środa, 28 stycznia 2015

Nowa super dieta

Stirlitz Sami się zamyśliła. Spodobało jej się to, więc zamyśliła się jeszcze raz. I doznała wtedy iluminacji. Jesteśmy okłamywani i manipulowani od małego. Pamiętacie te pogadanki o szkodliwości papierosów, alkoholu i takie tam? To kłamstwo. Big Pharmy, of course. Na szczęście, wymyśliłam jak wyleczyć ludzkość ze wszystkiego. Dietą, oczywiście. Oto prawda w najczystszej postaci... 

Jeśli się szczerze zastosujesz do tych wskazówek, a zwłaszcza do sporego przegięcia z alkoholem, to istnieje spora szansa, że już nigdy, przenigdy na nic nie zachorujesz i w ogóle nie bedziesz się musiał o nic martwić. A przynajmniej pojawią się prawdziwe problemy zdrowotne. Nie ma za co! ^^


Edyta: szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, o czym by tu napisać kolejną nocię... Owszem, zbieram przykłady do tekstu "Czy STOP NOP to sekta", ale głupio, żebym tylko cały czas po nich jeździła (choć są zdumiewającym źródłem lolkontentu, zaiste). Czy w internetach jest potrzebna kolejna notka robiąca sobie jaja z homeopatii...? A może jest jakaś inna popularna cud metoda, o której nie wiem? Jak macie jakieś inspiracje, to dawać je :D 




poniedziałek, 26 stycznia 2015

Złoty deszcz... wyleczy co chcesz

Za dużo uwagi poświęciłam już antyszczepionkowcom. Dlatego dzisiaj zajmiemy się bodaj największym paradoksem altmedu. Będzie obrzydliwie. Ale i śmiesznie (SJP, co to znaczy, że to nie są synonimy?!).
Image and video hosting by TinyPic

 

Nie udało mi się niestety ustalić, kto to właściwie wymyślił. Podejrzanie mi wygląda Giennadij Małachow, bo napisał o tym książkę (i wiele innych), ale mógł to być dowolny inny naturopata (kocham to słowo. Naturalny psychopata). Poza tym, ofkors: "Jest to starożytna (...) wiedza o leczeniu organizmu człowieka za pomocą własnej uryny. Temat ten pojawiał się w wielu starożytnych księgach, m.in w Mahabharacie, Biblii, a najstarszym i najobszerniejszym dziełem dotyczącym urynoterapii jest "Siwambukalpa". (...) Opisany jest dialog między bogiem Śiwą, i jego żoną Parwati, na temat prawidłowego stosowania urynoterapii."   Taak, wszyscy tak robili, tylko człowiek cywilizowany już nie, bo jest zmanipulowany przez koncerny. Stara śpiewka. A skoro wspomina o tym Biblia, to "złoty deszcz" jest klasyfikowany jako "po bożemu" i nie trzeba go wspominać przy spowiedzi? Tyle pytań...

Dylematy religijne na bok, poczytajmy, o co chodzi:

"Natura tak nas zaopatrzyła, że wszystko co potrzebne mamy w zasięgu ręki." - nieprawda, natura nie stworzyła Internetu :D

"Nie trzeba daleko szukać leku na nasze dolegliwości - najlepszy i najbezpieczniejszy produkujemy sami. To nasz mocz." - ale jaki to ma sens? Po co zdrowy organizm miałby wydalać coś, co mu jest potrzebne? Z krwią w moczu to się do lekarza idzie... oh wait.

"Mocz wywiera bardzo silny wpływ na cały organizm, jest to uniwersalny środek, którym można wyleczyć praktycznie prawie wszystko." - Zwłaszcza brak wrażeń w życiu. Nie mówiłam, że im się nudzi? Oczywiście, badań klinicznych ani widu ani słychu. No bo kogo by obchodziły takie szczegóły, phi.

"Urynę można stosować w każdym wieku ale w wieku starszym, kiedy środowisko organizmu jest bardziej zasadowe i organizm zaczyna gnić od środka, urynoterapia przestawia organizm w stronę kwaśnego środowiska i efekty bywają najbardziej spektakularne." - Ee... chodzi o pH krwi? Bo optymalne to zdaje się 7,35-7,45. W sumie obojętne, ale bardziej w kierunku zasady, jeśli już. Jakakolwiek żadna skrajność zaiste zbyt zdrowa nie jest, ale nie widzę wiarygodnych danych, jakoby stężenie zasad na starość ulegało podwyższeniu... bo tak. I dlaczego się od tego gnije? Myślałam, że gnicie to raczej po śmierci (chyba, że mamy do czynienia z martwicą tkanek czy zgorzelą, ale obie te rzeczy są wywołane przez zakażenia albo inne niefajne czynniki... i mocz tu nie pomoże, co najwyżej amputacja).  Wychodzi na to, że urynoterapia wskrzesza umarłych. Chwila. Skoro mówi o tym Biblia... must... resist... joke...

"Smak uryny uwarunkowany jest naszą dietą - im mniej soli, cukru, oczyszczonej mąki, białka, przetworzonej i konserwowanej żywności spożytym nasz mocz będzie miał lepszy smak i lepsze właściwości. Im więcej w naszej diecie świeżych owoców i warzyw tym również łatwiej będzie ten mocz wypić." - wierzę na słowo. Nie mam jak zweryfikować, bo chyba nikt takich rzeczy nie badał.

"Należy pamiętać że gdy zaczyna się przyjmować urynę wewnętrznie może wystąpić tzw. reakcja ozdrowieńcza. Śluz i substancje patologiczne z przewodu pokarmowego zaczynają się odrywać i następuje ich usuwanie." - ej, nieładnie tak ściągać od koleżanki homeopatii. I mnie wcale nie dziwi, że śluz i substancje patologiczne(?) z przewodu pokarmowego będą się odrywać. My, cywilizacja śmierci, mówimy na to: rzyganie.


"Zwolennicy urynoterapii uważają, że zawiera on wiele niezwykle korzystnych dla organizmu substancji tj. witaminy, hormony i enzymy, minerały i inne pożyteczne składniki" - A ci, którzy uważali na biologii, wiedzą, że to głównie woda, produkty przemian metabolicznych... owszem, sole mineralne niewykorzystane przez organizm też. A co się stanie, gdy się to wypije? Brawo, znów zostaną wydalone (chyba, że równocześnie głodujesz, to wtedy robisz sobie jeszcze większą krzywdę... szczegóły poniżej). I po co właściwie pić mocz, skoro jest tyle innych fajnych źródeł? Woda mineralna, żeby daleko nie szukać? Zwłaszcza altmed powinien wiedzieć z tymi swoimi soczkami Noni.

"wielką siłą leczniczą moczu oznacza się też mocznik o działaniu przeciwbakteryjnym i przeciwnowotworowym." - co najwyżej silnie nawilżającym i lekko złuszczającym (w co swoją drogą też wątpię, ale niech już będzie...).

"Można spotkać się z twierdzeniem, że leczą również substancje toksyczne, znajdujące się w niewielkich ilościach w moczu, które mają działanie zbliżone do leków homeopatycznych" - AHAHAHAHA! To miłe, gdy metoda sama przyznaje, że nie działa.

Dobra, wróćmy do stronki poprzedniej, bo na tej nuda:

"Po przejściu przez cały organizm jest ponownie tworzony w nerkach oczyszczając tkankę nerkową a następnie zostaje wydalony." - ciekawe, dlaczego. Te nerki to jakieś gÓpie so, nie wiedzo, co dobre.

 "Dzięki swoim właściwościom zakwaszającym mocz tłumi procesy rozkładu i stany zapalne i regeneruje zniszczone tkanki." - Aha, wszystko jasne. A czemu według innych szarlatanów to właśnie zakwaszenie jest przyczyną wszelkich problemów? Komu ufać? Trzeba się zakwasić, odkwasić, zasadzić, czy może zakwasić a potem zasadzić i gratulacje, jesteś obojętny chemicznie? W sumie większość altmedowców jest w istocie obojętna chemicznie. Bardzo. Szczegóły poniżej.

Dalej mamy barwny opis okładów z moczu i glinki, płukanie ust, nosa, uszu, pochwy (w sumie dziwne, że nie), masaże i oczywiście, lewatywy z moczu - z dwojga złego lepiej w tę stronę!

Image and video hosting by TinyPic
Posłuchajmy zadowolonych użytkowników:

"Natomiast uryna w czasie głodówki ma przyspieszyć zakwaszenie i stwarza bardziej surowe warunki dla oczyszczania organizmu przez co oczyszcza się szybciej, mocniej itp." - Ożesz fak. Głodówka ORAZ picie sików? Pani na pustyni utknęła? Nawet survivalowcy uważają, że picie moczu to ostateczna ostateczność. Z każdym kolejnym razem w moczu jest coraz więcej syfu. Można się niewydolności nerek nabawić.

"mocz jest o wiele lepszym rozpuszczlnikiem niż woda" - wolę etanol. A jeszcze lepszy kwas siarkowy, co się będziemy ograniczać.

"czyli o wiele skuteczniej oczyszcza organizm, wzmacnia nerki i czyści stawy." - nerki, jakby miały świadomość, zastanawiałyby się po cholerę filtrują to samo po raz n-ty i czego właściciel od nich oczekuje. Już lepiej je przepłukać roztworem z 5% etanolu, jeśli już... I jak to ma czyścić stawy? Z czego? Z mazi stawowej? To akurat niewskazane (podejrzewam, ze autorowi się po prostu słowa poprzestawiały, ale i tak nie miałoby to grama sensu).

"... moja propozycja... swiadomie (wbrew sobie) weź wdech nad szklanką z moczem... i wczuj sie w to, co zapach Twojego moczu w Tobie wywołuje... " - ee, bełta. Liczy się?

"Potem się zastanów nad ewentualnymi przyczynami  "nielubieniasiebie"..." - świetna rada. Naprawdę, nie żartuję. Dlaczego tak bardzo siebie nie lubisz, że zmuszasz się do picia własnego moczu? W imię czego? Za co? Podświadoma chęć ukarania się? Może dobry psycholog mógłby pomóc... to tylko taka nieśmiała sugestia... zwłaszcza, że później piszesz coś takiego:

"Przełom kwaśniczy przyszedł tym razem szybciej niż poprzednio- 5-6 doba- w 5 dobie przyjęłam jeszcze poranną dawkę- ale zmniejszoną- nie dałam rady więcej niż może ze 100 ml. (kwas z goryczą bardzo zagęszczony )
Wczoraj w ogóle nie zamierzałam- suchy dzień- ale wzięłam "na język" masakra-przełom na 100 %"

No to może... Przestań?! Przełom kwasiczny, Borze świerkowy. To cudo zostało wymyślone przez jakiegoś idiotę, co sobie wymyślił "lecznicze głodówki". Nad tym geniuszem się chyba jeszcze poznęcam. Grunt, że najprawdopodobniej chodzi tu o śmiertelnie niebezpieczną kwasicę metaboliczną. Mocz tu raczej nie pomoże, prędzej pogorszy. Niech mi jeszcze ktoś powie, że pseudomedycyna naturalna jest taaaaaka zajebiście bezpieczna i niiiiiiiiiic nie szkodzi, to pogryzę.

Jest tego jeszcze więcej, pojawiają się nowoczesne teorie chemii alternatywnej, strukturyzowana woda w moczu tworzona z miceli będąca nośnikiem energii i jak to pomaga skontaktować się ze swoim wewnętrznym duchem (nie wiem, co brał autor wypowiedzi, ale chcę to samo... ee, w wersji nieprzetworzonej), tragedie rodzinne i wiele innych ciekawych rzeczy.

Obawiam się, że ta cud-metoda ostatnio jakby przybiera na popularności. Na tzw. "babskich" forach (w ogóle mam dziwne wrażenie, że w altmedzie wszelkiej maści przodują kobiety, ale może to tylko złudzenie, mam nadzieję, że to tylko złudzenie) często pojawia się stwierdzenie typu: "przecież dają mocznik do kremów itp. to coś w tym jest, nie?". Ekhm, yes, but no. Nikt normalny w żadnej firmie nie pozyskuje mocznika z moczu, tylko otrzymują go syntetycznie (ale i tak nie kupię nic, co go zawiera, bo źle się kojarzy). Chociaż, jak wiadomo, syntetyczne jest gorsze, nawet sól, bo wtedy jest prawoskrętna (Miskidomleka, dziękuję, że zachowałeś dyskusję dla potomnych). Inni przypisują "dobroczynne właściwości" amoniakowi... Yyy, ale włosy to niszczy (tak, niszczy i w ogóle jest dość toksyczny)? Stary, nie ogarniam tej kuwety.

Ale tak serio, to jest przerażające. Jak bardzo ludzki umysł potrafi się zakręcić na tak totalnej głupocie. Nie wiem, musieliby mi bardzo dużo zapłacić albo musiałabym faktycznie się zagubić na pustyni, żeby jednorazowo zdobyć się na takie coś. A niektórzy robią to dobrowolnie. Tłumiąc obrzydzenie. I głodząc się przy okazji. W kraju z bieżącą wodą i hipermarketami spożywczymi. Ja rozumiem, trening charakteru, ale nie ma lepszych metod?


Ps. Chrzanię to, niech ta czcionka robi sobie co chce.

 

niedziela, 25 stycznia 2015

Pozytywne aspekty palenia tytoniu

A teraz, skoro już przyciągnęłam waszą uwagę...
Każde dziecko wie, że palenie szkodzi. Każdy palacz też. Możemy żartować, że "na coś trzeba umrzeć", że "karmimy skorupiaka", ale żaden palacz przenigdy nie powie, że palenie nie szkodzi. A tym bardziej, że jest zdrowe.
Tymczasem antyszczepionkowcy byli wystarczająco wkurzający w opowiadaniu, że choroby na które się szczepi nie są takie straszne. Ale obecnie osiągają całkiem nowy level. Oto, co pewnego razu ukazało się mym oczom po wejściu na ich funpage'a:

"Pozytywne aspekty przechorowania odry"


AAAAAAA!!! *spada z krzesła* Widzę, że zaczynamy z grubej rury. Nie zamierzam zachowywać nawet pozorów przyzwoitości rozszarpując ten idiotyzm na strzępy, bo zaczyna się rozprzestrzeniać.


Image and video hosting by TinyPic
Za każdym razem...

"Od lekarza usłyszymy, że przechorowanie odry może być ryzykowne szczególnie dla niemowląt(przez masowe szczepienia pozbawionych biernej ochrony od mamy)
Co to za bzdura? A tak btw, nie ma na tej planecie kobiet, które NIE MOGĄ/NIE CHCĄ karmić piersią? Bo żeście się tych cycków uczepili jak niewyżyte gimbusy, tylko bardziej.


 dorosłych oraz przewlekle chorych."

I dobrze usłyszycie. Może byście go posłuchali? A nie, wy macie gdzieś przewlekle chorych, ludzi w trakcie chemioterapii, po przeszczepach, z chorobami układu immunologicznego... Najważniejsi na świecie jesteście wy i wasze specjalne płatki śniegu.



"Natomiast pomija się zupełnie kwestię pozytywnego wpływu przechorowania odry na organizm ludzki." - Jaką?! Zapalenie płuc? Mózgu? Budują charakter, czy co?

„Odra ma najwyraźniej pozytywny wpływ na układ odpornościowy. Podatność na infekcje po przebytej odrze zmniejsza się, na co wskazuje spadek liczby wizyt u lekarza [Kummer 1992]." - bardzo sprytnie. Cóż, jak dziecko umiera, to raczej lekarz mu niepotrzebny. Tak tylko spekuluję, bo ani Google Scholar ani PubMed nie pokazują mi nic, co by pozwalało wysnuć taki wniosek.


"W krajach najbiedniejszych odra zmniejsza ryzyko malarii i chorób pasożytniczych [Roth 1992]."
Nie no, serio, skąd oni to biorą? Ja na temat Rotha znalazłam tylko to.

"Dzieci, które przebyły zachorowanie na odrę rzadziej cierpią na alergie, podczas gdy szczepienie przeciw odrze nie daje takiej ochrony [Shaheen 1996, Floistrup 2006, Kucukosmanoglu 2006, Rosenlund 2009]."
I smell Straw Man - szczepienia mają z zalożenia chronić przed odrą, nie alergią.  No, ale przynajmniej Shaheena udało mi się znaleźć. Szkoda tylko, że go nie przeczytali ze zrozumieniem. "Być może, ale brakuje dowodów na poparcie tej hipotezy". Standard. A reszta? Pierwszy z brzegu wynik, Floistrup. Znowu mętnie, znowu nic z niczego właściwie nie wynika... Niby widzi jakieś powiązanie z antybiotykami (jakimi?) o szczepionkach są może ze dwa zdania. Dalej... Kucukosmanoglu ... Łał, porównał 52 dzieci hospitalizowane z powodu odry z 51 dziećmi bez odry (nie widzę informacji czy były szczepione, czy nie, just sayin'). To prawie level Wakefielda. I tylko 7 cytatów. Poprzedni miał przynajmniej 185. Uff... Rosenlund - 36 cytatów (żeby zrozumieć, o co chodzi z tymi cytatami, polecam zapoznac się z tym wpisem). Znowu: cośtam, być może... ziew. I totalne olanie zdania: "Nie znaleziono związku pomiędzy alergiami a szczepionką przeciwko odrze".

"Znanym pozytywnym efektem odry jest leczniczy wpływ na chroniczne choroby, takie jak łuszczyca [Chakravati 1996]" - Widzieliście w ogóle kiedyś łuszczycę, bodaj na zdjęciu? Ja widuję na żywo. I słyszę. Są to odgłosy drapania i przekleństwa. A swędząca wysypka do tego... Podejrzewam, że sprzęty by latały. Co najmniej.  No dobra, zobaczmy, na co powołujecie się tym razem. Rok wprawdzie się nie zgadza, ale chyba chodzi o to. Jeden przypadek, zdaje się case report. Łał. Wiecie, jedna jaskółka wiosny nie czyni... To nadużycie stwierdzać na takiej podstawie "znany efekt". Kolega o nim na przykład nie słyszał, a odwiedził mnóstwo lekarzy. W dodatku opisany przypadek skomentował tak: "Wystarczy później byle przeziębienie czy inne osłabienie organizmu i uuu... będzie płakała."

"lub ciężkie schorzenie nerek tzw. zespół nefrotyczny. Odra może spowodować także remisję padaczki [Yamamoto 2004]" - Japończycy, zdaje się, w ogóle nie bardzo lubią szczepionki. Whatever. Pan Yamamoto doczekał się dziewięciu cytatów. Nic dziwnego, skoro próbka statystyczna wynosiła 58 osób. *facepalm* Albo mi się wydaje albo znowu widzę lekki brak czytania ze zrozumieniem, albo pominięcie zdania "Gdy pacjenci chorowali na odrę, różyczkę, świnkę czy grypę istniało wyższe ryzyko poważnych powikłań neurologicznych, typu stan padaczkowy, zaburzenia swiadomości czy encefalopatia. Powikłania te odnotowano w 68% wszystkich przypadków naturalnego przechorowania choroby". I co? Wciąż uważacie, że naturalne przechorowanie jest takie fajne?

"podobnie jak atopowego zapalenia skóry na tle alergii pokarmowej [Kondo 1993]." - Tu mamy dla odmiany pięciu pacjentów. Ech... Gdyby to było chociaż z 5000 to może miałoby to jakąś wartość. A zaszczepieni być nie mogli z powodu alergii na jajka. Nie przeszła im.

"Wiele wskazuje na to, że przebycie chorób dziecięcych, w szczególności odry, różyczki i świnki, owocuje w dalszym życiu obniżonym ryzykiem zachorowania na raka, w tym ziarnicę złośliwą i inne rodzaje chłoniaka oraz raka piersi [Albonico 1998, Glaser 2005, Montella 2006]" - No, ciekawe jak wiele. Nr 1 to tylko abstrakt. W ogóle, dlaczego tyle tych badań bierze na tapetę akurat ludzi związanych z antropozofią? Serio, ci od alergii też mieli coś do dzieci od Steinera. Ja się nie znam, ale jeśli ci ludzie faktycznie mniej chorują na raka itd. to może dlatego, że np. nie palą papierosów czy coś? Glaser, jeśli umiem czytać, zajmuje się głównie encefalopatią. Natomiast Montella... Ech, kolejny abstrakt z którego nic konkretnego nie wynika. A na ten się nie natknęli?

"Także stwardnienie rozsiane zdarza się rzadziej u osób, które przeszły w dzieciństwie odrę [Kesselring 2990].„ Eee... czy ja dobrze widzę 2990 rok? Ale z tymi podróżami w czasie to tak tylko żartowałam... Google Scholar skonfrontowany z frazą wypluwa wiele ciekawych rzeczy... ale na temat nic. PubMed - zero.

Uff, koniec. Najbardziej mnie chyba przeraża fakt, że ten tekst znajduje się w książce "Szczepienia za i przeciw". A ludzie czepiali się Stephanie Meyer. Nie sądziłam, że doczekam dnia, kiedy wyjdzie głupsza i bardziej szkodliwa książka i bardzo żałuję, że tak się stało. Do napisania tego tekstu zainspirował mnie artykuł na TVN24, a konkretnie komć pod nim. Oraz ten wpis z RtAVM. 

Drogie antywacki - puknijcie się w coś, dobra? To nie jest śmieszne.

PS. Przepraszam, że czcionka nieco świruje, ale szczerze mówiąc, nie ogarniam za bardzo tego, blogspot sobie robi jakieś jaja o.O

Edyta: właśnie się dowiedziałam, że ałtor tej ksiunszki jest homeopatą. No, to wiele tłumaczy.

piątek, 23 stycznia 2015

Co myślą antywacki

Najlepszym do­wodem na to, że is­tnieje ja­kaś po­zaziem­ska in­te­ligen­cja jest to, że się z na­mi nie kontaktuje.


Image and video hosting by TinyPic

Kosmici pewnie zaśmiewają się do łez z naszej [jako rodzaju ludzkiego] głupoty. A mnie do śmiechu aż tak bardzo nie jest. No, przynajmniej dopóki nie trafię na takiego komcia:
Image and video hosting by TinyPic


Logika bez zarzutu. Hej, mamy owłosienie i tkankę tłuszczową, po co nam ubrania? Dawniej ludzie żyli w zimnym klimacie, mieli tylko skóry zwierząt i też żyli. To ma sens, bo znam kogoś kto w największy mróz chodzi sobie w krótkim rękawku i nic mu nie jest (nie żartuję, naprawdę znam).


Szczerze, nie mam pojęcia, co by tu jeszcze wnieść. Temat był wałkowany miliony razy przez mądrzejszych ode mnie [proszę zajrzeć na kolumnę obok, bez sensu tu sypać setką linków], a oni dalej swoje. Nawet w obliczu epidemii w Walii w 2013 r. antyszczepionkowy lider znalazł sposób, żeby bardzo sprytnie zwalić winę na MMR (twierdząc przy okazji, że jakby świat skorzystał z jego pojedynczych szczepionek, to nic by się nie stało... no tak, wszystkie szczepionki to szatan, ale te wynalezione przez eugeniusza - pun intended - jakimś sposobem nie. Ofkors). W Stanach szaleją odra z krztuścem, u nas nad Wisłą ospa wietrzna, a ci wciąż "ojtam, ojtam, nic się nie dzieje". Czekają chyba na polio.


Tak na początek przedstawiam The Best of Anty-wacki wraz z tłumaczeniem z alternatywnego na nasze. I hej, nikogo nie obrażam, po prostu... wytykam pewne braki. Nie, żeby braki były czymś złym same w sobie. Ale totalny brak chęci ich uzupełnienia połączony z postawą "ja wiem lepiej" już rodzi pewną frustrację (zwłaszcza, że trwa to już 200 lat...). Dlatego nie czuję się ani trochę winna, poza tym nigdzie nie używam słowa "głupek" ani żadnego wulgarniejszego synonimu.

Co antywacek ma na myśli, gdy mówi...

1. "Przecież szczepiłeś swoje dziecko, czego chcesz od mojego" - Nie tylko nie mam bladego pojęcia, że szczepionka nie chroni w 100%, ale również kompletnie obce mi jest pojęcie odporności zbiorowej.


(bardziej łopatologicznie niż przedstawia ten gif chyba się nie da)

2. "To barbarzyństwo podawać tak małym dzieciom tyle chorób" - to logiczne, że moje zupełnie zdrowe dziecko, które dożyje setki nie zapadając nawet na byle przeziębienie dzięki odporności naturalnej (którą mu przekażę wraz ze swoim szczerozłotym mlekiem) za Chiny nie poradzi sobie z atenuowanymi wirusami ani nawet ich szczątkami.


3. "W szczepionkach jest rtęć, kawałki abortowanych płodów, nerki małpy i komórki mysich mózgów, poczytajcie ulotki to zobaczycie!" - jestem hipokrytką i każę innym czytać ulotki (to prawie jak podręcznik immunologii i toksykologii w jednym, nieprawdaż), chociaż sama do nich nawet nie zajrzałam, w przeciwnym razie wiedziałabym, że opowiadam bzdury. Tak samo jak nie wiem, w jaki sposób są one tworzone i skąd na nich te wszystkie okropne skutki uboczne.
(Ulotka Rotarix - płodów ni ma, ale za to jest sacharoza)

4. "To nie dzięki szczepionkom, tylko bieżąca woda, higiena, kanalizacja i zdrowe jedzenie sprawiły, że choroby zaczęły wymierać" - Za każdym razem: 1979 ospa prawdziwa, 1954 polio, 1964 odra, 1967 świnka1969 różyczka,  2006 rotawirusy... No co ty, 2006 był prawie dekadę temu, żyliśmy wtedy jak zwierzęta. A zresztą ta szczepionka na rota to jakaś nowomodna fanaberia i tyle. A czemu w Indiach jakoś nie ma polio, chociaż jest tam, kolokwialnie mówiąc, syf? Yyy... Patrz, krzyk mózgowy!

5. "A może ja chcę, żeby moje dziecko przeszło odrę, świnkę, różyczkę? To takie łagodne choroby, a nabierze odporności na całe życie!" - Nie dość, że znów nie mam pojęcia, o czym mówię i nie widziałam statystyk na oczy (a jeśli widziałam, to zlekceważyłam, bo wiadomo, spisek), to mam gdzieś tych wszystkich słabszych, przewlekle chorych ludzi, z którymi moje dziecko się zetknie i ich być może śmiertelnie narazi, bo [patrz punkt 1].

6. "Pomyśl logicznie, przecież Big Pharmie nie może zależeć na naszym zdrowiu" - wydaje mi się to logiczne, lecz nie uwzględniam kilku rzeczy:

a) Big Pharmie bardziej by się opłacało leczenie chorób i powikłań, którym zapobiegają szczepionki, ponieważ

b) Big Pharma nie zarabia zbyt wiele na szczepionkach, poza tym

c) Gdyby Big Pharma nie badała dokładnie leków pod wszystkimi możliwymi względami, mielibyśmy na rynku od groma niedziałających i/lub szkodliwych leków na wszystko, w tym autyzm (a takie bajery to działka altmedu). Klient martwy nie tylko nie jest zadowolony, ale raczej nie kupi kolejnego leku oraz

d) Te złe, wielkie koncerny cały czas rywalizują ze sobą o tych zadowolonych klientów, więc jak ktoś coś namąci w badaniach, to konkurencja za nic nie przegapi okazji, żeby go za to zrównać z ziemią zanim artykuł na dobre opuści drukarnię. Takie awantury w branży się cały czas zdarzają, tylko mediów niebranżowych to nie obchodzi, bo dotyczą mało ciekawych rzeczy. Byłoby to bardzo dziwne, żeby akurat w kwestii szczepionek trzymali sztamę, bo a i b.

7. "Kto ci płaci i ile?" - Wybacz, mam cechy osobowości paranoicznej i wszędzie widzę spiski. Polecisz mi jakiegoś dobrego psychologa?

8. "Dużo czytałam na ten temat, wiem wszystko, ty ignorancie" - dużo plotkowałam z koleżankami z fejsbuka o strasznych poszczepiennych historyjkach z internetu, ewentualnie o równie strasznych filmach z jutuba. W międzyczasie wychwalałyśmy pod niebiosa prof. Majewską i doktora Jaśkowskiego, tych pionierów wakcynologii, z którą żadne z nich nie ma nic wspólnego. A Wakefield to się nawet ołtarzyka dorobił za swoje zgrabne oszustwa i cwaniactwo.

9. "Ja chcę mieć tylko wolny wybór" - [patrz punkt 1, znowu], poza tym mentalnie tkwię w gimnazjum i jestem za anarchią, fak de system!!1! Bo te obowiązkowe szczepienia to wprowadziła komuna, więc z definicji są złe. Co prawda, nikt nie może mi wparować do domu i siłą zaszczepić, co najwyżej grozi mi mandat, którego mogę nie przyjąć... Ale!1!!

10. "A dlaczego dorośli się nie szczepią?" - sama się nie szczepię, nikt kogo znam też nie, więc na mocy dowodu anegdotycznego wiem, że absolutnie nikt tego nie robi. Nie mam zielonego pojęcia, że w pewnych zawodach trzeba, nie wiem nic o zalecanych szczepieniach dla dorosłych.

11. "Jeszcze autyzmu dostanie" - uważam, że autyzm jest absolutnie najgorszą przypadłością, jaka może się komukolwiek przytrafić. Zespół Patau, Edwardsa, Wolfa-Hirschhorna... też coś. Nie znam najnowszych badań, które wskazują na to, że jest on raczej genetyczny i ignoruję wszystkie, które udowodniły, że nie ma absolutnie żadnego związku między nim a szczepieniami. Prawdopodobnie nie wiem też, że spektrum autyzmu jest bardzo szerokie, że kryteria diagnostyczne uległy zmianie* i że głosząc takie poglądy obrażam wszystkich normalnie żyjących autystów, bo wolę, żeby moje dziecko umarło na chorobę zakaźną niż żeby było autystyczne.

12. "A moje dziecko po szczepieniu miało krzyk mózgowy/zachorowało na autyzm/zachorowało na cokolwiek innego" - Pomyliłam związek czasowy z przyczynowo-skutkowym, ale nie to jest najgorsze. Desperacko poszukując przyczyny choroby mojego dziecka, trafiłam na grupę antyszczepionkową, która przyjęła mnie jak swoją i wszystko mi wytłumaczyła: to przez szczepionki. Będąc w zrozumiałym stanie osłabienia psychicznego, przyjęłam wszystko na wiarę, choć normalnie nie dałabym się nabrać na takie głupoty i przyłączyłam się do nowych przyjaciół w walce o lepsze, wolne od szczepionek jutro. Obwiniam szczepionki o stan mojego dziecka, bo nie do zniesienia byłaby dla mnie myśl, że zachorowało tak po prostu... i mam nadzieję, że będzie można to jakoś odwrócić.**


Pewnie dużo pominęłam, zdarzają się różne ciekawe rzeczy... Np. teorie, że megadawkami witaminy C można wyleczyć polio, albo i ebolę... (ale chyba ciężko takiego wirusa trafić, co?)
Tak czy siak, może ta ściągawka ułatwi jakoś komunikację. O ile to możliwe.


* Gdzieś w sieci napotkałam komentarz pani, która pracowała w USA z takimi dziećmi i napomknęła, że niektóre miały stwierdzony autyzm czy Aspergera, podczas gdy były po prostu zwyczajnie trochę bardziej nieśmiałe niż inne. Podejrzewam, że sama mogłabym dostać taką diagnozę, ale za moich czasów nie zaciągało się dzieci do psychologa z byle powodu. Jeśli zaświadczenia o autyzmie faktycznie dostaje się tak jak te o dysleksji, jak cukierki (broń Borze nie twierdzę, że ona nie istnieje, jednakże wiąże się z nią kilka innych zaburzeń oprócz tego, że dzieciak po prostu wali byki ortograficzne, podobnie jak nieśmiałość =/= autyzm), to chyba właśnie rozwiązałam zagadkę epidemii autyzmu. Taka luźna hipoteza.


**Jakby ktoś nie załapał - nie, to nie miało być śmieszne. To jest przykre i smutne. Widzicie, to jest bodaj największy problem jaki mam z organizacjami typu STOP NOP. Nie pomagają rodzicom chorych dzieci. Wskazują im winnego - szczepionki - i wykorzystują do osiągnięcia swoich celów. Tak, niby chcą usprawnić system i takie tam, ale głównie bluzgają na lekarzy, na szczepionki, na koncerny i w ogóle na cały świat. Organizowali coś na rzecz tych dzieci? Nie, pikiety przeciw szczepieniom. W swoim czasie wskażę na podobieństwa pomiędzy nimi a sektą, póki co powiem tylko, że to obrzydliwe. STOP STOPNOP! 

czwartek, 22 stycznia 2015

Matma to ściema


Głupio tak poprzestawać tylko na wstępie. Na szczęście mam w zapasie parę niemądrych tekstów, napisanych jakiś czas temu pod wpływem frustracji. Ksenomorfy są bardziej wymagające od Jaszczurów, powiadam.
Image and video hosting by TinyPic
I co, ładny kumiks? Który wygląda jak mokry sen gimbusa mającego kiedykolwiek problem ze zdaniem sprawdzianu z matmy (żeby nie było: przez całą edukację matma była moją największą zmorą i wyciskałam z siebie siódme poty, by chociaż na 3 zasłużyć)? Wyobraźcie sobie, że to tak na serio. Wróć, to się właśnie dzieje na serio. Bo prawda leży pośrodku. Tyle, że nie.




Pisała już o tym Sporothrix, pisali o tym Naukonauci, Pochodne Kofeiny, Amerykanie też wyrazili swoje zdanie... (nazywają to elegancko "false balance") A cóż ja ze swoim jeszcze ciepłym blogaskiem mam do dodania? Tak naprawdę niewiele, poza odrobiną biadolenia i kijową analogią.


Jeżeli byłabym matematykiem albo przynajmniej wybitnie zdolnym dzieckiem (a skoro tak, to co u diabła bym jeszcze robiła w gimnazjum... nieważne) i uzasadniła jakoś swoją hipotezę przeprowadzając odpowiednie obliczenia, przekształcając jakoś wzór, to mamy pole do dyskusji. Inni matematycy mogą wtedy przejrzeć moją pracę w poszukiwaniu błędów. Jeśli żadnych nie znajdą, to super: twierdzenie Pitagorasa obalone, staję się sławna i bogata. Ale jeśli takich obliczeń nie przeprowadzę, matematycy będą pukać się w czoło, a ja nadal będę się upierać przy swoim, bo ten jeden raz źle mi wyszło na skutek źle postawionego przecinka... Cóż, jestem idiotką. I społeczeństwo ma święte prawo - ba, powinno - mnie postrzegać jako totalną idiotkę i od idiotek mnie wyzywać. Byłoby kuriozalne, gdyby trójkowy uczeń dyskutował na temat domniemanego fałszu twierdzenia Pitagorasa z zawodowym matematykiem (okej, okej, tytuły i wykształcenie często nie są przeszkodą w byciu kretynem... Ale to temat na osobną notkę, jeśli w ogóle, bo ktoś już i tak o tym napisał).
Tymczasem, np. w tym programie mamy właśnie z czymś takim do czynienia. Dlaczego?! Czemu tam nie zaprosili drugiego lekarza, bodaj Jaśkowskiego? Czemu nie ma jakiejś merytorycznej debaty na argumenty i w ogóle? Tzn. niby jest, ale na dwóch poziomach semantycznych: fakty vs anegdoty. A kogo popierają komcie? A przynajmniej większość? Ekwiwalenta ucznia gimnazjum. Niektórzy są nawet tak bezczelni, że zarzucają doktorowi brak wiedzy medycznej. Ja... ja nie wiem, co powiedzieć. *kryje twarz w dłoniach*


To jest straszne, ale nie mogę powiedzieć, że mnie dziwi. Nie wątpię, że upośledzony matematycznie gimbus również zyskałby poparcie innych matematycznie upośledzonych gimbusów. Ba, pewnie zyskałby moje własne poparcie z 10 lat temu, zwłaszcza gdyby był za zdjęciem matematyki z matury obowiazkowej. Sama byłam, bo bałam się tego jak diabli, oczyma duszy widząc poprawkę. Albo trzy. Brałam korepetycje, zakuwałam miesiąc albo dwa, podczas pisania ręce mi się trzęsły jak w delirce... Nie dość, że zdałam, to jeszcze dostałam dwa razy więcej procent niż by mi wystarczyło do szczęścia. Alleluja! Widzicie, o co chodzi? Bo to trzeba faktycznie się douczyć, a nie siedzieć i powtarzać "ueee, to bzdury są" i święcie wierzyć komuś, kto nie ma bladego pojęcia o czym mówi, ani nawet kompetencji by o tym mówić, a wszystkie fakty świadczą przeciwko niemu. Okej, zboczyłam z tematu. Ups. Ale obrazek nie może się zmarnować.
Image and video hosting by TinyPic


A co tam, zarzucę jeszcze linkiem do Wydziału Youtube'a (dla znających lengłydż). Co prawda dotyczy akurat ewolucji, ale nie mogłabym ująć istoty sprawy lepiej niż ta dziewczyna.


Zastanawiam się, czy nie jest to kwestia pewnego sformułowania, które często spotyka się w przepychankach internetowych na tego typu tematy: zwolennik homeopatii, nieszczepienia, kreacjonizmu czy innego alternatywnego postrzegania rzeczywistości nieraz rzuci: "bo ty nie wierzysz, a ja tak..." lub na odwrót. O, na przykład ten wybitny cytacik (z funpage'a TAK dla Szczepień, mam nadzieję, że się nie obrażą). Biada nam, jeśli ktoś to napisał na poważnie:
Image and video hosting by TinyPic

Wiara. WIARA. Drodzy naukowcy, widzicie to? Możecie się wypchać wszystkimi liczbami, wykresami, pomiarami, badaniami, podwójnie ślepą próbą, statystyką, sprzętem, analizami, meta-analizami i pewnie miliardem innych rzeczy, które mnie nawet nie przyjdą do głowy. Bo w naukę się wierzy albo nie!

Fakt to taka fajna rzecz, która niezależnie od wiary pozostaje niezmienna. Dobra, przeprowadźmy wszyscy eksperyment: spróbujmy na chwilę uwierzyć, że Newton był kłamliwym dupkiem i grawitacja to ściema. Nie, serio, grawitacja nie działa, obliczenia kłamią, to wszystko bullshit.
...

Komu udała się sztuka lewitacji? Nie jestem zaskoczona. A wszystkich aktualnie znajdujących się pod wpływem substancji psychoaktywnych proszę o powtórzenie eksperymentu później, na trzeźwo. Nie mam pojęcia czy media tak robią z poprawności politycznej czy z nastawieniem czysto na zysk. Pewnie jedno i drugie. W końcu publiczność uwielbia słowne przepychanki, o czym świadczą chociażby trolle internetowe, które wywołują flejmy dla czystej uciechy. Ale ustalmy coś: w dyskusji na tematy naukowe, w obliczu udowodnionych FAKTÓW prawda NIE leży pośrodku. Po prostu nie. 2+2=4  ZAWSZE. I to pozostaje - dopóki ktoś nie udowodni inaczej - bez dyskusji.

Ah, i post nie dotyczy wyłącznie sprawy szczepień. Dotyczy wszystkich przypadków gdy ustawia się się naukę i jakieś spiskowo-magiczne brednie obok siebie i stawia w domyśle znak równości między nimi. To jest bardzo złe, bardzo szkodliwe i w XXI wieku powinno być właściwie zakazane, a jednak się dzieje. Jeej, ale wody polałam, starczyłoby co najmniej na flaszkę Oscillococcinum. Albo dwie.