czwartek, 22 stycznia 2015

Matma to ściema


Głupio tak poprzestawać tylko na wstępie. Na szczęście mam w zapasie parę niemądrych tekstów, napisanych jakiś czas temu pod wpływem frustracji. Ksenomorfy są bardziej wymagające od Jaszczurów, powiadam.
Image and video hosting by TinyPic
I co, ładny kumiks? Który wygląda jak mokry sen gimbusa mającego kiedykolwiek problem ze zdaniem sprawdzianu z matmy (żeby nie było: przez całą edukację matma była moją największą zmorą i wyciskałam z siebie siódme poty, by chociaż na 3 zasłużyć)? Wyobraźcie sobie, że to tak na serio. Wróć, to się właśnie dzieje na serio. Bo prawda leży pośrodku. Tyle, że nie.




Pisała już o tym Sporothrix, pisali o tym Naukonauci, Pochodne Kofeiny, Amerykanie też wyrazili swoje zdanie... (nazywają to elegancko "false balance") A cóż ja ze swoim jeszcze ciepłym blogaskiem mam do dodania? Tak naprawdę niewiele, poza odrobiną biadolenia i kijową analogią.


Jeżeli byłabym matematykiem albo przynajmniej wybitnie zdolnym dzieckiem (a skoro tak, to co u diabła bym jeszcze robiła w gimnazjum... nieważne) i uzasadniła jakoś swoją hipotezę przeprowadzając odpowiednie obliczenia, przekształcając jakoś wzór, to mamy pole do dyskusji. Inni matematycy mogą wtedy przejrzeć moją pracę w poszukiwaniu błędów. Jeśli żadnych nie znajdą, to super: twierdzenie Pitagorasa obalone, staję się sławna i bogata. Ale jeśli takich obliczeń nie przeprowadzę, matematycy będą pukać się w czoło, a ja nadal będę się upierać przy swoim, bo ten jeden raz źle mi wyszło na skutek źle postawionego przecinka... Cóż, jestem idiotką. I społeczeństwo ma święte prawo - ba, powinno - mnie postrzegać jako totalną idiotkę i od idiotek mnie wyzywać. Byłoby kuriozalne, gdyby trójkowy uczeń dyskutował na temat domniemanego fałszu twierdzenia Pitagorasa z zawodowym matematykiem (okej, okej, tytuły i wykształcenie często nie są przeszkodą w byciu kretynem... Ale to temat na osobną notkę, jeśli w ogóle, bo ktoś już i tak o tym napisał).
Tymczasem, np. w tym programie mamy właśnie z czymś takim do czynienia. Dlaczego?! Czemu tam nie zaprosili drugiego lekarza, bodaj Jaśkowskiego? Czemu nie ma jakiejś merytorycznej debaty na argumenty i w ogóle? Tzn. niby jest, ale na dwóch poziomach semantycznych: fakty vs anegdoty. A kogo popierają komcie? A przynajmniej większość? Ekwiwalenta ucznia gimnazjum. Niektórzy są nawet tak bezczelni, że zarzucają doktorowi brak wiedzy medycznej. Ja... ja nie wiem, co powiedzieć. *kryje twarz w dłoniach*


To jest straszne, ale nie mogę powiedzieć, że mnie dziwi. Nie wątpię, że upośledzony matematycznie gimbus również zyskałby poparcie innych matematycznie upośledzonych gimbusów. Ba, pewnie zyskałby moje własne poparcie z 10 lat temu, zwłaszcza gdyby był za zdjęciem matematyki z matury obowiazkowej. Sama byłam, bo bałam się tego jak diabli, oczyma duszy widząc poprawkę. Albo trzy. Brałam korepetycje, zakuwałam miesiąc albo dwa, podczas pisania ręce mi się trzęsły jak w delirce... Nie dość, że zdałam, to jeszcze dostałam dwa razy więcej procent niż by mi wystarczyło do szczęścia. Alleluja! Widzicie, o co chodzi? Bo to trzeba faktycznie się douczyć, a nie siedzieć i powtarzać "ueee, to bzdury są" i święcie wierzyć komuś, kto nie ma bladego pojęcia o czym mówi, ani nawet kompetencji by o tym mówić, a wszystkie fakty świadczą przeciwko niemu. Okej, zboczyłam z tematu. Ups. Ale obrazek nie może się zmarnować.
Image and video hosting by TinyPic


A co tam, zarzucę jeszcze linkiem do Wydziału Youtube'a (dla znających lengłydż). Co prawda dotyczy akurat ewolucji, ale nie mogłabym ująć istoty sprawy lepiej niż ta dziewczyna.


Zastanawiam się, czy nie jest to kwestia pewnego sformułowania, które często spotyka się w przepychankach internetowych na tego typu tematy: zwolennik homeopatii, nieszczepienia, kreacjonizmu czy innego alternatywnego postrzegania rzeczywistości nieraz rzuci: "bo ty nie wierzysz, a ja tak..." lub na odwrót. O, na przykład ten wybitny cytacik (z funpage'a TAK dla Szczepień, mam nadzieję, że się nie obrażą). Biada nam, jeśli ktoś to napisał na poważnie:
Image and video hosting by TinyPic

Wiara. WIARA. Drodzy naukowcy, widzicie to? Możecie się wypchać wszystkimi liczbami, wykresami, pomiarami, badaniami, podwójnie ślepą próbą, statystyką, sprzętem, analizami, meta-analizami i pewnie miliardem innych rzeczy, które mnie nawet nie przyjdą do głowy. Bo w naukę się wierzy albo nie!

Fakt to taka fajna rzecz, która niezależnie od wiary pozostaje niezmienna. Dobra, przeprowadźmy wszyscy eksperyment: spróbujmy na chwilę uwierzyć, że Newton był kłamliwym dupkiem i grawitacja to ściema. Nie, serio, grawitacja nie działa, obliczenia kłamią, to wszystko bullshit.
...

Komu udała się sztuka lewitacji? Nie jestem zaskoczona. A wszystkich aktualnie znajdujących się pod wpływem substancji psychoaktywnych proszę o powtórzenie eksperymentu później, na trzeźwo. Nie mam pojęcia czy media tak robią z poprawności politycznej czy z nastawieniem czysto na zysk. Pewnie jedno i drugie. W końcu publiczność uwielbia słowne przepychanki, o czym świadczą chociażby trolle internetowe, które wywołują flejmy dla czystej uciechy. Ale ustalmy coś: w dyskusji na tematy naukowe, w obliczu udowodnionych FAKTÓW prawda NIE leży pośrodku. Po prostu nie. 2+2=4  ZAWSZE. I to pozostaje - dopóki ktoś nie udowodni inaczej - bez dyskusji.

Ah, i post nie dotyczy wyłącznie sprawy szczepień. Dotyczy wszystkich przypadków gdy ustawia się się naukę i jakieś spiskowo-magiczne brednie obok siebie i stawia w domyśle znak równości między nimi. To jest bardzo złe, bardzo szkodliwe i w XXI wieku powinno być właściwie zakazane, a jednak się dzieje. Jeej, ale wody polałam, starczyłoby co najmniej na flaszkę Oscillococcinum. Albo dwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podobnie jak wszelkiej innej nauki alternatywnej, nie toleruję ortografii alternatywnej. Literówka czy zabłąkany przecinek - spoko, ale komcie wypalające oczy nie będą tolerowane.