choroba czy wypadek jest z reguły czymś, na co nic nie można poradzić. A jeśli wiadomo, że dziecko urodzi się z takimi wadami, że będzie egzystować najwyżej kilka lat w cierpieniu i jest możliwość zaoszczędzenia mu tego, póki nic nie czuje... Cóż, każdy powinien na ten dylemat odpowiedzieć sobie sam.
     
  6. Syndrom poaborcyjny!!!1!!one!” - Po pierwsze: czegoś takiego nie ma w obowiązującej klasyfikacji zaburzeń psychicznych. Przy okazji wszelkie bzdury o zwiększonym ryzyku raku piersi, problemach z płodnością również można włożyć między bajki (klik!).

    Po drugie: Drażni mnie traktowanie ludzi jak małych dzieci, które trzeba prowadzić za rączkę, bo inaczej zrobią sobie krzywdę. Ktoś stwierdzi, że w tym momencie jestem hipokrytą, bo przecież popieram przymusowe szczepienia – nie. Jakieś regulacje muszą być, bo inaczej pozabijalibyśmy się nawzajem wywołując masowe epidemie, jeżdżąc po pijaku etc. Jeśli się poddam aborcji i wpadnę w dożywotniego doła roniąc łzy każdego dnia nad moja biedną zygotą – to trudno. Nikt inny na tym nie ucierpi. Nie licząc wspomnianej zygoty, która zgodnie z logiką prolajfów mogłaby zdawać na studia.


I tak dalej i tak dalej... Jak tak myślę, to najlepszym rozwiązaniem, żeby zadowolić wszystkich byłoby wynalezienie jakiejś sztucznej macicy. Można by abortowane płody do niej przenosić, a potem prolajfy mogłyby się nimi zajmować. Chociaż znając życie natychmiast podniosłoby się larum, że to nienaturalne i obrzydliwe, jak tak można, a te dzieci maja bruzdy i w ogóle. Nie rozumiem, czemu ludzie tak lubią komplikować życie... Żeby chociaż sobie, ale innym: zakaz aborcji i in vitro = każmy dzieci rodzić tym, którzy nie mogą i nie chcą, a zabrońmy tym, którzy chcą. Bo tak. Tiaa, chrzanić logikę...

Dziś jest naprawdę smutny dzień.

PS. Notka powstawała dwa dni. Teraz umieszczanie jej wydaje się trochę bezcelowe. Z drugiej strony, walka trwa. Jutro protestuję w Sopocie.