środa, 11 lutego 2015

Spisek żydowski i bakterie leczące raka

Dziś nie będzie antywacków.

Ale moment, zanim wciśniesz ten czerwony krzyżyk, to wiedz, że mam coś lepszego. Będzie kretyńska teorią medyczna, z medycyną nie mająca nic wspólnego oraz święty męczennik, któremu Św. Wakefield może co najwyżej pastować buty. Polane antysemickim sosem i spiskiem. Czyli wszystko, co kochamy najbardziej. Kochani, poznajcie Nową (w domyśle lepszą) Medycynę Germańską.
Image and video hosting by TinyPic
W przeciwieństwie do zwolenników picia sików (joł), można bardzo łatwo znaleźć informacje o twórcy tej cud-metody. Ryke Geed Hamer urodził się w 1935 r. Był lekarzem oraz teologiem. Wszystko było w porządku aż do 1978r. gdy zmarł jego syn na skutek postrzału. Cóż, tragedia. Taka tragedia, że Ryke dostał od tego nowotworu jądra. Tak, od tego. Albowiem - jak to chyba tradycyjnie bywa w altmedzie - pomylił związek czasowy z przyczynowo-skutkowym i doszedł do wniosku, że nowotwory są wywoływane na skutek szoku. Konkretnie mówiąc, biologicznego szoku konfliktowego. Pytał pacjentów z nowotworami, czy w ich życiu przed diagnozą wydarzyło się coś złego. Podobno tak było. Okej, to nie ma sensu... Ale nie uprzedzajmy, jest ciekawiej.
W 1981r. próbował przedstawić swoje wspaniałe odkrycie w pracy habilitacyjnej na Uniwersytecie Tubingen. Oczywiście, wyśmiali go. Niezrażony tym, próbował ludzi wciąż "leczyć" z raka aż mu zabrali licencję w 1986r. Pozamykali też wszystko, co pootwierał. To też nic nie dało. Na dziwnych stronach Otchłani przeczytamy, że ludzie próbowali to badać i wychodziło im 100% trafności, np. w Monachium w 1989r na przykładzie 27 pacjentów. Łał. Sam Ryke ponoć opisał ponad 20tys takich przypadków. No, robi wrażenie, ale... moment. Jego samego poddano zresztą badaniom psychiatrycznym, wyszło, że zdrowy. I tak to się ciągnęło aż do przypadku Olivii Pilhar w 1995r.

Dziewczynka w wieku lat sześciu, zdiagnozowany rak nerki, rodzice przerażeni chemioterapią chcieli ją oddać pod skrzydła szarlatana. Sąd austriacki odebrał im prawa rodzicielskie i całe towarzystwo zwiało do Hiszpanii. Ostatecznie, udało się Pilharów przekonać do powrotu, dziewczynkę cudem odratowano (guz z nerek rozrósł się i wsiadł aż na płuca... pożyła do 2010), rodzice otrzymali wyrok w zawieszeniu. Cyrk na kółkach. Ryke z kolei siedział raz w wiezieniu w Niemczech, raz we Francji, w końcu wyprowadził się do Norwegii. Twierdzi, że Żydzi sie na niego uwzięli. Ci sami Żydzi, którzy kręcą Big Pharmą. W oczach Otchłani to bohater i męczennik, głosiciel prawdy, mesjasz... Się nie dziwię, przy tak bogatym życiorysie Wakefield zaiste wymięka. Postaraj się bardziej, Andrzej, bo wstyd. Swoja drogą, to ciekawe: im bardziej kryminalna przeszłość (już nie)lekarza, tym bardziej zajebisty. Pewnie jakby Ted Bundy ogłosił, że umie leczyć dotykiem, Otchłań ustawiłaby się w kolejce.
Image and video hosting by TinyPic
Chcę zobaczyć taką Epic Rap Battle. Muszę.
"Ej, Sami" - niecierpliwią się czytacze. - "Co to za strasznie głupia teoria? Kryształy? Pola bioenergetyczne? Leczenie kupą?"
No... nie do końca. Szanowny pan Ryke opracował Żelazne Reguły Raka, Prawa Natury, Programy Natury i inne dziwne rzeczy, których dziś nie będę omawiać, albowiem jest tego zbyt dużo i są zbyt głupie, więc nie ma po co niszczyć sobie mózgu. Kiedyś do tego być może wrócę.
Przyjrzyjmy się czemuś, co przynajmniej ja nazywam teorią ogólną. Wdech... Zerknijmy do źródła.

"Doktor Hamer doszedł do wniosku, że nowotwory mają swoje źródło w nagłym szoku, który objawia się jako przeżycie konfliktowe. Nazwał je zespołem Dirka Hamera (DHS – Dirk Hamer Syndrom - to od jego syna [przyp.moja])." - wspaniały wniosek. A lekarze akademiccy, głupi, twierdzą, że to od mutacji genów. 
"Potem, w zależności od tego, gdzie się ono zlokalizowało, następuje “wybór” narządu, który zostanie zaatakowany chorobą. Innymi słowy, ponieważ konkretny ośrodek w mózgu zawiaduje odpowiadającymi mu narządami, w jednym z nich rozpoczyna się proces chorobowy, który może doprowadzić do zmian nowotworowych." - Od tych bzdur mózg mi się zlasował. Jaki jest tego mechanizm? Jak to zbadano? Bo ja mam przed oczami coś takiego:
Image and video hosting by TinyPic
"Doktor Hamer mówi o tym tak:
- Wyjątkowość “Nowej Medycyny” polega na tym, że to pacjent sam decyduje o postępowaniu lekarza wobec jego organizmu." - A tak nie jest zawsze? Poza ratowaniem życia? Na głupie wyrwanie zęba trzeba podpisać zgodę*. No chyba, że pan doktór wyznaje zasadę, że do wyboru takiego samobójcy nie ma się co wtrącać, po co go odratowywać i mu potem pomóc. Humanitarne to jak nie wiem (tak, drogie antywacki, na was też patrzę).


 "Pacjent nie “jest leczony” , lecz działa sam. Stosunek pacjent-lekarz zostaje tu gruntownie zrewidowany i na nowo zdefiniowany.(...)Terapia przyszłości tylko marginalnie będzie stosować leki. Większość czasu zostanie poświęcona wyjaśnianiu w zrozumiały dla pacjenta sposób istoty biologicznego konfliktu i wynikającej z niego tzw. “choroby”." - Znaczy, że jak przyjdę do lekarza z anginą, to zamiast dać mi antybiotyk, będzie mnie godzinami wypytywał o życie prywatne? A ja mu będę odpowiadać na karteczkach, bo z powodu bólu gardła nie będę w stanie wymówić słowa? Mam nadzieję nie dożyć takiej przyszłości.

"Lekarz – przyjaciel pomoże rozwiązać konflikt i uniknąć następnej takiej sytuacji. Powinien być skromnym i mądrym człowiekiem, okazującym nie tylko chorym serce lecz również legitymującym się wszechstronną wiedzą. Oczywiście ten obraz zupełnie nie odpowiada obecnym wyobrażeniom na temat dobrego lekarza." - Nieprawda. Bardzo się ceni życzliwych i miłych lekarzy, takich z powołaniem. To, że się zdarzają niewykształceni, gburowaci z gatunku "bo ciocia jest lekarzem/rodzice kazali/będę bogaty" to nie powód, żeby obrażać się na całą medycynę jako taką! Hej, zgadnijcie co: jest wolny rynek i można sobie wybrać lekarza. W dobie internetów jest to prostsze niż kiedykolwiek: można sobie wejść na Znanylekarz.pl i poczytać, do którego warto iść, gdy coś nam dolega. A nie na zasadzie "na złość babci odmrożę sobie uszy" zachwycać się "holistyczną terapią alternatywną". Bo tak to właśnie widzę.

"I dalej:
Ponieważ zasadniczym punktem “Nowej Medycyny” jest DHS, lekarz musi się wczuć w ten krótki moment życia pacjenta i przeżyć go razem z nim. To niezmiernie ważne, aby mógł wyobrazić sobie całą sytuację i wyłom, jaki poczyniła w psychice. Warunkiem tego jest dokładna znajomość życia pacjenta, jego doświadczeń, poglądów, życia rodzinnego, wierzeń religijnych itp." -
Jeśli to miałby być ktoś zajmujący sie delikatną sferą ludzkiej psychiki, to spoko (ale ten każdy szczegół... no może jednak bez przesady). Ale nie onkolog, na litość Borską! Znaczy, empatia, wsparcie i tak dalej jest wskazana. Ale onkolog ma "tylko" wyleczyć raka. Wsparcia psychicznego według mnie powinno się szukać wśród przyjaciół, rodziny, dobrych psychologów, może kapłanów, jak ktoś wierzący (byle nie takich, co zwalą to na grzechy). Nie u szarlatanów.  

"DHS i będący jego konsekwencją proces biologiczny ma nie tylko charakter negatywny. (...)Proces chorobowy stwarza dla organizmu szansę, dzięki której człowiek będzie mógł dalej funkcjonować, Jest to mechanizm zgodny z prawami natury i prowadzący do ponownego odzyskania równowagi biologicznej." - W sumie logiczne. W obliczu jakichś strasznych wydarzeń chyba każdy wolałby sobie wziąć L4 i poleżeć kilka dni w łóżku. Ale jak zapalenie gardła czy inne draństwo miałoby pomóc w pogodzeniu się z np. utratą partnera czy czymś takim, tego nie wiem i się nie dowiem. Czy to bardziej człowieka nie zdołuje?

"Nasz organizm funkcjonuje automatycznie, na poziomie podświadomości. (...)Chodzi o to, by otrzymywane informacje zostały odpowiednio sklasyfikowane i organizm adekwatnie na nie reagował. Zapewniają to dwa podsystemy: układ sympatyczny i parasympatyczny." - Tu się chciałam pośmiać, że sympatyczne to mają nazwy. Okazało się jednak, że te układy faktycznie istnieją i są częścią autonomicznego układu nerwowego. Szok. Chyba się pochoruję. Albo nie, bo w wyobraźni pana Hamera te układy chyba funkcjonują nieco inaczej niż w rzeczywistości. Oddychamy z ulgą!
"DHS spada jak grom z jasnego nieba i z miejsca aktywizuje układ sympatyczny. Człowiek znajduje się ciągle w stanie aktywności zwanym fazą ciągłego dnia lub zimna (gdyż dominuje tu odczucie zimna). Jeśli konflikt nie zostanie rozwiązany, stan ten przechodzi w chroniczny." No, niektórzy faktycznie mogą się po jakimś wstrząsie zmagać z bezsennością. A niektórzy zaczną przesypiać całe dnie. Zależy. A to zimno skąd? Może jak komuś apetyt wysiądzie i schudnie... ale znowu kto inny zacznie się objadać. To nie ma sensu. Chwila, to jest przecież nowatorski mechanizm powstawania nowotworów.

"W przypadku rozwiązania konfliktu organizm przełącza się na drugi typ funkcjonowania, zdeterminowany działaniem układu parasympatycznego. To faza gorąca, zwana też fazą ciągłej nocy podczas której organizm wraca do zdrowia." Próbuję to przełożyć z alternatywnego na nasze. Wychodzi mi, że człowiek najpierw nie śpi kilka dni, a w końcu pada zmęczony i jak wstaje to się czuje lepiej. Ale co to ma wspólnego z nowotworem...? 

"W połowie fazy zdrowienia ma miejsce kryzys, będący punktem kulminacyjnym, Jest to zjawisko dobrze znane lekarzom starszej daty, gdyż występuje ono nie tylko w przypadku chorób nowotworowych. W pierwszej połowie taj fazy zostaje wydalony z organizmu płyn obrzękowy, co objawia się wzmożonym oddawaniem moczu. Później naprawiane są szkody. Kryzys jest wydarzeniem przełomowym, gdyż od tego momentu organizm dąży już tylko do przywrócenia normalnej aktywności." Mamy i kryzys ozdrowieńczy. To ciekawe, że tyle tych szarlatańskich teorii o nim wspomina. Skąd to się wzięło? Ma ktoś jakiś pomysł? Może jakiś starożytny gość na to wpadł?

"W zasadzie każda choroba przebiega dwufazowo. Należy jednak podkreślić, że faza zdrowienia pojawia się wyłącznie wtedy, gdy choremu udało się rozwiązać konflikt." A jak ci się nie uda, to papa, miło cię było znać, przyjacielu. No super podejście, naprawdę: umierasz na raka, bo masz problem z głową. Yeah, that makes sense.


"Wszystko, co przed chwilą powiedziano jest oczywiście dla współczesnej medycyny czystą herezją. Jak twierdzi Hamer, nie może być jednak inaczej, skoro swoje wysiłki skupia ona głównie na tym, aby utrudnić fazę zdrowienia, zatruwając organizm różnymi środkami chemicznymi w celu np. stłumienia temperatury, która stanowi naturalną reakcję organizmu."
Bycie panem planety i szczyt łańcucha pokarmowego to nie byle co, ale ciało ludzkie nie jest doskonałe. Czasem trzeba mu podać tę złą i niedobrą chemię, żeby nie wysiadło (Ameryka w konserwie, wiem, ale widocznie nie dla wszystkich). Jak gorączka przekroczy 40* to się robi nieciekawie. Jeszcze dwa stopnie i białko się zetnie. A nawet taka mniejsza, rzędu 38 to też mało ciekawe wrażenia. Po wuja się męczyć...?

"Zaistnienie choroby w danym narządzie jest zjawiskiem stosunkowo złożonym. Aby je zrozumieć, należy w skrócie przypomnieć szkolną wiedzę na temat listków zarodkowych. Być może niektórzy jeszcze pamiętają, że są to: endoderma, mezoderma i ektoderma. Z tych trzech struktur zarodka ludzkiego w trakcie życia płodowego wykształcają się odpowiadające im organy naszego ciała. 
Aby nie komplikować sprawy, w wielkim skrócie można ująć to tak:
• z endodermy wykształcają się takie narządy, jak układ trawienny, płuca, prostata, część układu rozrodczego,
• z mezodermy powstają błony otaczające organy wewnętrzne, układ kostny i mięśnie,
• ektoderma jest odpowiedzialna za narządy zmysłów, naczynia krwionośne, zewnętrzne narządy rodne, pęcherz, zęby, skórę."
- do tej pory - okej. Uproszczone, ale faktycznie tak jest. Otchłań óczy!

"Zgodnie z teorią Hamera różne typy konfliktów, na jakie napotykamy w życiu, mają bardzo ścisły związek z listkami zarodkowymi, a ściślej rzecz ujmując, z narządami, które z nich powstały." - a tu już peron odjeżdża i powiewa chusteczką na pożegnanie.
"Jest to bardzo ważne, gdyż ukazuje zależność umiejscowienia choroby w danym narządzie od rodzaju konfliktu, z jakim przyszło człowiekowi się zmagać. Fakt ten nie dziwi, jeżeli weźmie się pod uwagę, że Nowa Medycyna bazuje na teorii rozwoju ewolucyjnego." Mnie dziwi. Skąd, co, jak, gdzie, dlaczego... To są jednak dwie różne rzeczy.

O nie. zaraz będzie jazda bez trzymanki.  

"Ale to nie wszystko. Bardzo ważna w tym względzie – zdaniem niemieckiego lekarza – jest tu bowiem również rola mikroorganizmów, takich jak bakterie, wirusy i grzyby.
Ta część teorii dla współczesnej medycyny jest chyba najbardziej obrazoburcza, gdyż podważa całą dotychczasową wiedzę na temat roli tzw. chorobowych mikroorganizmów w procesie powrotu do zdrowia. Doktor Hamer przypisuje im zupełnie odmienną rolę, niż zwykło się uważać. Jego zdaniem nie stanowią one przyczyny żadnej choroby, a wręcz przeciwnie wspomagają organizm w jej usuwaniu."
Specjaliści od szarlatańskiej odmiany kandydozy też by się nie zgodzili. Ci od parasytozy urojonej też nie. Jak rzyć?!
"Ponieważ powodują one powstawanie różnorodnych chorób, w takim ujęciu przyroda to ślepa siła działająca na swą własną niekorzyść." - No tak, mutacje są przypadkowe, zawsze. Dobór naturalny faworyzuje te, które pomagają przeżyć, ale czasem gatunek zapędzi się w kozi róg. I to ma być niby oparte na teorii ewolucji?  

"Nowa Medycyna ujmuje rzecz inaczej." - Już się boję.
"Każdy rodzaj drobnoustrojów ma swoje specyficzne zadania. Grzyby i mykobakterie to śmieciarze – zajmują się sprzątaniem. W przypadku nowotworów powodują ich serowacenie. Po zakończeniu swojej pracy przechodzą znowu w formę nieaktywną . Również bakterie pracują jako śmieciarze, z tym, że ich zadaniem jest również odbudowa. Zarówno usuwają guzy, jak i rekonstruują ubytki powstałe na skutek martwicy. Wspomagają również tworzenie blizn." Co, co, co?! Jakim cudem na badaniu wyszło, że ten gość jest zdrowy psychicznie?
Image and video hosting by TinyPic
Taak, grzyby i bakterie faktycznie przyczyniają się do sprzątania... rozkładu tkanek... po śmierci organizmu zazwyczaj...

"Wirusy są odpowiedzialne wyłącznie za odbudowę. Na początku ich działanie doprowadza do powstania obrzęków i zapchania różnych naczyń oraz dróg (np. żółciowych). Proces ten może odbywać się również bez wirusów, ale znacznie przyspieszają one powrót do zdrowia.
Wszystkie mikroorganizmy pracują na naszą korzyść, a nie przeciwnie! – mówi Hamer."
Zwłaszcza wirus HIV. Albo ebola. Wąglik też jest fajny.

"Powiedzmy wprost, że gdyby przyjąć ów punkt widzenia, należałoby dojść do wniosku, że współczesna medycyna zajmuje się głównie zakłócaniem procesu zdrowienia. Zazwyczaj pacjent zgłasza się bowiem do lekarza w drugiej fazie procesu, to znaczy, gdy ma gorączkę, czuje się osłabiony, wyczerpany, odczuwa jakieś symptomy (stan zapalny, owrzodzenie, ból itp.). Pierwsza faza najczęściej pozostaje przeoczona. Chory ma wtedy zimne kończyny [kuźwa, znowu?], czuje się pobudzony, występują kłopoty ze snem. Lekarz reaguje dopiero w drugiej fazie i podaje antybiotyki lub inne środki chemiczne, których celem jest zabicie mikroorganizmów. Gdy uznaje, że przyczyną choroby są wirusy, również przepisuje antybiotyki, choć wiadomo, że bynajmniej nie zabijają one wirusów." Ee, były lekarz a nie wie, że infekcje wirusowe i bakteryjne mogą występować łącznie? I że na infekcje stricte wirusowe podaje się inne rodzaje leków (nie, nie jest to kwas askorbinowy)? Nawet ja to wiem, a tylko udaję mądrą.
"Powiada się wówczas, że podawane są osłonowo." - Uwaga, anecdata: jak żyję, nie spotkałam lekarza, który by twierdził, że ANTYBIOTYK podaje osłonowo. Najwyżej w przypadku tego rwania usłyszałam, że lepiej żebym nadal była na antybiotyku, bo rana będzie się lepiej goić (Bo lepiej nie hodować sobie wesołej kolonii bakterii w pobliżu mózgu... która to wesoła kolonia sprawiła, że wyglądałam jak człowiek-chomik). Osłonowe to są PROBIOTYKI. Bez recepty, ale działają. Odsyłam do kogoś mądrzejszego.
"Tymczasem chodzi tu raczej o to – szydzi Hamer – by osłonić interesy koncernów farmaceutycznych, które z choroby pacjenta czerpią wielkie zyski." Tymczasem - szydzi Sami - Nie mogę się powstrzymać:


Okej, śmieszny filmik z głowy. Zastanawiam się, czy Hamer albo ktokolwiek inny czujący się oburzony, że Big Pharma bogaci się na chorobach zna kogokolwiek harującego w pocie czoła na etacie (dyżury 72 godziny bez przerwy?!) całkowicie charytatywnie. Ba, jedzenie ze sklepu też nie jest za darmo. Ach, ta zła Big Food, na ludzkim głodzie żerować, jak tak można. Że o zakładach pogrzebowych nie wspomnę. Czy ktoś ma z nimi problem? Ktokolwiek?



"Oczywiście nie wolno tego wszystkiego nadmiernie uogólniać." - lepiej późno się zorientować niż wcale.
"Medycyna akademicka zawsze tępiła, tępi i nadal będzie tępić takich odszczepieńców jak doktor Hamer, którzy twierdzą, że natura nie jest głupia," - ale kto twierdzi, że natura jest głupia? Nie jest ani mądra ani głupia. Po prostu jest i sobie funkcjonuje na swoich regułach, które staramy się poznać i zrozumieć. To ludzie ją personifikują zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Co nie ma większego sensu IMHO.
"a choroba to sensowny, biologiczny program „specjalny”, który uruchamia się w szczególnych okolicznościach. To po prostu swoiste prawo, które umożliwia nam zrozumienie połączenia z całym otaczającym nas Kosmosem." - o, nawet trochę ezoteryki się wkradło. Boru, jak ja nie cierpię takich bredni. Sorry, Winnetou, Wszechświat ma cię w głębokim poważaniu. W każdej chwili może w nas walnąć jakaś wielka asteroida, a pewne jest, że Słońce kiedyś się wypali i zgaśnie. A nawet jeśli uda nam się przeprowadzać w miarę sprawnie do innych galaktyk, to sam Wszechświat TEŻ kiedyś przestanie nadawać się do życia (pozostaje kwestia dyskusyjną w jaki sposób się to stanie: albo implozja albo niekończąca sie ekspansja i spadek temperatury do zera absolutnego, dlatego fajnie byłoby odkryć jakieś inne wymiary czy cuś, jeśli mamy ambicje trwać wiecznie... no co, chciałam się pochwalić, że czytam Michio Kaku). 

"Natura nie jest zlepkiem nie powiązanych ze sobą procesów powodujących negatywne skutki. Tu nie ma wypadków przy pracy." myślałam, że wszelkie mutacje, które w większości są letalne dla organizmu to jest taki "wypadek przy pracy". Genów.

"Każde zjawisko ma swój sens." - przypomina mi się tekst o niebieskich zasłonach. Niebieskie zasłony oznaczają niebieskie zasłony!

"Chorobę można przyrównać do naturalnego procesu, w którym człowiek zmuszany jest do rozwiązania konfliktu. Gdy mu się to uda – ma szansę wyzdrowieć, a mówienie o samych chorobach nie ma większego sensu, powinniśmy mówić o symptomach. W dodatku, biorąc pod uwagę dwufazowość przebiegu procesu, od razu widać, że współczesna medycyna każdą z faz traktuje oddzielnie, jako odrębną jednostkę chorobową." - nie będę się powtarzać, ta teoria konfliktów nie ma najmniejszego sensu, jeśli mowa o czymś więcej niż o urazach psychicznych. Tak, psychika ma wpływ na organizm, który pod wpływem poszczególnych emocji zaiste wytwarza hormony przeróżne, ale rozciąganie tego na nowotwory, infekcje itd. to grube przegięcie. I naprawdę, proszę się odstosunkować od medycyny współczesnej: dzięki niej mnóstwo ludzi zostało uratowanych, a przynajmniej mogą stosunkowo spokojnie żyć nawet z poważnymi chorobami przewlekłymi. Słyszało się choćby o HAART? Owszem, terapia do najprostszych ani najtańszych nie należy... ale jest i działa.

O cholera, ponad 3 strony w Wordzie, ale musze się podzielić refleksją. Medycyna współczesna faktycznie robi wiele złego: jest zbyt skuteczna. Ludzi coraz więcej, żyją coraz dłużej i coraz bardziej im się od tego w dupach przewraca.


A żeby nie było, tu można znaleźć jakąś rzetelniejszą rzecz na temat tego, czemu to najmniejszego sensu nie ma.


9 komentarzy:

  1. Skojarzyło mi się z notką o ziołolecznictwie z Mrocznej Sztuki Ogłupiania. Głównie dlatego, że ta teoria opiera się na podobnych założeniach - Ziemia nie jest trzecią planetą od małej gwiazdy w galaktyce Drogi Mlecznej, tylko częścią Większego Planu (TM), stworzonego przez Wielkiego Konstruktora (TM) i wszystko co jest na tej planecie jest stworzone pod nasza gatunek i nasze potrzeby. Nie może być przecież tak, że miłujący nas Wielki Konstruktor zrobił coś tylko po to, żebyśmy pocierpieli i umarli. W sumie jest to clue wielu terapii medycyny alternatywnej, wynikających z przekonania, że naszym zadaniem w ekosystemie jest cieszyć się długim życiem, a nie spłodzić potomstwo i umrzeć stosunkowo szybko, żeby nie marnować zasobów. Z tego powodu czasem się zastanawiam, czy teoria inteligentnego projektu naprawdę jest tak nieszkodliwa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyraźniej świadomość, że człowiek nie jest pępkiem świata jest dla niektórych zbyt trudna do przełknięcia.

      Usuń
  2. Jeszcze jedna rzecz, o kryzysie ozdrowieńczym - coś podobnego występuje w homeopatii jako "pogorszenie homeopatyczne" i jest korzystaniem ze zjawiska powrotu do średniej (pisał o tym bart, szczegóły tutaj - http://blogdebart.pl/2009/04/17/na-mnie-dziala/). Cóż, altmed w sumie zawsze korzysta z podobnych elementów, bo ma zawsze ten sam problem (nie działa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta rzecz pojawia się w homeopatii, w urynoterapii też było... Pewnie jakby pogrzebać jeszcze troche, to więcej by się znalazło. Albo te cudowne metody od siebie bezczelnie ściągają albo muszą znaleźć jakąś wymówkę albo istnieje jakaś "prametoda" od której wszystkie wyrastają :P.

      Usuń
  3. > aby utrudnić fazę zdrowienia, zatruwając organizm różnymi środkami chemicznymi w celu np. stłumienia temperatury, która stanowi naturalną reakcję organizmu."

    Tu akurat ten szalony lekarz miał rację, temperatura jest naturalną reakcją obronną organizmu - wyższa temperatura utrudnia namnażanie drobnoustrojów - gdyż procesy metaboliczne zachodzą z mniejszą wydajnością (każdy enzym ma swoje optimum temperaturowe). Jednakże nigdy pacjenta z gorączką nie można zostawić samego sobie i należy zbijać temperaturę jeśli przyjmuje wartości groźne dla życia (>=38,5).

    Pola bioenergetyczne to oczywiście bzdura, ale na studiach uczęszczałam na przedmiot nazywany "bioenergetyką" i znajomi się ze mnie śmiali, że uczę się o ww. polach a bioenergetyka to poważna nauka zajmująca się metabolizmem energetycznym organizmu (m. in. mitochondriami, transportem przez błony itd.). :)

    Do tego nie należy nie doceniać roli psychiki w powstawaniu i leczeniu chorób, długotrwały stres obniża odporność i opóźnia zdrowienie np. wiele chorób układu pokarmowego powstaje z powodu długotrwałego stresu. Myślę, że słowo klucz to "dlługotrwały" jednakże niezależnie od tego przy udziale jakich czynników choroba powstała nawoływanie do zaniechania leczenia jest zbrodnią mimo iż znamy efekt placebo będący wynikiem pozytywnego nastawienia (np. wiary w to że się wyzdrowieje czy też że podawany specyfik wyleczy chorobę) na pacjentów z nowotworami - tacy pacjenci lepiej znoszą wszelkie zabiegi i ich szanse na wyzdrowienie są wyższe, podobnie jest z pacjentami chorującymi na choroby układu krwionośnego - pisał o tym np. Religa. Tak więc ludowa mądrość "wiara czyni cuda" ma coraz większe podstawy naukowe ALE liczenie na cud jest głupotą. Ludzie często tego nie rozumieją, że żadna choroba nie ma 100% śmiertelności, nawet dżuma a żadna terapia nie ma 100% skuteczności a już na pewno nie procesy psychologiczne, każdy nowotwór jest inny i samym pozytywnym nastawieniem, placebo czy wiarą w wyzdrowienie można uzyskać dobre efekty tylko jeśli jest wspomagana konwencjonalną medycyną, nowotwór sam się nie wyleczy. Ba często jest tak że pacjent ma bardzo pozytywne nastawienie i wiarę oraz leczy się konwencjonalnie a nowotwór się nie cofa a nawet posuwa się naprzód. Tak więc znaczenia tych rzeczy nie należy również przeceniać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem z lekarzem z artykułu jest taki, że on nie przedstawił żadnych empirycznych dowodów prawdziwość swoich hipotez, nie przedstawił nawet żadnych wiarygodnych przesłanek że mogą one być prawdziwe, gdyby to w zadowalający sposób wykazał zgodnie z metodą naukową, na początku przynajmniej część naukowców przyjęłaby jego postulaty a z czasem całe środowisko. Już nie mówiąc o publikacjach z Science czy nagrodzie Nobla...

      Uważam, że naukowiec powinien mieć otwarty umysł tak więc jeśli ktoś chce W NAUKOWY sposób sprawdzić tezę o bioprądach czy telepatii to jestem za tym by wspierać jego badania. :) Niestety z jakichś niewyjaśnionych przyczyn chętnych brak. James Randi posunął się do tego, że nawet nie trzeba być naukowcem i prowadzić własnych badań, wystarczy być telepatą, bioenergoterapeutą itp. itp. oraz zgłosić się do p. Randiego, który zapłaci za przeprowadzenie odpowiednich procedur badawczych zgodnie z metodą naukową i jeśli wykażą one że osoba, która się zgłosiła naprawdę posiada takie zdolności to czeka na nią milion dolarów nagrody - tutaj też chętnych było niewielu.

      Co do mikroflory to tutaj trzeba przyznać mu trochę racji - ale dotyczy to wyłącznie naszej naturalnej mikroflory w zachowanych stosunkach ilościowych i jakościowych a nie wszystkich mikroorganizmów. Otóż nasza mikroflora działa pozytywnie na nasze zdrowe a szczególne w procesie odżywiania się. Niedorozwój lub przerost flory bakteryjnej może np. powodować niedożywienie i inne schorzenia. Dlatego właśnie przy antybiotykach podaje się probiotyki.

      Geny wirusów mają spory wpływ na naszą ewolucję, m. in. źle wycięte lub niewycięte DNA wirusowe jest odpowiedzialne za wyłączanie lub włączanie pewnych genów. Szacuje się, że DNA wirusowe stanowi około 8% wszystkich sekwencji DNA w naszym organizmie.

      A jak Koleżanka chce się bardzo pośmiać ewentualnie przerazić to polecam:
      http://neurogeneticsinstitute.blogspot.com/ (znalazłam to kiedyś w katalogu Biblioteki Jagielońskiej)
      http://mlodyfizyk.blox.pl/2013/03/Nieudana-habilitacja-z-psychologii-kwantowej.html
      http://www.ck.gov.pl/index.php/postepowania-awansowe/postepowania-habilitacyjne/dziedzina-nauk-spolecznych/430-adamski-adam (bardzo interesująca praca habilitacyjna z "psychologii kwantowej").

      Usuń
  4. I znów dziękuję za garść uwag :D Ostatecznie blogasek powstał po to, by się czegoś nauczyć.
    Gorączka - przecież nie twierdzę, że "zarazków" nie ubija. Co nie zmienia faktu, że jak jest za wysoka, to się robi nieciekawie I wtedy jakaś chemia jest jednak potrzebna. Ja sama w dzieciństwie omal nie umarłam z tego powodu. Wpływu psychiki również nie neguję. Co do reszty - jak najbardziej się zgadzam, pewnie powinnam była napisać o tym bardziej szczegółowo... Kolega mi kiedyś wspomniał, że szpitale współpracują z takimi magikami, bo niektórym to jest potrzebne. Wszystko fajnie, aczkolwiek takie praktyki przyczyniają się do popularności Woo w mojej opinii. Jak taki pacjent wyzdrowieje - czego wszystkim życzę, sama użeralam się z czymś w rodzaju nowotworu w zeszłym roku (a moje nastawienie było cokolwiek pesymistyczne, oglądałam trumny w internecie i paliłam na potęgę :P) - to opowiada ludziom, że jakis magik też miał w tym swój udział, więc inni mogą dojść do wniosku "może coś w tym jest" a tu już wystarczy malutki kroczek, żeby wpaść w Otchłań. Dziękuję za linki! Akurat wczoraj myślałam, żeby naskrobać coś o altmedzie psychicznym :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do gorączki - tak jak napisałam, gdy staje się groźna dla życia należy stosować "chemię". Sama gorączka zarazków nie ubija ale czyni ich mnożenie się mniej wydajnym. Wpływ psychiki jest bardzo ważny - kiedyś naukowcy mieli tendencję to jego niedoceniania albo wręcz traktowania go jako pseudonaukę, jednakże po opublikowaniu prać opisujących np. efekt placebo ten trend się zmienia. Stąd zawsze na to uczulam. Jednak do lekarzy w Polsce takie rewelacje dochodzą bardzo wolno, np. spotkałam się z lekarzem, który utrzymywał, że pacjent symulował chorobę bo po podaniu placebo ból ustąpił. Bardzo się zdziwił, gdy podetkałam jej pod nos kilka poważnych publikacji na ten temat gdzie można się dowiedzieć, że u jednego na trzech pacjentów chorych na bolesne choroby (np. terminalne stadium raka) po podaniu placebo ból ustępuje. Co ciekawe duże, czerwone i gorzkie tabletki działają lepiej jako placebo. Efekt placebo czy efekt sugestii jest poważnym problemem w badaniach przedklinicznych ale jego pełne poznanie pozwoli nam wyjaśnić naturę "cudownych" uzdrowień itd.

      Usuń
  5. Autor artykulu napracowal się bezuzytecznie. Hamer ma we wszytkim rację. To jest prawdziwa przyszłość postrzegania chorob. Wlączyła sie do tego Totalna Biologia Bruce'a Liptona. Możecie się smiać. Ale to ci, którzy się smieją, sa smieszni.

    OdpowiedzUsuń

Podobnie jak wszelkiej innej nauki alternatywnej, nie toleruję ortografii alternatywnej. Literówka czy zabłąkany przecinek - spoko, ale komcie wypalające oczy nie będą tolerowane.