poniedziałek, 26 stycznia 2015

Złoty deszcz... wyleczy co chcesz

Za dużo uwagi poświęciłam już antyszczepionkowcom. Dlatego dzisiaj zajmiemy się bodaj największym paradoksem altmedu. Będzie obrzydliwie. Ale i śmiesznie (SJP, co to znaczy, że to nie są synonimy?!).
Image and video hosting by TinyPic

 

Nie udało mi się niestety ustalić, kto to właściwie wymyślił. Podejrzanie mi wygląda Giennadij Małachow, bo napisał o tym książkę (i wiele innych), ale mógł to być dowolny inny naturopata (kocham to słowo. Naturalny psychopata). Poza tym, ofkors: "Jest to starożytna (...) wiedza o leczeniu organizmu człowieka za pomocą własnej uryny. Temat ten pojawiał się w wielu starożytnych księgach, m.in w Mahabharacie, Biblii, a najstarszym i najobszerniejszym dziełem dotyczącym urynoterapii jest "Siwambukalpa". (...) Opisany jest dialog między bogiem Śiwą, i jego żoną Parwati, na temat prawidłowego stosowania urynoterapii."   Taak, wszyscy tak robili, tylko człowiek cywilizowany już nie, bo jest zmanipulowany przez koncerny. Stara śpiewka. A skoro wspomina o tym Biblia, to "złoty deszcz" jest klasyfikowany jako "po bożemu" i nie trzeba go wspominać przy spowiedzi? Tyle pytań...

Dylematy religijne na bok, poczytajmy, o co chodzi:

"Natura tak nas zaopatrzyła, że wszystko co potrzebne mamy w zasięgu ręki." - nieprawda, natura nie stworzyła Internetu :D

"Nie trzeba daleko szukać leku na nasze dolegliwości - najlepszy i najbezpieczniejszy produkujemy sami. To nasz mocz." - ale jaki to ma sens? Po co zdrowy organizm miałby wydalać coś, co mu jest potrzebne? Z krwią w moczu to się do lekarza idzie... oh wait.

"Mocz wywiera bardzo silny wpływ na cały organizm, jest to uniwersalny środek, którym można wyleczyć praktycznie prawie wszystko." - Zwłaszcza brak wrażeń w życiu. Nie mówiłam, że im się nudzi? Oczywiście, badań klinicznych ani widu ani słychu. No bo kogo by obchodziły takie szczegóły, phi.

"Urynę można stosować w każdym wieku ale w wieku starszym, kiedy środowisko organizmu jest bardziej zasadowe i organizm zaczyna gnić od środka, urynoterapia przestawia organizm w stronę kwaśnego środowiska i efekty bywają najbardziej spektakularne." - Ee... chodzi o pH krwi? Bo optymalne to zdaje się 7,35-7,45. W sumie obojętne, ale bardziej w kierunku zasady, jeśli już. Jakakolwiek żadna skrajność zaiste zbyt zdrowa nie jest, ale nie widzę wiarygodnych danych, jakoby stężenie zasad na starość ulegało podwyższeniu... bo tak. I dlaczego się od tego gnije? Myślałam, że gnicie to raczej po śmierci (chyba, że mamy do czynienia z martwicą tkanek czy zgorzelą, ale obie te rzeczy są wywołane przez zakażenia albo inne niefajne czynniki... i mocz tu nie pomoże, co najwyżej amputacja).  Wychodzi na to, że urynoterapia wskrzesza umarłych. Chwila. Skoro mówi o tym Biblia... must... resist... joke...

"Smak uryny uwarunkowany jest naszą dietą - im mniej soli, cukru, oczyszczonej mąki, białka, przetworzonej i konserwowanej żywności spożytym nasz mocz będzie miał lepszy smak i lepsze właściwości. Im więcej w naszej diecie świeżych owoców i warzyw tym również łatwiej będzie ten mocz wypić." - wierzę na słowo. Nie mam jak zweryfikować, bo chyba nikt takich rzeczy nie badał.

"Należy pamiętać że gdy zaczyna się przyjmować urynę wewnętrznie może wystąpić tzw. reakcja ozdrowieńcza. Śluz i substancje patologiczne z przewodu pokarmowego zaczynają się odrywać i następuje ich usuwanie." - ej, nieładnie tak ściągać od koleżanki homeopatii. I mnie wcale nie dziwi, że śluz i substancje patologiczne(?) z przewodu pokarmowego będą się odrywać. My, cywilizacja śmierci, mówimy na to: rzyganie.


"Zwolennicy urynoterapii uważają, że zawiera on wiele niezwykle korzystnych dla organizmu substancji tj. witaminy, hormony i enzymy, minerały i inne pożyteczne składniki" - A ci, którzy uważali na biologii, wiedzą, że to głównie woda, produkty przemian metabolicznych... owszem, sole mineralne niewykorzystane przez organizm też. A co się stanie, gdy się to wypije? Brawo, znów zostaną wydalone (chyba, że równocześnie głodujesz, to wtedy robisz sobie jeszcze większą krzywdę... szczegóły poniżej). I po co właściwie pić mocz, skoro jest tyle innych fajnych źródeł? Woda mineralna, żeby daleko nie szukać? Zwłaszcza altmed powinien wiedzieć z tymi swoimi soczkami Noni.

"wielką siłą leczniczą moczu oznacza się też mocznik o działaniu przeciwbakteryjnym i przeciwnowotworowym." - co najwyżej silnie nawilżającym i lekko złuszczającym (w co swoją drogą też wątpię, ale niech już będzie...).

"Można spotkać się z twierdzeniem, że leczą również substancje toksyczne, znajdujące się w niewielkich ilościach w moczu, które mają działanie zbliżone do leków homeopatycznych" - AHAHAHAHA! To miłe, gdy metoda sama przyznaje, że nie działa.

Dobra, wróćmy do stronki poprzedniej, bo na tej nuda:

"Po przejściu przez cały organizm jest ponownie tworzony w nerkach oczyszczając tkankę nerkową a następnie zostaje wydalony." - ciekawe, dlaczego. Te nerki to jakieś gÓpie so, nie wiedzo, co dobre.

 "Dzięki swoim właściwościom zakwaszającym mocz tłumi procesy rozkładu i stany zapalne i regeneruje zniszczone tkanki." - Aha, wszystko jasne. A czemu według innych szarlatanów to właśnie zakwaszenie jest przyczyną wszelkich problemów? Komu ufać? Trzeba się zakwasić, odkwasić, zasadzić, czy może zakwasić a potem zasadzić i gratulacje, jesteś obojętny chemicznie? W sumie większość altmedowców jest w istocie obojętna chemicznie. Bardzo. Szczegóły poniżej.

Dalej mamy barwny opis okładów z moczu i glinki, płukanie ust, nosa, uszu, pochwy (w sumie dziwne, że nie), masaże i oczywiście, lewatywy z moczu - z dwojga złego lepiej w tę stronę!

Image and video hosting by TinyPic
Posłuchajmy zadowolonych użytkowników:

"Natomiast uryna w czasie głodówki ma przyspieszyć zakwaszenie i stwarza bardziej surowe warunki dla oczyszczania organizmu przez co oczyszcza się szybciej, mocniej itp." - Ożesz fak. Głodówka ORAZ picie sików? Pani na pustyni utknęła? Nawet survivalowcy uważają, że picie moczu to ostateczna ostateczność. Z każdym kolejnym razem w moczu jest coraz więcej syfu. Można się niewydolności nerek nabawić.

"mocz jest o wiele lepszym rozpuszczlnikiem niż woda" - wolę etanol. A jeszcze lepszy kwas siarkowy, co się będziemy ograniczać.

"czyli o wiele skuteczniej oczyszcza organizm, wzmacnia nerki i czyści stawy." - nerki, jakby miały świadomość, zastanawiałyby się po cholerę filtrują to samo po raz n-ty i czego właściciel od nich oczekuje. Już lepiej je przepłukać roztworem z 5% etanolu, jeśli już... I jak to ma czyścić stawy? Z czego? Z mazi stawowej? To akurat niewskazane (podejrzewam, ze autorowi się po prostu słowa poprzestawiały, ale i tak nie miałoby to grama sensu).

"... moja propozycja... swiadomie (wbrew sobie) weź wdech nad szklanką z moczem... i wczuj sie w to, co zapach Twojego moczu w Tobie wywołuje... " - ee, bełta. Liczy się?

"Potem się zastanów nad ewentualnymi przyczynami  "nielubieniasiebie"..." - świetna rada. Naprawdę, nie żartuję. Dlaczego tak bardzo siebie nie lubisz, że zmuszasz się do picia własnego moczu? W imię czego? Za co? Podświadoma chęć ukarania się? Może dobry psycholog mógłby pomóc... to tylko taka nieśmiała sugestia... zwłaszcza, że później piszesz coś takiego:

"Przełom kwaśniczy przyszedł tym razem szybciej niż poprzednio- 5-6 doba- w 5 dobie przyjęłam jeszcze poranną dawkę- ale zmniejszoną- nie dałam rady więcej niż może ze 100 ml. (kwas z goryczą bardzo zagęszczony )
Wczoraj w ogóle nie zamierzałam- suchy dzień- ale wzięłam "na język" masakra-przełom na 100 %"

No to może... Przestań?! Przełom kwasiczny, Borze świerkowy. To cudo zostało wymyślone przez jakiegoś idiotę, co sobie wymyślił "lecznicze głodówki". Nad tym geniuszem się chyba jeszcze poznęcam. Grunt, że najprawdopodobniej chodzi tu o śmiertelnie niebezpieczną kwasicę metaboliczną. Mocz tu raczej nie pomoże, prędzej pogorszy. Niech mi jeszcze ktoś powie, że pseudomedycyna naturalna jest taaaaaka zajebiście bezpieczna i niiiiiiiiiic nie szkodzi, to pogryzę.

Jest tego jeszcze więcej, pojawiają się nowoczesne teorie chemii alternatywnej, strukturyzowana woda w moczu tworzona z miceli będąca nośnikiem energii i jak to pomaga skontaktować się ze swoim wewnętrznym duchem (nie wiem, co brał autor wypowiedzi, ale chcę to samo... ee, w wersji nieprzetworzonej), tragedie rodzinne i wiele innych ciekawych rzeczy.

Obawiam się, że ta cud-metoda ostatnio jakby przybiera na popularności. Na tzw. "babskich" forach (w ogóle mam dziwne wrażenie, że w altmedzie wszelkiej maści przodują kobiety, ale może to tylko złudzenie, mam nadzieję, że to tylko złudzenie) często pojawia się stwierdzenie typu: "przecież dają mocznik do kremów itp. to coś w tym jest, nie?". Ekhm, yes, but no. Nikt normalny w żadnej firmie nie pozyskuje mocznika z moczu, tylko otrzymują go syntetycznie (ale i tak nie kupię nic, co go zawiera, bo źle się kojarzy). Chociaż, jak wiadomo, syntetyczne jest gorsze, nawet sól, bo wtedy jest prawoskrętna (Miskidomleka, dziękuję, że zachowałeś dyskusję dla potomnych). Inni przypisują "dobroczynne właściwości" amoniakowi... Yyy, ale włosy to niszczy (tak, niszczy i w ogóle jest dość toksyczny)? Stary, nie ogarniam tej kuwety.

Ale tak serio, to jest przerażające. Jak bardzo ludzki umysł potrafi się zakręcić na tak totalnej głupocie. Nie wiem, musieliby mi bardzo dużo zapłacić albo musiałabym faktycznie się zagubić na pustyni, żeby jednorazowo zdobyć się na takie coś. A niektórzy robią to dobrowolnie. Tłumiąc obrzydzenie. I głodząc się przy okazji. W kraju z bieżącą wodą i hipermarketami spożywczymi. Ja rozumiem, trening charakteru, ale nie ma lepszych metod?


Ps. Chrzanię to, niech ta czcionka robi sobie co chce.

 

1 komentarz:

  1. Akurat krem do rąk z mocznikiem się sprawdza xD Ale z kolei ludzie, którzy bawią się w złoty deszcz piją wcześniej spore ilości wody/piwa/moczopędnych naparów, żeby mocz był jak najbardziej rozcieńczony i bezwonny. Idioci nie doceniają bogactwa minerałów prosto z natury.

    OdpowiedzUsuń

Podobnie jak wszelkiej innej nauki alternatywnej, nie toleruję ortografii alternatywnej. Literówka czy zabłąkany przecinek - spoko, ale komcie wypalające oczy nie będą tolerowane.