czwartek, 19 lutego 2015

Jagódki, chlorofil i mrówki

Image and video hosting by TinyPic

Altmed to jednak dziwne środowisko jest. Strasznie niespójne. Z jednej strony: zdrowe odżywianie, dużo sportu i nawet rak ci niestraszny, z drugiej - pokażą jakąś tabletkę, płyn, cokolwiek, byle naturalne (JAK tabletka może być naturalna, przecież... a co tam, chrzanić logikę) i lecą jak muchy do... lepu. Nie tylko oni zresztą.

Mowa o suplementach.

Suplementy same w sobie nie są złe. Sama się leczyłam z anemii przy pomocy tabletek z żelazem. Tyle, że lekarz mi kazał. Ale altmed stanowczo przecenia ich możliwości. I jednocześnie nie docenia, bo - powtarzam - chrzanić logikę. Upatrzyłam sobie kilka suplementów, które zamierzam tradycyjnie bezczelnie wyśmiać i rozszarpać. Chciałam więcej, ale jak zwykle się rozpisałam. Ale najpierw rzut oka na teorię:

"Naturalne suplementy diety mają jedną, potężną zaletę. W świecie, w którym niemalże każdy przyjmowany przez nas towar ma coś do czynienia z chemią lub związkami syntetycznymi, one są w pełni naturalne."

Zieeew... Jak to tłumaczyłam Pani Woo w komiksie do Medycyny (ha,ha) Germańskiej, sól kuchenna to też chemia. I pieprz. I woda. I w ogóle wszystko. Ty, drogi czytaczu, jesteś chodzącym i mówiącym zlepkiem związków węgla. Jak się z tym czujesz?

"Podobnie jak inne suplementy, naturalne uzupełniacze diety mogą przyjąć formę płynu, tabletki, bądź proszku."

Nie no, poważnie, sam fakt, że coś ma formę tabletki już podważa jego naturalność. Tabletka, uwaga, na drzewie nie rośnie. W tabletkach bywają związki syntetyczne, którymi nas straszono akapit wyżej (politlenki etylenu - tak, czytam Wikipedię). Chyba, że przyznamy, że wszystko jest chemią i nie ma co świrować, ale wtedy altmed pewnie by upadł, a tak dobrze to nie ma. No dobra, tyle teorii, zobaczmy co ci dobrzy ludzie, którym kompletnie nie zależy na forsie usiłują nam wcisnąć:


Wystąpił w TVN już jakiś czas temu, więc poświęcę mu trochę swojego cennego czasu, którego i tak mam za dużo. (Dziękuję komcionautce za cynk!)

Dostępny w formie tabletek, proszku, soku, a nawet sproszkowanego soku. Według producentów leczy wszystko, problemy skórne, zaparcia i zapobiega rakowi. Prześcigają się w wymianianiu jak największej ilości witamin, minerałów, enzymów i Bór wie czego jeszcze, co te pędy zawierają. Zgadzają się w jednym - tym, co czyni je ołsom jest chlorofil. No, spoko, roślina w końcu, one mają to do siebie, że zawierają chlorofil. Okazuje się jednak, że nie tylko roślinom się przydaje. Na zalinkowanej stronce:

"O jego zbawiennym wpływie na przemianę materii ludzkość dowiedziała się stosunkowo niedawno. Lista pozytywnych efektów przyjmowania chlorofilu jest długa, wśród najważniejszych wymienia się przyśpieszenie przemiany materii, przyśpieszenie spalania tkanki tłuszczowej, zwiększenie liczebności czerwonych krwinek, zapobieganie nowotworom, dostarczanie organizmowi żelaza, zwiększenie zasadowości organizmu, przeciwdziałanie spożywanym toksynom, zwalczanie anemii a także oczyszczanie jelit."

Och, och. Skąd to ludzkość się dowiedziała takich głupot? Znalazłam jeden artykuł, ale jakoś nie krzyczy o wielkim odkryciu. Słabo cytowany zresztą. Anemia... damn, znów muszę płacić, ale z 12 cytowaniami i datą 1936r. nie robiłabym sobie nadziei.  Spalanie tłuszczu... gdzie? I jelita czyści nawet! Altmed uwielbia oczyszczać jelita. Nieważne, że to nie ma sensu, jak coś czyści jelita, to się sprzeda. I zasadzanie organizmu, ofkors. Moje pytanie o to co należy z tym organizmem zrobić - zakwasić, zasadzić czy zobojętnieć - wciąż pozostaje aktualne. Cóż, przynajmniej cena jest przystępna dość, dwadzieścia parę złotych. Ale to dopiero początek, ceny idą w górę...


Edyta: Nowa Alchemia bardziej szczegółowo napisał o chlorofilu. I wie, o czym pisze "nieco" bardziej niż ja.



Zapomnijcie o Noni, teraz na topie jest Acai. Też ładnie brzmi, tak egzotycznie. I ludność "dzika" je to podobno na kilogramy, więc musi być dobre (a co innego mają jeść, przepraszam? Tesco nie majo). Producenci rozpływają się głównie nad jej właściwościami odchudzającymi, antyrakowymi, obniżającymi cholesterol... Podobno zawierają wszystkie witaminy, mikroelementy, więcej białka niż jajko. Rany, można by dojść do wniosku, że nic innego można by już właściwie nie jeść. Aż poszukałam sobie przy pomocy Google Scholar, o dziwo coś (pssst: pismo ma IF factor 3 z hakiem) nawet znalazłam. Rzeczywiście, znaleźli tam sporo flawanoidów, nawet jakieś nieznane, aminokwasy, kwasy tłuszczowe, przede wszystkim oleinowy i palmitynowy, resweratrol nawet, aczkolwiek mało, przeciwutleniacze... No i fajnie, pytanie brzmi - co z tego?

Dla otchłani ważne są przede wszystkim przeciwutleniacze, których w Acai zdaje sie jest od groma i ciut ciut. Bo przeciwutleniacze są fajne jak występują w owocach czy herbacie, ale  jako konserwanty w postaci literek i cyferek na etykietce to już be i fuj. Albowiem chrzanić... brzmię jak zdarta płyta, wiem. To w sumie dość popularny mit, więc czas najwyższy go obalić w cholerę.

Przeciwutleniacze robią karierę, bo ludzie boją sie wolnych rodników. To takie luźno latające cząstki - tu konkretnie, chodzi o reaktywne formy tlenu - o wyższym stopniu utlenienia. Podejrzewane są o powstawanie takich strasznych rzeczy jak rak, choroba Parkinsona, choroba Alzeheimera, a nawet, o zgrozo, starzenie się. Więc to logiczne, że powinno sie jeść coś, co proces utleniania spowolni, prawda? Eee, nie do końca. Organizm sam produkuje enzymy rozprawiające się z tymi rzeczami. A wcale nie należy ich tak bezwzględnie ubijać, bo bywają przydatne w walce z patogenami, chociażby. A już na pewno nie ma sensu przyjmować suplementów z przeciwutleniaczami, bo nie udowodniono, żeby pomagało to na cokolwiek, a może nawet szkodzić.   

Także tego... Jagódki są dostępne w formie tabletek, soczków... co jest bez sensu, bo to wszak nienaturalne. Pewnie nie zabijają, ale też nie wzmocnią na tyle, by było warto wydawać 130zł na flaszkę.


Było na chemii o kwasie mrówkowym? Było. Ale raczej nie dowiedzieliście się wtedy, że to takie dobro, co?

Jest to kolejna rzecz, która jest zła, gdy jest konserwantem, ale cacy gdy kosztuje kupę forsy na jakiejś dziwnej stronie i obiecuje wyleczenie wielu różnych chorób, np. zapalenie wątroby typu B (niech nikt nie mówi antywackom, bo będzie źle). Co jest dziwne, zważywszy, że wyżej stoi napis: "Żaden z opisywanych produktów nie jest lekiem". Bardzo mi się podoba jak producent przeplata brednie na temat energii Qi i pięciu przemian z czymś w rodzaju nauki. Czymś w rodzaju, bo jest mowa o "zwiększaniu ilości DNA i RNA w komórkach". Co?!

Zgadza się, aż stworzyłam gifa.


Nie może też zabraknąć dowodu anegdotycznego w postaci dziadka 98 lat, który jeździ na rowerze. Owszem, imponujące, ale niektórzy już tak mają. Okazuje się, że mrówki zawierają dużo cynku. Nie wnikam. Skoro tak, to może taniej i naturalniej wyjdzie iść je wyjadać prosto z mrowiska? Wracając do samego kwasu: ok, na reumatyzm faktycznie się toto stosuje... ale zewnętrznie, na litość Borską. Jedzenie go w czystej postaci nie wydaje mi się najlepszym pomysłem na świecie, a pisze to osoba, która zeżarła na ognisku niemytego grzyba prosto z lasu (przebij to, altmedzie). Zwłaszcza, że to, co widać pod słowem "skład" nie uspokaja za bardzo:

  • "proszek z czarnych mrówek z gór Changbai jest bardzo bogaty w substancje odżywcze" - a nasze polskie to co, gorsze?
  • "Posiada duże ilości witamin B1,B2, B12, C, D, E" - co to znaczy duże ilości? Ile % czego? Ja chcę wiedzieć te rzeczy! (zakładając, że to prawda, bo śmiem wątpić)
  • "mrówki zawierają więcej niż 42% białek i dostarczają 8 podstawowych aminokwasów" - przekonaliście mnie. Idę szukać mrowisk, bo nie mam pieniędzy. Mogłabym co prawda zjeść jajko, ale to będzie za mało tró.
  • "Zawierają enzymy i aktywne substancje biologiczne" - enzymy to wymysł raw food, o ile zdołałam się dowiedzieć. Proszek z mrówek pod niego chyba nie podchodzi. Co innego surowa, żywa mrówka. Nie, ja też nie wiem, po co jeść enzymy, skoro mamy własne.

"Aldehydy zawarte w mrówkach mają silniejsze działanie niż żeń szeń." - nie aldehydy, tylko aldehyd. Mrówkowy. Jeśli już, bo w nazwie stoi kwas jak byk. To ja już nie wiem, co tu jest, poddaję się. A nie będę wydawać niecałych 400 zł żeby zobaczyć oficjalną etykietkę. I tak już mi się to wszystko nie podoba. No i gdzie ten cynk, o którym się tak rozpisywaliście?


Kwas askorbinowy zawsze w modzie. Jej lecznicze właściwości to mit, w którym tkwimy od małego: kto w chorobie nie sięgnął nigdy po Rutinoscorbin, niech pierwszy rzuci kamieniem. Niestety, Otchłań jak zwykle przegina pałę: gdzieś widziałam komcia, że witaminą C da się wyleczyć raka, polio i ebolę. A AIDS nie łaska? Oczywiście powołują się na odkrycia Linusa Paulinga. Zaiste, wielkim chemikiem był, ale ta konkretna teoria to był niestety epic fail. Napiszę dużymi literkami - uwaga, nadciąga masło maślane:

WITAMINA C LECZY TYLKO I WYŁĄCZNIE SZKORBUT, KTÓRY JEST WYWOŁANY NIEDOBOREM WITAMINY C.  TAK JAK ANEMIA JEST NIEDOBOREM ŻELAZA.

Ale dla Otchłani to wciąż za mało. Pogardzili Rutinoscorbinem i wciskają ludziom swoją własną, lepszą witaminę C, która jest lewoskrętna. No to hop...

"Człowiek niestety, nie potrafi wytworzyć tak jak większość ssaków w swoim organizmie witaminy C. My musimy wykorzystywać źródła żywieniowe."- Kłamstwo. Jaka znowu większość? Tylko człowiek, kilka gatunków nietoperzy i świnka morska nie potrafią wytwarzać kwasu askorbinowego.
Blogasek bez słodkich zwierzątek nie istnieje. Świnka moja. Nie ma już jej z nami, niestety.

"Naturalna witamina C różni się od syntetycznej wit. C zasadniczo, gdyż jest zbudowana lewoskrętnie. tak jak wszystko co żywe i naturalne. Syntetyczna witamina C kwas askorbinowy jest związkiem chemicznym o budowie prawoskrętnej. Jako syntetyk, trudniej się przyswaja i może powodować odkładanie złogów w nerkach." Dawno nic z South Park nie było, no nie?


Po pierwsze: Bzdura. Natura, jeśli już, preferuje prawoskrętność. Taka helisa DNA zawsze się zwija w prawo.

Po drugie: Mam zagwozdkę, czy im chodzi o konfiguracje L i D, czy o izomerię optyczną. Jeśli o to pierwsze, to polecam zerknąć tu (rozdział 4). Początkowo faktycznie wyszedł im kwas D-askorbinowy, czyli miał po prostu grupę OH po złej stronie (tak łopatologicznie rzecz ujmując). Zrozumieli jednak swój błąd i udało im się wyprodukować L-kwas askorbinowy, jak Matka Natura każe.

A jeśli chodziło im o izomerię (bo zarówno cząstki D jak i L mogą być "prawo-" lub "lewoskrętne"), to, jeśli dobrze rozumiem ciocię Wikipedię, chodzi tu tylko o to, w którą stronę cząstka skręca światło.* Czy to naprawdę jest takie istotne gdy mówimy o wchłanianiu przez organizm?

Po trzecie:  Mogę się zgodzić, że taki Rutinoscorbin łatwiej jest przedawkować, co rzeczywiście może prowadzić do powstania kamieni nerkowych. Ale wystarczy nie przesadzać z ilością (wbrew temu, co producent zaleca) i możemy odetchnąć z ulgą.


Edyta: Ponieważ jestem tylko nędznym plastykiem, zrobiło się małe zamieszanie w kwestii tej skręcalności światła. Uściślijmy więc: Jak prawi Globalny Śmietnik w komentarzach, stereoizomeria polegająca na istnieniu form L oraz D to chiralność. Istnieją jednakowoż enancjomery, czyli izomery chiralne różniące się skręcalnością światła.


Ale jedno pozostaje: syntetyczny i naturalny kwas askorbinowy są - obecnie - identyczne pod względem chiralności ( a to - znów, komentarze - jak widać jednak ma znaczenie). Więc Otchłań tak czy siak ściemnia bardziej. Ech, okazuje się, że piątka z chemii to za mało, żeby uchodzić za eksperta. No kto by się spodziewał, myślałam, że mogę iść już doktorat robić... Ale poważnie, jestem naprawdę bardzo wdzięczna za poprawki. W końcu o naukę tu chodzi.   


Pozdrawiam niemieckiego homeopatę, którego ksiunszkę się tu cytuje. Już z kawałkiem jednej się użerałam, nie chcę robić tego jeszcze raz...



Inspiracją do napisania tej noci był komentarz na funpage'u (pozdrawiam, Luke!), że są geniusze, którzy twierdzą, iż ziołowe suplementy są fajniejsze, bo na ulotkach nie ma ostrzeżeń. To bardzo niedobrze, że nie ma. To znaczy, że nikt ich nie badał, bo po co, to tylko ziółka, nie zaszkodzą. A potem substancja aktywna wejdzie w niefajną interakcję z jakimś lekiem, który człowiek przyjmuje i robi się nieciekawie. Że już nie wspomnę, że może w nich być wcale nie to, co powinno.


Najlepszy był tekst na stronie jednego z producentów: "Świat, zrażony do leków syntetycznych, zwraca się do naturalnych środków leczniczych - ziół i leków z nich przyrządzonych. Takie właśnie produkty oferuje firma X." (nie piszę nazwy, bo jeszcze mi się oberwie czy cuś). Czy tylko ja bym to przetłumaczyła jako: "Ludzie nagle obrazili się na medycynę, więc trochę się wzbogacimy ich kosztem"? 

25 komentarzy:

  1. Bardzo fajny wpis, chociaż za kilka miesięcy pewnie będzie artykuł na kolejną notkę, bo te suplementy mają krótki okres fascynacji nimi.. Z podobnych cudów przypomniały mi się jagody goi, które też są polecane jako panaceum na wszystko, z realnych wartości mają trochę witaminy C, a żeby dodać smaczku,to pod nazwą jagody goi są sprzedawane owoce dwóch odmian tej samej roślinki, z czego jedna odmiana jest niestety szkodliwa. I w sumie cała obsesja na punkcie suplementów pokazuje jak nastawiony na zysk jest altmed - przecież można spożywać wszystkie witaminy w odpowiednich ilościach i bez sprzyjania Big Pharmie, wystarczy dokładnie przemyśleć swój jadłospis. Ale po co jeść kilogram jabłek, suszone mrówki lepsze (po droższe). Natomiast co do badań ziółek - o ile ich wytwórcy nie piszą nic konkretnego, o tyle wczytując sie w ulotki leków można się dowiedzieć, że część z nich źle reaguje z różnymi ziołami (np. lepiej nie mieszać dziurawca z antydepresntami).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kolei dziurawiec może upośledzać działanie antykoncepcji hormonalnej. Starałam się w notce zawrzeć rzeczy popularne (acai) oraz te, które zniszczyły mi mózg (te mrówki...). Prawdopodobnie druga część będzie, bo zaiste suplementów cała masa.

      Usuń
  2. Bardzo fajne wpisy ale muszę odnieść się do witaminy C...ma ona istotne znaczenie dla odporności organizmu, jednak przy normalnej diecie zdrowy człowiek nie musi jej suplementować. Co do skrętności to chyba jednak koleżanka do końca nie rozumie o co w tym chodzi. ;) Natura wcale nie preferuje form "prawych", owszem helisy kwasów nukleinowych są w większości prawoskrętne - piszę w większości gdyż forma Z-DNA występująca w miejscach aktywnych transkrypcyjnie (czyli takich, które są często odczytywane w celu przekazania informacji genetycznej na RNA oraz syntezy białek) jest lewoskrętna. Podobnie z aminokwasami - w większości organizmów żywych jako budulec białek występują wyłącznie L-aminokwasy (wyjątkiem jest oczywiście glicyna oraz pewne białka tworzące ściany komórkowe bakterii). Białko złożone z chiralnych cząsteczek będzie chiralne, enzymy są białkami a ich miejsca aktywne pasują do substratów jak ręka do rękawiczki, jeśli substrat i/lub produkt wykazują chiralność (tworzą formy lewe i prawe), to enzym będzie w stanie wyprodukować tylko jedna formę, w przypadku witaminy C będzie to forma "lewa" bo w przypadku enzymów, które produkują witaminę C rękawiczka jest lewa, więc tylko "lewa" witamina będzie produkowana i taka też będzie wykorzystywana przez organizm. Kiedyś na skalę przemysłową syntetyzowano witaminę C bez udziału enzymów, więc powstawały mieszaniny formy lewej i prawej, z czego wyłącznie lewa jest przyswajana więc można powiedzieć, że takie syntetyczne suplementy były o wiele mniej przyswajalne niż "naturalne". Warto jednak zauważyć że zarówno forma D jak i L działają jako antyutleniacze (gdyż proces niwelowania wolnych rodników przez witaminę C nie jest enzymatyczny). Ten problem usunięto poprzez produkcję witaminy C przez organizmy żywe w bioreaktorach.

    Teraz wypada mi wytłumaczyć o co chodzi z tą czynnością optyczną i formami...otóż to że jakaś forma jest D wcale nie znaczy że skręca światło w prawo. Ona jest D lub L gdyż strukturalnie (przy atomie węgla warunkującym chiralność) jest podobna do wzorca formy D i L tj. aldehydu glicerynowego, zwłaszcza jeśli chodzi o położenie grupy OH (te co mają po prawej stronie to są D a po lewej L). Zdolność do skręcania spolaryzowanego światła w prawo lub lewo oznaczamy znakiem + dla prawej strony i - dla lewej. Np. kwas winowy w formie L jest tak naprawdę kwasem L(+)-winowym tj. skręca światło spolaryzowane w prawo.

    Odpowiadając więc na Koleżanki pytanie:
    > Czy to naprawdę jest takie istotne gdy mówimy o wchłanianiu przez organizm?

    Tak, jest to fundamentalne dla każdego procesu, w którym biorą udział białka, czyli dla większości procesów. Dla wchłaniania a więc transportu witaminy C oraz jej metabolizmu konieczne są białka (przenośniki, enzymy, receptory).

    Na pewno nie trzeba przekonywać tych, którzy kiedyś próbowali ubrać lewy but na prawą nogę. :)

    Pozdrawiam,

    Zuzanna K. Filutowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wyczerpujący komentarz :) O, nawet imię dzielimy :D
      Fakt, jestem tylko plastykiem, który podpiera się Wikipedią i Scholarem.... Na pewno nie ogarniam tego dobrze jak Pani, jednakowoż nie twierdzę, że formy L I D nie mają znaczenia. Pewnie mają. Ale zarówno naturalna jak I syntetyczna witamina C są L I w linku Do wiki, który tam podałam stoi, że "skręcalność optyczna nie jest odpowiednikiem konfiguracji względnej tzn. różne związki o konfiguracji D mogą być "prawoskrętne" oraz "lewoskrętne" podobnie izomery L". Szlag, może poplątałam pojęcia czy coś...

      Usuń
    2. Nauka nie jest wiedza tajemną zarezerwowaną tylko dla naukowców z tytułami tylko dla ludzi, którzy wykażą się odpowiednią wnikliwością, zdrowym rozsądkiem i chęcią, tak więc nie widzę powodu by plastyk nie mógł jej zgłębiać z dobrym efektem. ;) Nie polecałabym jednak Wikipedii jako źródła informacji, gdyż wiele "faktów" naukowych jest tam wynikiem demokratycznych głosowań i widzimisię edytorów. Nigdzie nie sugerowałam, że Koleżanka napisała iż formy D i L nie mają znaczenia. Starałam się odpowiedzieć na postawione przez Koleżankę pytanie "Czy to naprawdę jest takie istotne gdy mówimy o wchłanianiu przez organizm?". Co do skrętności to niestety samo, powszechnie używane pojęcie "lewoskrętny" dla formy L i "prawoskrętny" dla formy D jest nieco mylące, jest to zaszłość historyczna - bierze się stąd że w przypadku aldehydu glicerynowego forma L skręca światło spolaryzowane w lewo a forma D w prawo. Z tego powodu w nowszej literaturze używa się raczej stwierdzeń anomer/forma L/D.

      Usuń
    3. Okej, ale Pani twierdzi, że D i L ma to znaczenie i ja pani wierzę, bo - wbrew nazwie blogaska - nie chciałabym nigdy twierdzić, że wiem lepiej nawet jeśli przeczytałam jakiś artykuł naukowy :) Po prostu miałam zagwozdkę: domyślam się, że altmedom chodziło właśnie o L i D (naturalna I syntetyk to obecnie L, tu sie chyba zgodzimy) ale to zdanie w wiki mnie zaniepokoiło, więc - żeby nie było, że jakiś altmed wlezie I mi walnie tym zdaniem po oczach - zalinkowałam, zacytowałam starałam się "na chłopski rozum" przełożyć, o co chodzi, a przynajmniej jak ja to rozumiem. Ale może faktycznie lepiej usunąć ten fragment... sama nie wiem już... Tak czy siak, kolejny raz dziękuję za uwagi :)

      Usuń
    4. Nie bardzo rozumiem w czym problem. :)
      > to, jeśli dobrze rozumiem ciocię Wikipedię, chodzi tu tylko o to, w którą stronę cząstka skręca światło. Czy to naprawdę jest takie istotne gdy mówimy o wchłanianiu przez organizm?

      Mówiąc D i L nie chodzi nam o to, w którą stronę cząsteczka skręca światło, ale nazywa się takie formy prawo lub lewoskrętnymi (nie powinno się bo jest to mylące) tak więc to co piszą w Wikipedii jest prawdą. Tak więc to, w którą stronę cząsteczka skręca światło ważne nie jest, ważna jest jej konfiguracja względna tj. D lub L. Może faktycznie trochę niejasno to wcześniej wyjaśniłam.

      Usuń
    5. Platyna
      Witamina C syntetyczna to kwas L-askorbinowy, taki sam jak naturalny. Produkuje się ją z glukozy bez inwersji konfiguracji. Każdy preparat który został opatrzony nazwą "witamina C" lub "kwas askorbinowy" ma taką konfigurację. Bierze się to stąd że obie nazwy są zarezerwowane dla kwasu-L-askorbinowego; kwas D-askorbinowy jest nazywany kwasem erytrobowym lub izoaskorbinowym. I przepisy mówią że D-izomeru nie można określać nazwą L-izomeru - właśnie po to aby się nie myliło.

      Co do wchłaniania - oba izomery mają identyczną przyswajalność co wiąże się z tym że rolę we wchłanianiu odgrywa też bierna dyfuzja, kwas erytorbowy dodatkowo wykazuje specyficzną właściwość poprawiania wchłaniania żelaza, większą od askorbinowego.

      Usuń
    6. Chodzi głównie o jedną rzecz: czy to co twierdzi Wiki - że zarówno L jak i D mogą sobie skręcać światło w którą stronę im się podoba - to bzdura? A jeśli nie, to czy forma L, dajmy na to "lewoskrętna" czymkolwiek się różni przy wchłanianiu do organizmu od "prawoskrętnej"?

      Usuń
    7. "czy to co twierdzi Wiki - że zarówno L jak i D mogą sobie skręcać światło w którą stronę im się podoba - to bzdura?" W wolnej chwili przedrę się przez tą Wiki i jak trzeba poprawię (Miggawka prowadząca blog naukowy jest redaktorem, to mam nadzieję zatwierdzi).

      Prawda jest taka: Związki chemiczne mogą mieć swoje stereoizomery, różniące się nie składem, nawet nie kolejnością w łańcuchu, tylko właśnie położeniem przestrzennym. Stereoizomerię związków organicznych określamy (jak napisała Platyna) poprzez porównanie z aldehydem glicerolowym, jako L i D. Taka konwencja nazewnicza.

      Teraz skręcanie światła: Niektóre związki mają izomery różniące się skręcalnością światła, jest ona warunkowana właśnie stereoizomerią. Ale uwaga - nie jest to mechaniczne przełożenie przyjętej przez nas konwencji. Niektóre związki D są lewoskrętne (jak kwas winowy).

      Teraz wchłanialność: Nie wiem, czy zamiast słowa wchłanialność nie chciałaś powiedzieć aktywność biologiczna. Aktywność biologiczna akurat kwasu askorbinowego zależy od stereoizomerii, ze względu na budowę enzymów. Ponieważ skręcalność światła też zależy od stereoizomerii, można powiedzieć, że aktywność jest skorelowana ze skręcalnością (ale nie jest to związek przyczynowo-skutkowy, związek przyczynowo skutkowy jest ze stereoizomerią).

      Dalej o wchłanialności: Niektóre związki wchłaniają się biernie, wtedy ich wchłanianie nie zależy od stereiozomerii, niektóre poprzez dedykowane białka przenośnikowe, wtedy wchłanianie zależy od stereoizomerii, niektóre tak i tak. Do tych ostatnich należy kwas askorbinowy, podając stereoizomer D i L wchłonie się też trochę pierwszego. Co z nim dalej się stanie? Dostanie się do kanalików nerkowych razem z tzw moczem pierwotnym i nie zostanie zreabsorbowany (skład moczu pierwotnego odpowiada składowi surowicy krwi, potem nerki reabsorbują z powrotem co trzeba), odpłynie z sikami.

      Usuń
    8. Acha, jeszcze uzupełnienie: Stereoizomerię polegającą na istnieniu form D i L nazywamy diastereoizomerią.

      Istnieją inne typy stereoizomerii.

      Izomery różniące się skręcalnością światła to enancjomery.

      Skręcalność światła (istnienie enancjomerów) jest związana z diastereoizomerią, ale też z innymi formami stereoizomerii.

      Z tego co się zorientowałem, w angielskiej wiki jest to tłumaczone prawidłowo.
      http://en.wikipedia.org/wiki/Stereoisomerism#Enantiomers

      Usuń
    9. O o o o wszystko pokręciłem w ostatnim poście, sorry nieuwaga, powinno być następująco:

      Stereoizomerię polegające na istnieniu form D i L nazywamy chiralnością,

      Istnieją inne typy stereoizomerii

      Izomery chiralne różniące się skręcalnością światła to enancjomery

      Skręcalność światła jest związane z istnieniem enancjomerów, ale też innych form stereoizomerii (np diastereoizomery)

      Usuń
    10. Aha. Okej. Już wiem! Leci edyta. Bardzo dziękuję za uwagi. I jestem zaszczycona odwiedzinami tak inteligentnych ludzi na tym raczkującym blogasku :) spodziewałam się trolli z otchłani w pierwszej kolejności. Cieszmy się, póki możemy...

      Usuń
    11. @Kuba Grom: syntetyczna witamina nigdy nie będzie tylko L lub D, chiralne musi być robione przez chiralne. Jako syntetyczną rozumiem powstałą w procesie syntezy chemicznej bez udziału organizmów żywych. Masz rację - obecnie sprzedawana witamina C jest formą L i nie jest ona syntetyczna - jest produkowana przez organizmy żywe w bioreaktorach.

      @Sami Chan @Globalny Śmietnik: tak jak pisałam, skręcalność nie zależy od konfiguracji względnej. ;) D może skręcać światło w lewo...ale warto dodać że dla określonego związku określony enancjomer zawsze będzie skręcał światło w tę samą stronę (w lewo lub w prawo).

      W każdym razie bardzo dobra inicjatywa i jak na laika bardzo dobrze napisane, gratuluję. :)

      Usuń
  3. Kiedyś napisałem artykuł o tym chlorofilu:
    http://nowaalchemia.blogspot.com/2011/11/szpinak-w-zyach.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O. Przy riserczu nie znalazłam, a szkoda. Mogłabym zalinkować prosto w poście?

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ale altmed stanowczo przecenia ich możliwości. I jednocześnie nie docenia..." - ano tak, niestety nie tylko altmed. Moja mama miała szczęście chodzić do lekarza, który lekami zarzucał ją na potęgę, ale w zioła "nie wierzył". Coś w stylu: a niech sobie pani bierze, przecież to i tak nie działa. A tu nie dość, że może zadziałać w obie strony to jeszcze nie do końca przewidywalnie, bo ile jest substancji czynnej/czynnych to zależy od konkretnej roślinki, ile słoneczka na nią świeciło, w jakiej glebie rosła, jaka temperatura była w tym czasie a nawet czy ją jakiś zwierzak podgryzał.
      Przejrzałam pudełka z ziołami (nasiona kopru, rumianek, melisa). Na koprze z Kawonu są ostrzeżenia, chyba miałam rumianek, na którym były, ale na tym (Herbapol) nie ma.
      (Mała uwaga do tekstu jeszcze: anemia nie jest niedoborem żelaza tylko może być przezeń spowodowana.)

      Usuń
    2. O cholera, rzeczywiście. Dziękuję za czujność! Ekhm... ale może niech już zostanie jako skrót myślowy, w aktualnej notce sprostowałam. Ano, niestety, nawet lekarze mogą się nie znać :( Szerzej o tym pisała szanowna Sporothrix: https://sporothrix.wordpress.com/2010/12/29/niekonwencjonalne-%E2%89%A0-naturalne-%E2%89%A0-bezpieczne/ :)

      Usuń
  5. Wszystko ok, ale ja również nie mogę się zgodzić co do witaminy C. Jest bardzo potrzebna dla naszego organizmu. Silny przeciwutleniacz wspomagający naszą odporność i chroniący przed wolnymi rodnikami bierze udział w około 4000 procesów w naszym organizmie ;) Czy leczy raka? W Meksyku są kliniki prowadzące terapię witaminą C - nawet 250 000 mg/dobę. Czy działa - nie wiem, nie byłem, nie widziałem. Abstrahując od tematu - bardzo podobają mi się poruszane tematy na blogu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano jest potrzebna, czy ja twierdzę, że nie? A o przeciwutleniaczach, wolnymi rodnikach i zmiataczach napisał wyżej u siebie kolega Globalny Śmietnik. Poza tym podałam źródła do badań nad suplementami z przeciwutleniaczami i ekhem... Nic. A podawanie tak dużych dawek witaminy C jest raczej szkodliwe niż pomocne, raka toto nie wyleczy na pewno... Ja równiez pozdrawiam :)

      Usuń
    2. A no jest, umknęło mi bo przyznam, że nie chciało mi się czytać wszystkich komentarzy :D Myślę, że nie szkodzą. LD50 dla szczurów wynosi 11,9g/kg masy ciała. A jak nie szkodzi i nawet gdyby to był efekt placebo to każdy jest dorosły i wybiera swoją własną drogę. Wiara czyni cuda, ale to temat na inną dyskusję. Żeby nie było, że się chcę kłócić czy coś - jakby mi się nie podobało u Ciebie to bym nie pozdrawiał ;)

      Usuń
  6. Jest potrzebna, ale trudno o jej niedobór nawet przy marnej diecie, nawet jak ktoś je ze 30% tej ilości owoców i warzyw jaka jest zalecana w normalnej diecie, to już starczy żeby nie mieć niedoboru. A od przyjmowania większych ilości nie będzie się zdrowszym. Częścią problemu altmedu jest nieakceptowanie tego, że nie można być "zdrowszym niż zdrowy": ktoś z prawidłową odpornością żadnymi ilościami witamin jej nie wzmocni, tylko nerki umęczy. Tak samo, jak ktoś kto nie ma anemii z niedoboru żelaza nie będzie silniejszy od przyjmowania tabletek z tym pierwiastkiem. Ktoś kto ma zdrowe kości nie będzie mieć ich 3 razy mocniejszych niż wszyscy wokół dzięki zżeraniu trzykrotnej zalecanej dawki wapnia w tabletkach. Z witaminą C jest dokładnie tak samo, jest jej potrzebne tylko trochę, bodaj 60 czy 70mg, a niektóre altmedowe tabletki mają nawet 1000mg. Jak dostarczysz za dużo, to tylko przysparzasz organizmowi problemu z wydaleniem tego nadmiaru. Tak, witamina C jest ważna dla funkcjonowania organizmu, ale dostarczanie jej więcej niż potrzeba jest szkodliwe i pozbawione sensu. Ja wiem, że jest ogromny popyt na rzeczy "ogólnie wzmacniające", "poprawiające odporność" itp., ale współczesna medycyna nic takiego nie zna. Suplementy i witaminy też nic takiego nie robią, o zgrozo nie istnieje nawet żadna dieta która by była jeszcze zdrowsza od normalnej zdrowej diety. Część altmedu jest dla ludzi którzy są zdrowi, ale chcą sobie zaklepać jakąś gwarancję na bycie jeszcze zdrowszymi..

    OdpowiedzUsuń
  7. Po tych przykładach widać, jaki biznes kręci się wokół altmedu. Można jeść polską żurawinę, można robić koktajle ze szpinaku, który jest tani, dodawać do jedzenie słonecznik i dynię itp., ale po co, skoro można kupić za ciężki hajs suche pestki z drugiego końca świata, bo w filmach z żółtymi napisami powiedzieli, ze leczą raka...

    OdpowiedzUsuń

Podobnie jak wszelkiej innej nauki alternatywnej, nie toleruję ortografii alternatywnej. Literówka czy zabłąkany przecinek - spoko, ale komcie wypalające oczy nie będą tolerowane.