sobota, 28 lutego 2015

Przecież na odrę się nie umiera...



Stary obrazek. Ale pasuje. Tekst: Alice Cooper.




Witaj, czytaczu. Jeśli jesteś tu nowy, to prawdopodobnie po nagłówku już się zdążyłeś zorientować, że nie przepadam za antyszczepionkowcami. Jeśli przeczytałeś jakieś moje notki, to pewnie zauważyłeś również, że nie jestem specjalnie miła w stosunku do tych wszystkich głupot, które można znaleźć w Otchłani. Ale przysięgam, wcześniej starałam się trzymać język na wodzy. Dzisiaj nie zamierzam. Także, żeby nie było: post dla 18+ 

Myślałam, że ze strony antywacków (pun intended) nic bardziej wkurzającego niż ksiunszki niemieckich homeopatów (ostatnio znowu ją cytują na potęgę, więc zajrzyjcie, chyba warto) mnie nie spotka. O ja naiwna owca. Gościnnie wystąpi tu też naturopatka Megan ze Stanów. Screeny są z artykułu traktującego również o dziecku zmarłym na odrę, tylko że z 1990 r. (nadal się liczy). Do wydarzeń w Europie się nie odniosła. I bardzo dobrze, jeszcze tego by brakowało.

Odra z Disneylandu dotarła do Europy i już zebrała jedną ofiarę śmiertelną w Niemczech. I jest na najlepszej drodze do zabrania też dziewczynki z Polski. Co na to antywacki? Zaczęli się zastanawiać, czy może nie warto jednak szczepić? 

Porzućcie nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie... I łyknijcie coś na uspokojenie. Ostrzegam. Aha, na potrzeby artykułu użyłam brzytwy Ockhama i zakładam, że żaden z tych komciów nie jest trollingiem.

Oczywiście na oficjalnym funpejdżu stowarzyszenia zrzeszającego najtęższe umysły farmaceutyczno-medyczne tego kraju nie znajdziemy tych newsów. Znajdziemy wiele bzdur pro-odrowych z niemieckim homeopatą na czele. Nie dziwi mnie to ani trochę, coś takiego w psychologii nazywa się mechanizmami obronnymi (tu konkretnie jak na moje jest to klasyczne zaprzeczanie). Ego to rzecz krucha i cenna. Ale to wcale nie usprawiedliwia dezinformowania i pisania kompletnych głupot. Komcie, komcie prawdę mówią. Na wejściu dostałam taką oto mokrą szmatą w pysk:

CO, KURWA?! Co to jest?! Proepidemicy nigdy nie słynęli z pozytywnego, a przynajmniej sensownego przedstawiania autystów, ale to już jest zdecydowana przesada. Nie ma tam teraz tego komentarza, tak jak kilku innych, ale wiecie... Co raz trafiło do sieci może trafić na klawisz "Print Screen". Kurwa, jak tak można. Nie ma takich słów w całym internecie i wszystkich językach tej planety, żeby opisać moja odrazę. Po prostu nie ma. To nie jest śmieszne. Już raz pisałam, że jak na takich zatroskanych losem dzieci gówno wiedzą o autyzmie. I gówno się troszczą o te dzieci. Sami autyści są nimi zdegustowani (a przynajmniej ten), ale czy ich to obchodzi? Nieeeeeee (czego dowodzi antywacek pod zalinkowanym wpisem). Proszę, świetna strona na ten temat, może komuś się przyda.


Ochłonęliście? Monitory wciąż w jednym kawałku? No to przejdźmy do może mniej wkurwogennych, ale ani trochę przez to nie mądrzejszych komciów: 


Ja młoda jestem, odry nie miałam i nie znam osobiście nikogo, kto by miał. Mam wam dziękować za pokaz na żywo?

No pewnie, bo tylko oni potrafią zadbać o dzieci, prawda? Chelatacja i w ogóle... Ale nie uprzedzajmy. Powitajmy Megan, która też bredziła się wypowiadała m.in o witaminie A:
 
Przykłady pasują jak pięść do nosa. Boleśnie.

Pomijając rażący brak konsekwencji - przecież WHO manipulują Ksenomorfy i w ogóle:
"Nie każdy to wie" i link do Wikipedii. Łoł, szacun, zdobycie tej tajnej informacji musiało wiele kosztować.

 ...To zwykłe kłamstwo. Oto fragment, o który prawdopodobnie chodzi naszej naturopatce (ja tam polecam przeczytać jednak całość):
"All children in developing countries diagnosed with measles should receive two doses of vitamin A supplements, given 24 hours apart. This treatment restores low vitamin A levels during measles that occur even in well-nourished children and can help prevent eye damage and blindness. Vitamin A supplements have been shown to reduce the number of deaths from measles by 50%."
Nie mam powodów, żeby nie wierzyć WHO. Pani Megan, rodacy: witamina A może zapobiec śmierci. Szansa 1:2. Zagadka: Co natomiast zapobiega powikłaniom, śmierci ORAZ zachorowaniu gdzieś tak w 98%? Brawo, szczepionka!

Ale to nie jedyny problem, jaki mam... Megan, pozwól tu jeszcze:    

No pewnie, upubliczniajmy raporty z sekcji zwłok, bo pani naturopatka nie dowierza.

Wygląda na to, że antywacki jednak się czegoś nauczyły: korelacja nie oznacza przyczynowości. Szkoda tylko, że tylko wtedy gdy im pasuje. Można - a nawet trzeba - mieć wątpliwości, czy dziecko choruje na cośtam wskutek szczepienia, gdy nic takiego nie udowodniono. Ale, do ciężkiej cholery, jak bardzo trzeba zaprzeczać rzeczywistości żeby twierdzić, że dzieci zmarłe na odrę wcale nie zmarły na odrę (lub powikłania po tejże, żeby być precyzyjnym)? Najbardziej hardkorowe nołlajfy-gracze takiego levelu chyba nie osiągnęły. Ale przecież dzieci nie chorują przez brak szczepień...


Hm, źle pana nauczono. Mnie w podstawówce nauczono o bakteriach... wirusach... pasożytach nawet... bardzo niefajne rzeczy powodują. Nie cierpię dowodów anegdotycznych, ale antywacki je kochają, więc niech mi jakiś spróbuje wyjaśnić: dlaczego taka ja odżywiająca się w sposób skandaliczny, papierosy paląca i alkoholem etylowym nie gardząca, zaszczepiona na wszystko co się dało w Polsce i USA nie ma nawet pół alergii i choruje "poważniej" (znaczy na ogół, że spędzi kilka dni w łóżku biorąc paracetamol) raz na pół roku? Anyone? Według antywacków powinnam być chodzącym wrakiem i paść trupem po wypaleniu pierwszego fajka, który w przeciwieństwie do szczepionek, naprawdę zawiera trujące substancje w dawkach szkodzących zdrowiu długofalowo. Czekam, specjaliści od immunologii. 

A tak zupełnie serio: nie przeczę i nikt inny chyba też nie, że dobrze odżywiony organizm ma większe szanse poradzić sobie z chorobą w porównaniu do osłabionego, wygłodzonego. Jak wspomniałam w poprzedniej noci, niedobory substancji pokarmowych, zwłaszcza duże, mogą mieć i mają dość poważne konsekwencje: niedobór witaminy C = szkorbut, niedobór żelaza może prowadzić do anemii... Ale zobaczmy może artykuł z 1983 r. (mógłby być lepiej cytowany i nieco aktualniejszy, ale nic lepszego nie znalazłam): 

"Odra jest ostrzejsza i trwa dłużej u niedożywionych dzieci (artykuł mówi o naprawdę poważnie niedożywionych dzieciach, jak coś - przyp.moja), jednak ciężko jest zebrać rozstrzygające dowody z badań epidemiologicznych na znaczącą rolę niedożywienia w wywołaniu choroby i jego wpływ na naturalne przechorowanie wielu różnych innych rodzajów infekcji." 

Cóż, być może jest to pewna sprzeczność z moimi wywodami wyżej, ale randomizowaną próbę z użyciem suplementów z witaminą A przeprowadzono dopiero w 1990 r. (polecam przeczytać przynajmniej pierwsze zdanie abstraktu, ludziki od "łeeee, to taka łagodna choroba, nikt na nią nie umarł"). 

Generalnie jest to logika w stylu: będę do pracy chodzić 100 km pieszo, bo kiedyś nie było samochodów. A samochody są złe, bo powodują wypadki i stoi za nimi jakiś SPISEG. Nie no, co kto lubi, ale w ten sposób narażają innych ludzi. Głównie tych, którzy nie mogą zostać zaszczepieni z przyczyn ważniejszych niż "bo nie". Jeśli to nie zasługuje na potępienie, to ja już nie wiem, co zasługuje.
  
Wymiotować mi się chce również od wrzasków, że to szczepieni dorośli, w tym ja (nie miałam i nie mam odry, dziwne... co straciłam?), wszystkiemu winni. To bullshit (ktoś zdziwiony?). Odporność po szczepieniu na odrę nie jest krótsza niż 15 lat.  A badanie na wprawdzie małej próbce pokazuje, że i po 20 latach 95% szczepionych wciąż było odpornych. Zalecane szczepienia? Oczywiście, że jest zalecane doszczepianie się przez dorosłych przynajmniej w pewnych sytuacjach. Ma nie być, bo nie rozumiem? Organizmy bywają przeróżne, zdarzają się odporni na HIV... Chyba lepiej zapobiegać niż leczyć. A nawet najlepsze odżywienie przed samą chorobą ani powikłaniami za dobrze nie uchroni, czego już zdaje się, dowiodłam. 

Dużo też jest wycia o "odrze poszczepiennej". W przeciwieństwie do hmm, "nieposzczepiennej" Ksenomorfy jo ukrywajo:


Tak bardzo ją ukrywają, że piszą o niej na Szczepienia.info. Nawet w Encyklopedii PWN jest definicja "poronnej postaci choroby". Cholera, wstyd ich nazywać studentami Uniwerku Guggla, bo nawet tą wyszukiwarką się posłużyć najwyraźniej nie potrafią. Czy ten ich funpejdż to naprawdę jedyne miejsce w internecie na które wchodzą? Nie, nie chce mi się szukać poważniejszych artykułów, chciałam tylko wykazać, że jak na tak "uświadomionych" są dość mało, hm... świadomi. Nie, żeby to była jakaś nowość.  

A wiecie, co mnie jeszcze irytuje? Ich ból dupy pt. "oooo, nagonka na nieszczepiących, brak obiektywizmu dziennikarskiego (sic!) i blablabla". O tym zresztą już pisał nasz dzisiejszy gość, Megan, a Skeptical Raptor ją wyśmiał. Poszydźmy i my, Polacy. Chcą nagonki, mają nagonkę.

Uwielbiacie wyrywać zdania z kontekstu, prawda? 

Nie żeby do tego roku miała być eradykowana, czy coś...


Moje faworyty:
Przejrzeli nas! Przyjdo i rzucą na twarz mouthsuckera.

A urynoterapia? Media milczom! Skandal, spiseg, Ksenomorfy, aaa!

O cholerę chodzi (o odwrócenie uwagi zapewne, ale udam, że połknęłam haczyk)? Nie ja jedna pisałam o irytującym prawdopośrodkiźmie. Przecież antywackowi przedstawiciele są chyba w każdej jednej debacie o szczepieniach w TV. Bez wykształcenia medycznego i niczego, ale często z dzieckiem. Boli ich, że do napisania tego czy innego artykułu wyjątkowo NIE zaprosili jakiegoś niedouczonego spiskowca? A co to za różnica? I tak by lekarza/naukowca, który wie, o czym mówi oskarżyli o bycie opłaconym przez koncerny. Owszem, w istocie dyskusje potrafią przypominać nieraz dzieci rzucające się piaskiem na podwórku. Przykro mi, wszyscy jesteśmy ludźmi, a całkowita odporność na fakty i zapatrzenie we własne przekonania (z naciskiem na przekonania) niektórych osobników sprawiają, że sam Makaronowy Potwór by stracił cierpliwość. Bo ile można. No i na stronach "prowackowych" jeśli pozwolicie, banowane są co najwyżej najbardziej upierdliwe trolle, na ogół jednak się dyskutuje, cóż, że to niewiele daje. Ja jednakowoż cierpliwość straciłam, więc idąc za przykładem S.R  pokażę prześliczną #czerwonąkartusię:
 
Od tej typografii i kompozycji moje gałki oczne krwawią.
Bardzo życzliwi, nie? Jak to było... "Kto widzi źdźbło w oku bliźniego swego niechaj najpierw wyrzuci belkę z własnych gaci". Cytat nie mój, nie wiem czyj, ale jest adekwatny. 

Swoją drogą, hipokryzja tych ludzi jest zatrważająca i przebija nawet moją:


Dziecko po szczepieniu się wydziera przez kilka godzin: "OMG, KRZYK MÓZGOWY*, DZWONIĘ PO PRASĘ, ŚWIAT MUSI SIĘ DOWIEDZIEĆ!!1!". Dziecko umiera na odrę: "oj tam oj tam, przecież to o niczym nie świadczy". Tak, mowa o tych samych osobnikach, które chętnie wypytują "zwolenników szczepień" (hej, jestem też za aborcją i operowaniem wyrostka! Reanimację też popieram, super sprawa!), czy mają dzieci, a w przypadku odpowiedzi przeczącej każą im siedzieć cicho, bo to nie ich sprawa.

*Tak, jest coś takiego jak krzyk mózgowy, ale jest objawem jakiejś zaawansowanej choroby neurologicznej i sam z siebie raczej nie występuje. 

Hm, używając antywackowej retoryki: idźcie do rodziców tych dzieci. Powiedzcie im prosto w oczy, że histeryzują bez sensu. I nie zapomnijcie ich pochwalić za nieszczepienie. Wyzywam was. Jeśli to zrobicie, otrzymacie od rektora Uniwersytetu im. Wujka Guggla piwo. Homeopatyczne, rzecz jasna, inne są niezdrowe.

Ah, jeszcze o niemieckim homeopacie, żeby posypać ranę solą. Korzystając z okazji, postanowiłam się dowiedzieć u źródła, co autor miał na myśli pisząc "Kesselring [2990]". Teoretycznie powinien być to rok, ale może pan Martin RozkazRozstrzelania używał jakiegoś innego klucza, którego zwykły plastyk nie rozgryzł i będzie musiał usunąć swój jakże zacny debunk? 



Poczułam się olana... :(

Mieli dużo czasu na odpowiedź. Jeśli się jakiejś doczekam, to chętnie wrzucę. Aczkolwiek śmiem wątpić. Komcie usunęłam, po co sobie problemy robić. Skoro zostały zignorowane... I tak, wiem, że to jakaś literówka. Ale tu chodziło o zbadanie reakcji. Takie kompletne olanie czytelnika też o czymś świadczy. A myślałam, że trzeba pytać i weryfikować. 

I zwróćmy uwagę, jak to "alergia" (tak, jest możliwa reakcja alergiczna, nikt tego nie ukrywa) stała się nagle tą legendarną, ukrywaną "odrą poszczepienną". Zresztą zdjęcie tego dziecka, które zakryłam z ludzkiej przyzwoitości (bo co ono winne) teraz wisi na ich funpejdżu pod zachętą do zgłaszana odry poszczepiennej. Hm... co to było o manipulacji? 

W jednym jednakowoż wyjątkowo się zgadzamy:
Ad2: a może... Ksenomorf?!

Hmmm. Macie rację. Zarówno "antyszczepionkowcy" jak i "proepidemicy" to zbyt ładne i wyrafinowane określenia. Nazywajmy rzeczy po imieniu, za pediatrą: pasożyty immunologiczne i tyle.
Pediatra mówi obrazowo, a ja tworzę obrazki.

Ale odporność zbiorowa jak widać przestaje działać. I co wtedy? Może kryształy jakieś...?

I jeszcze, zanim antywacki rzucą się do klawiatur/telefonów... Prawo cytatu, bitch. Nic na mnie nie macie. Napisaliście, co napisaliście? Trzeba było nie pisać. To teraz się wstydźcie. A zresztą, przecież wiecie, ja tu tylko pracuję. Zatem wszelkie skargi proszę kierować do moich chlebodawców. Ale uprzedzam, bardzo nie lubią, gdy im się zawraca głowę z byle powodu... 
Czy nowy film o Obcych może być o Ksenomorfach zżerających Otchłań? Proszę?

Ale oczywiście, to wszystko wcale nie jest śmieszne...

Ile jeszcze dzieci musi umrzeć, żeby dotarło? Na co? W imię czego, do ciężkiej cholery?!

15 komentarzy:

  1. Lubię Twojego bloga - czytam od pewnego czasu. Ten wpis jest świetny, a komentarze antywacków... No cóż, za każdym razem się łudzę, że osiągnęli dno, ale zawsze biją swoje rekordy. A jeśli chodzi o odrę i ostatnie przypadki oraz ich podejście, to to jest podręcznikowy wręcz przykład dysonansu poznawczego. Może nawet o tym coś na swoim blogu napiszę ;) Pozdrawiam i dołączam do stałych czytelników :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory starałam się zachować jakiś poziom kultury, ale ostatecznie uznałam, że choćbysmy im powysyłali w kolorowych kopertach stówę z napisaną ładną kaligrafią prośbą "czy byłby Pan na tyle łaskawy i uprzejmy, aby zaszczepić swe dziecko" to będą marudzić, że nie ten kolor i dostali za mało. Więc chrzanić to, niech teraz mają powód do płaczu. Każda pochwała i każdy czytacz cieszy mnie bardzo :) Proszę pisać! Ten ruch trzeba tępić wszędzie gdzie i jak to jest tylko możliwe!

      Usuń
    2. Ok, super, tylko mam pytanie - czy mogę skorzystać z tych screenów, które tu zamieściłaś? Oczywiście napiszę, że źródło to ten wpis :)

      Usuń
    3. No jasne, proszę się częstować :) Do wizyty u Towarzystwa Wzajemnej Adoracji nie namawiam, to powoduje uszczerbek na zdrowiu (słowo "wiedza" w nazwie to jakiś żart, powinni mieć zakaz używania go...). Będę niecierpliwie wyczekiwać :D

      Usuń
    4. Nie, ja próbowałam raz tam wchodzić i zaraz wyszłam, bo mózg miał jakieś errory xD

      Usuń
    5. http://mokrateoriasocjologiczna.blogspot.com/2015/03/bo-my-nauce-nie-wierzymy-czyli-sowo-o.html zapraszam :)

      Usuń
  2. Jedna sprawa - epidemia w Berlinie nie jest związana z epidemią w USA - w Niemczech zachorowania zaczęły się w listopadzie zeszłego roku, zaś w USA w styczniu. W dodatku mimo całej sympatii dla nowoczesnej medycyny, zwalanie winy za obydwie epidemie na antyszczepionkowców jest niezbyt trafne. W Niemczech zaczęli chorować dorośli emigranci z państw bałkańskich, którzy nie byli szczepieni bo ich dzieciństwo przypadło na okres wojny w Jugosławii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kluczowe słowo - nieszczepieni. Poza tym, mi bardziej chodziło o ośmieszenie tych mundrości. Niemniej jednak dziękuję za czujność! (I przyznaję się bez bicia, że pewnie powinnam była tego poszukać, ale akurat dziś cały dzień koszmarnie bolała mnie głowa i nie czułam się na siłach, żeby robić jeszcze więcej riserczu...)

      Usuń
  3. Szczepić czy nie szczepić? Raz przez chwilę uwierzyłem w propagandę antyszczepienną, ale lubię dociekać prawdy i nie uważam się za człowieka skłonnego wierzyć we wszystko co jest w internecie. Fajnie napisane i obnażające ich ignorancję. Troszkę żyję na tym świecie i doszedłem do wniosku, że ludzie lubią nadawać sens swojemu istnieniu. Często ślepo wierzą w bzdury, bo czują się częścią "ważnej" społeczności. Ale przyznać muszę, że koncerny farmaceutyczne zarabiają na chorobach, a nie na zdrowiu - dla mnie to czysty biznes i nie powinno to nikogo dziwić. Jednak czy specjalnie "zatruwają" szczepionki? Ludzi nie ubywa na świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, sklepy spożywcze zarabiają na głodzie, zakłady pogrzebowe na trumnach, mieszkań też nie rozdają za darmo za bardzo... itp, itd. Nie znam nikogo, kto by zasuwał w pracy na etacie - a taka praca jednak jest "trochę" wymagająca, raz Sporothrix opisala jeden dzień ze swojej, choć nie w koncernie, a w laboratorium - charytatywnie. Jeśli czegoś nie ogarnęłam i niepotrzebnie zaatakowałam, to przepraszam, jestem po całej nocy riserczu i nie ogarniam...

      Usuń
    2. Właściwie to sam nie wiem czy mnie "zaatakowałaś". W sensie chyba nie do końca mnie zrozumiałaś. Nie oskarżam nikogo o teorie spiskowe ;) Po prostu ludzie lubią w takie rzeczy wierzyć.

      Usuń
    3. Mówiłam, to przez brak snu, przepraszam :) co nie zmienia faktu, że oburzenie niektórych "na chorobach zarabiajo" jest bez sensu :P

      Usuń
  4. "Ile jeszcze dzieci musi umrzeć, żeby dotarło? Na co? W imię czego, do ciężkiej cholery?!"

    Tak zabrzmiało jakby to w Polsce umierały te dzieci, albo z winy w Polsce niezaszczepionych dzieci gdzieś tam jakieś umierały...

    Wiesz, że na grypę od dziesiątek lat śmiertelność jest dużo dużo wyższa niż na odrę? Tak było także przed erą szczepień....

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak sobie czytam te wypociny... wnioski ciekawe i w ogóle. Ale interesuje mnie przede wszystko jedna sprawa: szczepiłaś się i swoje dzieci (nie wiem czy masz ale zakładam że to możliwe), więc ci co nie szczepią dzieci nie są dla Ciebie zagrożeniem... więc po co tak wnikliwie studiujesz profil tego proepidemiologicznego STOP NOP, czytasz te wszystkie artykuły po angielsku o szczepieniach, tworzysz grafiki i stronę internetową. To jakiś rodzaj fetyszu, walki z inaczej myślącymi (demokracja Ci nie odpowiada i tęsknisz za PRL?) czy ktoś Ci za to płaci? Pytam z czytam ciekawości, sam jestem zaszczepiony ale nie używam tak jak Ty "mowy nienawiści" w stosunku do inaczej myślących ;p Tylko nie sprzedawaj mi głodnych kawałków o tych co nie mogą się zaszczepić i że przez nieszczepiących mogą zachorować (jak się pali peta na ulicy to nie myśli się że ktoś stojący obok może przez to zachorować na raka). Sory że piszę anonimowo, ale nie chce mi się logować na FB w pracy ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. tak tak zwane bierne palenie

    OdpowiedzUsuń

Podobnie jak wszelkiej innej nauki alternatywnej, nie toleruję ortografii alternatywnej. Literówka czy zabłąkany przecinek - spoko, ale komcie wypalające oczy nie będą tolerowane.